80. Wyruchaj mnie wreszcie
Pani Zofia zniżyła głos do szeptu, jakby sama bała się, że ściany starej karczmy mogą podsłuchać.
– Rozbierz się.
Jola drgnęła. Słowo spadło na nią jak gorący kamień.
– No szybki jesteś. Teraz? Do naga?
Aleksander nie odpowiedział. Patrzył. Czekał. Uśmiech wciąż wisiał w kąciku ust – leniwy, złotawy, pewny. Feromony gęstniały wokół niego jak ciepła mgła – zapach piżma, wanilii, wilgotnej ziemi po burzy i czegoś metalicznego, palącego, co wdzierało się w nozdrza Joli i rozlewało się po całym ciele. Poczuła, jak sutki twardnieją boleśnie pod cienką bawełną sukienką, jak cipka zaciska się rytmicznie na pustce, wilgoć spływa po wewnętrznej stronie ud ciepłymi, lepkimi strużkami.
– Mam zdjąć wszystko? Ach, jaka jestem głupia… przecież pod spodem i tak nic nie mam.
Patrzył. Czekał. Uśmiechał się. Jola nagle straciła całą swoją pewność siebie – tę hardą, wiejską, którą budowała latami wśród chłopaków. Czuła, że to nie będzie zwykły seks, taki jak z niedoświadczonymi kolegami z sąsiedztwa – szybki, niezdarny, pachnący piwem i potem. To będzie coś nowego, coś, co wprowadzi ją w świat prawdziwej dorosłości, co zmieni jej postrzeganie mężczyzn i seksu na zawsze. Wiedziała, że już nie panuje nad sytuacją. Że on panuje. Że ona chce, żeby panował.
– No dobrze – powiedziała cicho, głosem, który nagle stał się miękki, prawie dziecięcy.
Zaczęła ściągać sukienkę przez głowę – powoli, czując, jak materiał ociera się o sterczące sutki, jak włosy opadają jej na nagie ramiona, jak powietrze muska skórę brzucha, piersi, bioder. Stała przed nim naga, drżąca, cipka lśniąca wilgocią w półmroku stodoły, sutki ciemne i twarde, nogi lekko ugięte w kolanach.
– A ty? No… będziesz tak ubrany?
Zdjął koszulę – powoli, bez pośpiechu, pozwalając jej patrzeć. Potem spodnie. Slipy. Kiedy był całkiem nagi, Jola wydała cichy, zduszony dźwięk – coś między westchnieniem a jękiem.
– No nie… ja chyba śnię. Niemożliwe, żebyś był taki… idealny… Co się ze mną dzieje? Czym ty pachniesz? To woda kolońska? Dlaczego kręci mi się w głowie?
Jego kutas stał twardo, gruby, żyłkowany, głowica lśniąca perlistą kroplą, jądra ciężkie, napięte. Zapach jego skóry – ciepła, piżmowa, miodowo-paląca – wypełniał całą stodołę, wdzierał się w jej płuca, osiadał na języku, budził mrowienie w całym ciele.
– Chodź do mnie.
Podeszła – nogi uginały się pod nią, biodra kołysały mimowolnie, piersi falowały przy każdym kroku.
– Odwróć się.
Wykonała polecenie. Bez słowa. Bez wahania.
– Pochyl się.
Zrobiła to – oparła dłonie o snop słomy, pochyliła tułów, pośladki uniosła wysoko, cipka rozchyliła się lekko, wilgoć spłynęła po udach.
– Rozstaw stopy.
Rozstawiła.
– Szerzej.
Brakowało jej powietrza. Ta niepewność, władczość, spokój – wszystko to sprawiało, że cipka pulsowała boleśnie, łechtaczka sterczała twardo, sutki bolały od napięcia, skóra na całym ciele płonęła. Czekała. Między udami widziała – odwróconego – jak się zbliża. Widziała jego kutasa i jaja – grube, ciężkie, gotowe. Wiedziała, że za chwilę w nią wejdzie. W duchu błagała, żeby stało się to szybciej. A on jakby celowo się nie spieszył – stał tuż za nią, ciepło jego ciała owiewało jej skórę, zapach gęstniał, ale nie dotykał.
W końcu zbliżył się. Nie dotknął jej jeszcze, a ona już jęknęła głośno i przeciągle – głosem wysokim, bezradnym, zwierzęcym. Drżała całym ciałem, cipka zaciskała się rytmicznie na pustce, wilgoć kapała na słomę z cichym plaśnięciem.
– Jezu, wyruchaj mnie wreszcie! – warknęła, nie mogąc znieść tego napięcia, głosem drżącym z pożądania i frustracji.
Aleksander uśmiechnął się – leniwie, złotawie.
I dopiero wtedy dotknął jej – główką kutasa, gorącą, śliską, przyłożył do łechtaczki, przesunął powoli w dół, rozsmarowując jej wilgoć po całej szparze.
Jola krzyknęła – cicho, gardłowo.
I w tej chwili zrozumiała, że to dopiero początek.
Że on nie spieszy się, bo wie.
Wie, że ona i tak dojdzie – i to nie raz.
Że on dopiero zaczyna.
Kinga zamknęła oczy. Poczuła, jak jej własna cipka zaciska się boleśnie, wilgoć spływa po udach, sutki zapiekły pod bluzą.
I wiedziała, że nie wytrzyma już długo.
Że musi go znaleźć.
Że musi poczuć to samo.
Że musi pęknąć – tak jak Jola.
Albo mocniej.
Albo najmocniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz