182. Mam nadzieję, że moja stodoła to przeżyje.
Wujek popatrzył na mnie i również się uśmiechnął.
-No to masz pecha. Jak masz na imię biedaku? - zapytał.
-Julian, - odpowiedziałem.
-Współczuję ci, Julian, to prawdziwe tygrysice.
A po chwili ciszy, kiedy już zaczynałem wierzyć, że to wszystko prawda, roześmiał się serdecznie i rzekł:
-Tylko się nie wystrasz. Tak naprawdę te dziewczyny to prawdziwe anioły. Chociaż, szczerze mówiąc, czasami mam dość ich zwariowanych pomysłów. Mimo to bardzo je kocham. No i wiesz, boję się, że za którymś razem wpakują się w naprawdę poważne tarapaty.
Ta dość osobliwa pogawędka trwała jeszcze chwilę. Przez ten czas obserwowałem ich pełne ciepła i miłości, chociaż trochę dziwne relacje rodzinne. Przy okazji, stojąc bardzo blisko obydwu dziewczyn, miałem możliwość jeszcze raz bardzo dokładnie się im przyjrzeć. Im dłużej na nie patrzyłem, tym bardziej byłem zauroczony ich niezwykłym wdziękiem, prostym i bezpośrednim zachowaniem oraz urodą.
Musiałem przyznać, że te ich pełne i kształtne usta są dzisiaj wyjątkowo błyszczące, a każdy najdrobniejszy ruch, czy gest przesiąknięty niezwykłym erotyzmem. W tym momencie stało się coś, czego nie przewidziałem. Kiedy tak na nie patrzyłem, coś mnie tknęło. Zdałem sobie sprawę, że ich dzisiejszy ubiór nie jest przypadkowy. To wszystko musiało mieć swój ukryty cel. Tylko jaki?
Dziś miały na sobie jaskrawo-czerwone bluzki oraz takie same bardzo krótkie spódniczki. Te spódniczki ledwo zakrywały ich zgrabne pośladki i przyozdobione były kolorowymi cekinami. Kiedy na chwilę zniknęły w restauracyjnej łazience, nie miałem pojęcia, że przebiorą się w coś takiego.
Elementem charakterystycznym dzisiejszego, jak i wczorajszego ubioru były duże, trójkątne dekolty. To właśnie one, eksponując wydatne, jędrne piersi, powodowały największy zamęt w mojej głowie. No cóż, nie dało się ukryć, że byłem tym totalnie zachwycony.
Być może ta rozmowa trwałaby jeszcze dłużej, ale zanim zdążyliśmy się zorientować, dołączył do nas jeszcze jeden gospodarz. Panowie przywitali się serdecznym uściskiem i poklepywaniem po plecach. Widać było, że są dobrymi przyjaciółmi.
-No co tam Romualdzie? - odezwał się nowoprzybyły, - Znowu wykorzystują cię te dwie urocze sikoreczki.
Wujek uśmiechnął się i frasobliwie pokiwał głową.
-A co mam zrobić, Benedykcie? To moja ukochana latorośl. Przecież nie mogę pozwolić nocować im pod gołym niebem.
-No ja wszystko rozumiem, tylko, czy twoja stodoła to wytrzyma?
Wujek Romuald spojrzał na niego zatroskanym wzrokiem, a później pokiwał głową i skwitował:
-No cóż, mam nadzieję, że moja stodoła to przeżyje.
Amelia, stojąc z boku i przyglądając mu się, wzruszyła ramionami i odezwała się beztrosko:
-No to co wujku, nocleg mamy załatwiony?
Wujek popatrzył na nią i pokiwał głową:
-Tak, moje serduszko, przecież zawsze jesteście u mnie mile widziane.
Kiedy już mieliśmy ruszać, Grace zainteresowała się tym, co przyniósł gospodarz.
-Wujku Romualdzie, a dokąd tak to się wybierasz z tą drabiną?
W pierwszej chwili Romuald nie wiedział, o co chodzi, ale później odpowiedział szybko:
-A, drabina! Ano wiesz skarbeńku, temu oto sąsiadowi przecieka dach w chałupie, no to muszę mu pomóc, bo biedak nawet porządnej drabiny nie ma.
Sąsiedzi spojrzeli po sobie, a później, kiedy atmosfera stawała się nieco cięższa tamten drugi, patrząc prosto w niebo, odezwał się:
-No dobra Romek, na nas Chyba już czas. Zdaje się, że będzie dziś padać. Nie chciałbym znów podstawiać miski.
Wujek Romuald pokiwał głową, a później zwrócił się do dziewczyn:
-Idźcie do domu, jest otwarty. Rozgośćcie się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz