Szukaj na tym blogu

5 czerwca 2024

Ostatnie wakacje.

185. No to jak ściągasz te gacie?


-Czy mogę jednak zostać w swoim ubraniu? - zapytałem nieśmiało. 

Zareagowała dosyć stanowczo.

-Nie. Jeżeli chcesz spać z nami na tym sianie, to masz się umyć i przebrać w ten dres. Bez slipów. 

-Bez slipów? Ojej, nie przesadzasz? - próbowałem się bronić, choć wiedziałem, że to nie ma sensu. 

-Oczywiście, że bez slipów. A w ogóle to po co ta dyskusja? Przecież to nic takiego. 

Czułem, że mój kutas coraz mocniej napiera na spodnie od środka i wiedziałem że jeśli nie będzie tam slipów, to już całkiem wszystko będzie widać. Na dodatek ta myśl sprawiła, że podnieciłem się jeszcze bardziej. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.

-Och, jak to? -westchnąłem, grając prawiczka.

Podchwyciła temat i widziałem, że jej się to bardzo podoba. 

 -Chyba jesteś jakiś przewrażliwiony, dzieciaku, - Zaczęła, przeszywając mnie swoim słodkim spojrzeniem, - Przecież to normalne. A w ogóle gdzie ty się chowałeś. Zachowujesz się jak dziki. Cywilizowani ludzie pod piżamę nie zakładają majtek. 

-No tak rzeczywiście, - powiedziałem. 

Po raz kolejny poczułem się trochę nieswojo. Normalnie do spania nie zakładałem slipów, ale w tej sytuacji wolałem je mieć na sobie. Przynajmniej na początku. Choć wiedziałem, że to ich dziwne zachowanie na pewno ma jakieś drugie dno, starałem się stłumić te myśli i uwierzyć na słowo, że nic więcej nie kombinują. 

Oczywiście kombinowały. Jak mogłoby być inaczej? 

-No to jak ściągasz te gacie? - zapytała wprost.

-No rzeczywiście, może macie rację, - zgodziłem się. 

-Widzisz, jak się tak mocno nie stawiasz, to jesteś całkiem fajny chłopak, - roześmiała się Amelia, - przecież w tym ubraniu balowałeś całą noc i cały ostatni dzień. Zdejmij je z siebie, to wrzucimy do pralki i upierzemy. Rano będziesz miał je czyste i świeże.

W tym momencie nabrałem jeszcze większych podejrzeń, ale powiedziałem:

-No tak, może rzeczywiście macie rację, ale ten dres i tak mi się nie podoba.

Grace robiąc poważną minę, odezwała się:

-No co ci się nie podoba?! Znowu narzekasz? Przecież to całkiem porządny dres.

-Ale, ja nie narzekam. On rzeczywiście jest rozciągnięty, a gumka w pasie za luźna, - krytykowałem, widząc, że będzie spadał mi z tyłka. 

Amelia stała z boku i nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Doskonale wiedziały, że będę wyglądał jak pajac, a mimo to na siłę próbowały mnie w to ubrać. Może właśnie o to im chodziło? 

-Oj tam, nie przesadzaj, z dupy ci przecież spadał nie będzie.

Widziałem, że będzie i czułem, że właśnie o to im chodzi. 

-Będzie? - powiedziałem.

-No i co z tego? Wybierasz się jeszcze na jakiś bal? - próbowała zakończyć dyskusję Grace.

-No nie, ale…

-No to nie gadaj tyle, tylko ściągaj z siebie te przepocone ciuchy. Slipy też. Teraz. 

W tym momencie dotarło do mnie, że popełniłem błąd. Było to jednak odczucie dość abstrakcyjne i odległe i nie byłem w stanie oprzeć na nim swoich dalszych decyzji. Kiedy przypadkowo spojrzałem w oczy Grace, a ona jeszcze tego nie dostrzegła, zauważyłem w nich cichy, ale bardzo ostentacyjny triumf, takie "Yes, wygrałam!" Mogłem to tłumaczyć na różne sposoby, niemniej miałem jakieś niewypowiedziane wrażenie, że właśnie przekroczyłem jakąś granicę, spoza której nie będzie już odwrotu. Kiedy wreszcie spojrzałam jej w oczy, jej uśmiech był niezwykle słodki i prowokacyjny. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...