184. Na pewno będzie nas nieźle rozgrzewał.
Zaraz po kolacji, która składała się z pysznego, świeżo zrobionego białego sera z rzodkiewką oraz wędliny własnej roboty, a także chrupiącego chleba, wujek zaprowadził nas do komórki, gdzie w dużym kufrze czekały przygotowane specjalnie na takie okazje ciężkie wojskowe koce, ale też kołdry i poduszki.
-Och wujku, - zaprotestowała Grace, - to niepotrzebne, jest przecież tak ciepło.
Wujek spojrzał na nią z troską i powiedział:
-Bierz Stokrotko i nie gadaj. Dobrze wiesz, że poranki o tej porze roku potrafią być jeszcze bardzo chłodne.
Popatrzyłem na niego i musiałem się z nim zgodzić. Obawiałem się biwakowania w czymś pełnym dziur i szpar bez odpowiedniego przykrycia, ale Amelia, stojąc tuż obok mojego boku, miała na ten temat odmienne zdanie. Robiąc bardzo słodką i zalotną minę, powiedziała:
-Ale widzisz wujku, my mamy taki duży gorący kaloryfer.
Po czym szturchając mnie pod żebro, dodała jeszcze:
-Na pewno będzie nas nieźle rozgrzewał.
Doskonale wiedziałem, o co jej chodzi i co najdziwniejsze stwierdziłem, że jej zapatrywania w tym względzie niewiele się różnią od moich. Nie miałem tylko pojęcia, jak będzie wyglądała ich realizacja w praktyce. Być może dlatego poczułem się trochę nieswojo. No cóż, one ewidentnie i już teraz stawiały mnie w określonej roli i to w obecności ich wujka. Nie byłem pewien, czy starszy pan również będzie taki pełen entuzjazmu, ale Romuald spojrzał na nas ze zrozumieniem i odezwał się:
-Tak, ja wiem Serduszko, że takie koce najlepiej grzeją, ale jednak weź i te. Nie chciałbym, abyś się przeziębiła kruszynko.
Musiałem przyznać, że ten człowiek coraz bardziej mi się podoba.
-No dobrze, wujku, - zgodziła się w końcu dziewczyna.
Czułem ciarki na plecach. Wszystko zapowiadało się znakomicie, to miała być noc na sianie w starej stodole, w której podobno straszy. Obok siebie miałem mieć dwie bardzo seksowne napalone blondynki, które już teraz zapowiadały, że na pewno nie będę się nudził. Czułem, że spania w tych godzinach będzie naprawdę niewiele.
Kiedy zapadał zmrok, a słońce chowało się za lasem, stopniowo rzucając coraz dłuższe cienie na okoliczne łąki i pastwiska, wujek poszedł do sąsiada wypić jedno małe piwko i zostawił do naszej dyspozycji swój mały domek. Kiedy zniknął za najbliższym wzniesieniem, postanowiliśmy przygotować się do spędzenia tej nocy w stodole. Choć w chacie była mała dosyć ładnie wykończona łazienka i można było z niej skorzystać, dziewczyny postanowiły, że nie będziemy brudzić i umyjemy się na dworze w dużej wannie.
Woda już od południa stała na słońcu i była bardzo ciepła, więc szkoda byłoby nie skorzystać z takiego dobrodziejstwa natury. Choć miałem pewne podejrzenia co do zamiarów moich koleżanek, biorąc pod uwagę ich słodkie i urocze zachowanie, dałem się namówić na ten rodzaj wieczornej toalety. Drugiej strony to było tak bardzo atrakcyjne, tak mocno pachniało wakacyjną przygodą, że mnie, chłopakowi wychowanemu w dużym mieście, trudno było się oprzeć. Dlatego w momencie kiedy padła komenda, że myjemy się na dworze, długo się nie zastanawiałem.
W pewnym momencie dziewczyny przyniosły i położyły na ławce pod domem stare, wysłużone, ale czyste dresy. Spojrzałem na nie zdziwiony i spytałem:
-A to po co?
-Jak to po co? Do spania, - odpowiedziała Amelia.
-Po co mi dres, przecież nie muszę się przebierać? Mogę spać w ubraniu, - zaprotestowałem.
Spojrzała na mnie jak na wariata i wyjaśniła:
-W ubraniu?! Ty jakiś dziwny jesteś.
-Dziwny? Dlaczego tak sądzisz?
-Zawsze spisz w ubraniu?
-No nie, ale jakie to ma znaczenie?
Trąciła mnie palcem w nos i rzuciła zawadiacko:
-Powiem ci coś chłopaku, nie śpi się w ubraniu. Zresztą my zawsze tak robimy, kiedy przyjeżdżamy do wujka. Poza tym to bardzo niehigieniczne spać w tych samych ciuchach, w których chodziło się przez cały dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz