Szukaj na tym blogu

15 czerwca 2026

Zapach rozkoszy

79. Mokra, drżąca, gotowa


Kinga nalegała, żeby starsza pani opowiadała dalej, głosem cichym, ale stanowczym, jakby już dawno przeszła od pytań do żądania.
– Jak chcesz, moje dziecko, ale ostrzegam: to będzie naprawdę mocne. Niektórych rzeczy nie da się usłyszeć i wyjść z tego bez szwanku.
– Myślę, że jestem już na tym etapie, że nic mnie nie zdziwi.
Pani Zofia uśmiechnęła się smutno, prawie z politowaniem, oczy jej się zamgliły na ułamek sekundy.
– Ale tu nie o zdziwienie chodzi. Tu chodzi o to, co zostaje w tobie potem. Co nie pozwala spać. Co wraca w snach i w chwilach samotności.
W stodole półmrok gęstniał jak ciepły syrop. Aleksander stał przed Jolą – wysoki, spokojny, opalony na głęboki brąz, oliwkowa skóra lśniła w złotych smugach słońca, które przeciskały się przez szpary w deskach jak palce kochanka. Patrzył na nią tak, jakby już dawno zdjął z niej tę sukienkę w kwiaty, jakby znał smak jej sutków, zapach jej cipki, brzmienie jej krzyku, zanim jeszcze otworzyła usta. Jola czuła, jak serce wali jej w gardle, jak gorąco rozlewa się po całym podbrzuszu falami, jak łechtaczka nabrzmiewa boleśnie pod materiałem, który nagle stał się za ciasny, za gruby, za suchy.
Od razu wzbudził w niej zaufanie – dziwne, pierwotne, nigdy tak nie czuła. Jakby jej ciało rozpoznało go wcześniej niż umysł. Teraz była w stanie uwierzyć we wszystko, co tylko by powiedział. Może dlatego, że był taki piękny, prawie doskonały – taki jak te antyczne rzeźby, które widziała na wycieczce szkolnej do muzeum: muskularne, nieruchome, a jednocześnie żywe w każdym napiętym mięśniu, w każdym zarysie bioder, w ciężarze kutasa, który rysował się pod materiałem spodni. Po jej plecach przebiegł przyjemny dreszcz, sutki stwardniały pod cienką bawełną, przebiły się ciemnymi, twardymi punktami przez wzór kwiatów.
„Och chłopie, żebyś ty wiedział, co ja chcę, żebyś ty ze mną zrobił” – pomyślała w duchu, czując, jak wilgoć spływa powoli po wewnętrznej stronie ud, ciepła i lepka, jak cipka zaciska się na pustce, domagając się wypełnienia, jak sutki bolą od samego napięcia powietrza między nimi.
– Jednym słowem, chcesz mnie porządnie zerżnąć? – odezwała się prowokacyjnie, unosząc podbródek, głosem, który próbował brzmieć twardo, a wyszedł miękko, drżąco, z lekką chrypką pożądania.
Aleksander nic nie odpowiedział. Patrzył. Czekał. Obdarzając ją coraz większą ilością feromonów – ciężkich, ciepłych, miodowo-palących, metalicznych, zwierzęcych. Powietrze w stodole zgęstniało nagle, zapach jego skóry wdarł się w jej nozdrza, osiadł na języku, wniknął pod skórę jak dym. Poczuła, jak robi się jeszcze bardziej mokra – wilgoć przesiąkła przez materiał sukienki, ciepła strużka spłynęła po udzie, sutki zapiekły boleśnie, piersi uniosły się w przyspieszonym oddechu, jakby chciały same wyskoczyć z dekoltu.
– Ej, co będziesz kręcił, powiedz wprost, że chcesz wepchnąć swojego grubego kutasa w moją mokrą cipkę i spuścić się we mnie tak, żebym czuła cię przez cały dzień? – mówiła dalej, zawsze tak się zachowywała, kiedy nie była pewna chłopaka – atakowała słowami, żeby ukryć, jak bardzo się boi, jak bardzo pragnie, jak bardzo cipka już ją zdradza pulsowaniem i wilgocią.
Aleksander uśmiechnął się – leniwie, złotawie, kącik ust uniósł się tak, że Jola poczuła, jak cipka zaciska się gwałtownie, jakby samo to spojrzenie mogło ją doprowadzić do orgazmu. Feromony gęstniały, zapach stawał się niemal namacalny – ciepła skóra, piżmo, wanilia, wilgotna ziemia po deszczu, coś metalicznego i słodkiego jednocześnie. Wdarł się w jej płuca, rozlał po krwi, obudził mrowienie w całym ciele – w sutkach, w łechtaczce, w opuszkach palców, w podbrzuszu.
– Śmiała jesteś… i odważna… lubię takie… ale wiesz… ja nie jestem taki jak wszyscy.
– Czyżby… no tak, a może ty jesteś księdzem. Może proboszcz cię przysłał, żebyś mnie od grzechu odciągnął i do spowiedzi zaprowadził?
– Księdzem? Nie. Księdzem nie jestem, ale mogę zabrać cię prosto do nieba.
Zaciągnęła się powietrzem głęboko, piersi uniosły się wysoko, sutki naparły na materiał sukienki aż zabolały. „Dziwny zapach, przyjemny, ale ciężki” – pomyślała, czując, jak feromony wnikają w płuca, rozlewają się po krwi, budzą mrowienie w całym ciele – w sutkach, w łechtaczce, w opuszkach palców, w podbrzuszu. Cipka pulsowała boleśnie, wilgoć spływała już strumieniami po udach, sukienka przykleiła się do skóry, rysując kontur warg sromowych, łechtaczka sterczała twardo, gotowa pęknąć od samego napięcia.
Aleksander zrobił krok bliżej. Nie dotknął jej jeszcze. Tylko stał. Patrzył. Oddychał.
A Jola czuła, że już nie musi czekać na dotyk.
Że wystarczy samo jego spojrzenie.
Że wystarczy sam zapach.
Że wystarczy sama obietnica.
I że zaraz dojdzie – tylko od tego.
Tylko od niego.
Kinga zamknęła oczy na moment. Poczuła, jak jej własna cipka zaciska się rytmicznie, wilgoć przesiąka przez majtki, ciepła i lepka, sutki bolą pod bluzą, skóra płonie.
I wiedziała, że historia dopiero się zaczyna.
Bo teraz już nie słuchała.
Ona już tam była – mokra, drżąca, gotowa pęknąć od samego wspomnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Anioł w białym garniturze

          4. Kiedy o niej myślę           Stałem z kompotem w ręku i nagle zrozumiałem, że muszę tam usiąść. Że to jedyne rozsądne miejsce w...