Szukaj na tym blogu

23 lipca 2017

Filipinka.


4. Szeroko rozłożyła uda.

Najwyraźniej nie zamierzała tego zrobić.
-Boże jak ja potrzebuję porządnego kutasa!
Głowę ciągle trzymała na jednym ramieniu. Widziałem, że cała drży.
-Nie mogę tego słuchać.
-Słuchaj!
-Idę!
-Zostań, - prosiła.
Opadła na stopy. Walczyłem ze sobą, a może tylko udawałem, może potrzebowałem tej walki, by się usprawiedliwić. W każdym razie, zamierzałem się podnieść.
-Idę.
Jej głos stał się aksamitny.
-Proszę.
Czułem, że w mojej głowie pojawia się panika.
-Kobieto, czego ty ode mnie chcesz?!
Odchyliła się do tyłu zatrzymując się na oparciu ławki. Kusiła, a ja, jak ćma leciałem do płomienia.
-Powiedz mi…
-Co?
-Czy ty lubisz…?
-Ale co???
-Taki typ… dziewczyn?
Położyła dłonie na rozporku spodni. Powoli odpięła metalowy guzik. Napięty materiał rozjechał się na boki, odsłaniając lekko wypukłe podbrzusze. Wiedziałem, że oto kolejna granica właśnie została przekroczona. Nie dawała mi spokoju, całym swoim ciałem wzywała do siebie.
-Czy ci się podobam? - spytała.
O mało nie podskoczyłem do góry.
-Daj spokój!
Obserwowała każdy mój ruch.
-Jestem sporo starsza od ciebie. Czy jestem dla ciebie atrakcyjna?
Przełknąłem ślinę.
-Nic już nie mów, co?! Wypięła do góry piersi . Należało ją normalnie wyruchać i byłby spokój ale nie, nie mogłem, przecież to żona kolegi mojego ojca.
-No wiesz… ciemna skóra… skośne oczy… - wymieniała.
-Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą? - przerwałem jej.
-Podobam ci się?
Pokiwałem głową.
-Bardzo.
-Czy cię podniecam? - zadała kolejne, prowokujące pytanie.
Przez chwilę milczałem. Jeszcze raz się uniosła . Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Czułem się coraz bardziej dziwnie, coraz bardziej rozkosznie i nieziemsko podniecająco.
-Oczywiście, - odpowiedziałem spokojnym, stanowczym głosem.
Przesłuchiwała mnie dalej.
-Czy twój kutas staje na mój widok?
Znowu nastała chwila ciszy.
Wsunęła kciuki  za pasek spodni i pociągnęła je do dołu. Spod niebieskiego dżinsu wyłoniły się białe delikatne majteczki. W końcu zrozumiałem, że tak musi być.
-Jest wielki jak rakieta, - stwierdziłem nieukrywaną dumą.
-Sztywny?
-Sztywny, jak kij bejsbolowy.
Czułem mrówki na całym ciele.  Usiadła bardziej swobodnie. Jakby mi ulżyło. Stopniowo przestawałem walczyć, najpierw wewnątrz siebie.
-No widzisz.
-Co?
-Jarkowi już nie staje.
-Nie staje mu?! Niemożliwe.
-Na mój widok… mu nie staje.
-Aha.
-Nie podniecam go.
-Nie sądzę, to pewnie coś innego.
-Tak? Co?!
-Alkohol?
-No, może masz rację, ale efekt ten sam.
Byłem jedynym skutecznym lekarstwem na tą, niecodzienną, pełną niemocy sytuację.
-Więc?
Jedną nogę zrzuciła na podłogę, drugą ugięła w kolanie i, chwytając dłonią za łydkę, podciągnęła pod siebie. Mój opór był coraz słabszy.
-Pomożesz mi?
-Boję się.
Odchyliła się do tyłu. Spod koronki fig prześwitywał czarny, gęsty zarost. Odczuwałem niebywałą przyjemność z poddawania się.
-Ja też.
-Tak?!
Drugą rękę wyrzuciła za siebie i oparła o ławkę. Była gorąca, egzotyczna i słodka.
-No więc?!
-Tak?!
-To nie jest takie trudne.
-Tak mówisz?
-Jestem o tym przekonana.
Byłem tak blisko, że czułem ciepło jej ciała. Jej mąż leżał pijany, jak bela a ona siedziała tu, obok taka podniecona. Wystarczyło tylko się zgodzić.
-Zróbmy to.
Położyła się. Nie mogłem i nie chciałem się dłużej opierać, a jednak rzekłem:
-No co ty?!
-Zróbmy.
Szeroko rozłożyła uda. Jej majtki zaczęły wjeżdżać w rowek psitki. Nie mogłem się oszukiwać, chciałem tego. Mimo wszystko odczuwałem skrępowanie.
-Tutaj?!
-Tak.
-Przecież on tam śpi?
Thai tight AF pussy caused cum

22 lipca 2017

Filipinka.


5. Ściągnęła z siebie majtki.

Wsparła się na łokciu, tą samą dłonią chwyciła się za biust, masowała i ugniatała, kusiła, jej ciało mówiło własnym głosem.
-No i co?
-Jak to co?!
-I tak nic nie słyszy.
-A jak się obudzi?
-Sądzisz?
-A ja wiem?
Pokręciła głową. Drugą ręką trzymała się oparcia ławki.
-Piotrze?
-Tak?
-Piotrze?
-No co?!
-Ja…
-Co?
-… sikam…
-Boże, nie!
-… sikam po nogach, kiedy ciebie widzę.
Położyła brodę na obojczyku. Drżałem. Mój kutas pulsował, jakby za chwilę miał eksplodować.
-Przestań!
-Podoba ci się taka kudłata cipa?
-Na litość boską, przestań!
Dygotałem, kurczyłem się w słodkich spazmach rokoszy.
-Podoba ci się?!
Patrzyła na mnie. Po chwili pozbyła się stanika. W mojej głowie wirowało.
-Podoba ci się ten zarost? Te kędziory?
-Matko Boska!
-A te cycki ci się podobają?
-Dość!
Ułożyła się w poprzek ławki, przodem do mnie. Tak bardzo chciałem wziąć wszystko, co mi dawała, ale tam, obok spał jej mąż.
-Zobacz, jakie mam ciemne brodawki.
Włożyłem rękę w spodnie i poprawiłem szarpiącego się fiuta. W jej oczach ujrzałem prawdziwą satysfakcję.
-Stamtąd skąd pochodzę wszystkie dziewczyny takie mają.
-Poważnie?!
Pokiwała głową.
-Zobacz, jakie mam twarde sutki.
-Przypuszczam.
-Chcesz sprawdzić?
-Może nie?
-Zobacz.
-No wiesz…
-Dotknij.
-Nie.
-No dotknij!
Wyciągnąłem rękę, chwyciłem i ścisnąłem. Były nie tylko twarde ale też sztywne i chropowate.
-I jak?
-Noooo…
Kiedy chciałem zabrać dłoń, chwyciła mnie za palce i przytrzymała.
-Nie musisz się tak spieszyć. Sprawdź dokładnie.
-Myślę, że już starczy, - zaprotestowałem nieśmiało.
W odpowiedzi jeszcze szerzej rozłożyła swoje nogi. Wszystko we mnie pulsowało.
-Nie! - uniosła głos.
-Co?
Zapadła chwila ciszy.
-No… musisz mnie wyruchać! - odezwała się w końcu.
Myślałem, że źle usłyszałem, wstrzymałem oddech. Lewą dłonią chwyciła się za udo.  
-Co???
-Zerżnąć! - powiedziała dobitnie.
Kciukiem mieliła majtki odgarniając je raz z boku, raz z góry. Ciągle trzymałem ją za pierś. Myślałem tylko o tym, że robię źle, że grzeszę, że, co gorsze, wcale się tego nie wstydzę. Mimo wszystko zaprotestowałem.
-Nie mogę!
-Bo?
-Bo…
-No, powiedz mi!
-Zdaje się, że mam dziewczynę?
Prawie całowała własne ramię.  
-Co?!
-Dziewczynę, - powtórzyłem niepewnie.
Skrzywiła się, a ja czułem złość.
-Ach, tą młodą siksę?!
Skinąłem.
-To wy jesteście razem?!
Zawahałem się.
-Nooo… i tak, i nie.
-To: tak, czy nie?!
-Tak. No… tak.
-I co?! Czy to w czymś przeszkadza?
Spojrzałem na nią srogim wzrokiem.
-No wiesz!
Nie przejęła się.
-Przecież możesz mieć… i mnie… i ją.
Patrzyła na mnie spod przymkniętych powiek. Czułem, że całkiem tracę zmysły.
-Tak. Nie!!! Co ja mówię?!
Anielski szatan przyzywał mnie, a ja szedłem, jak po sznurku dalej i dalej.
-To tak, czy nie? - spytała ze szczerym uśmiechem.
Patrzyła.
-Chyba… ją kocham, - wydukałem.
Roześmiała się.
-Kochasz?!
Pokiwałem głową.
-No, kochaj, kochaj… tylko…
-Co?
-Ja nie wymagam od ciebie… aż takich poświęceń.
Szybko ściągnęła z siebie majtki. Jej psita była powalająca: duża, napęczniała buła, z prawie czarnymi, płatkami, porośnięta gęstym, kędzierzawym chwatem. Po prostu oszałamiająco piękna. Moje serce łomotało jak oszalałe.
-Ja… ja… ja… - jąkałem się.
Patrzyła i uśmiechała się.
-Dobrze, dobrze…  
Złapałem haust powietrza. Ciągle przykuwała mnie wzrokiem.
-Chcę tylko…
-Tak? - spytałem w oczekiwaniu.
-… twojego fiutka, - dokończyła.
Opierałem się.
-Nie!
-Dlaczego?
-Nie.
Ciągle atakowała.
-Tak. Właśnie, że tak.
Welcome to Pattaya thai bargirl...waiting for more white cock

21 lipca 2017

Filipinka.


6. Słodki grzech.

Jej uśmiech stał się rozbrajający. Ciągle próbowałem udawać, że się bronię.
-Nie możesz, - mówiłem mając nadzieję, że jeszcze utrzymam ostatnie szańce.
Jej ofensywa była bezkompromisowa.
-Mogę.
-Nie.
-Jesteś moim przyjacielem.
-Jestem, ale…
Siedziała z szeroko rozstawionymi nogami. Nagle dotarł do mnie zapach jej kobiecości i myślałem, że mnie poderwie do góry. W mojej głowie miotał się obraz wytrwale pracującego języka i mojego atakującego zaganiacza. Minuta po minucie zabierała mnie coraz dalej w zakamarki swojego mrocznego świata.
-Nikomu nie powiem.
-Nie…  
-To będzie taka nasza tajemnica.
-Ale…
-Słodka tajemnica, - powtórzyła.
W końcu złamałem się.
-Dobrze, ale…
Skrzyżowała ręce i chwyciła się za cycki. Nie były jakieś ogromne, ale też nie były malutkie. Obydwie wspaniałe i podniecające, zwieńczone grubymi, sztywnymi antenkami i ciemnymi, brunatnymi kółeczkami. Trzymała je, jak dwa najcenniejsze skarby. Tak cudownie byłoby się w nich zatracać.
-Raz na jakiś czas? Co?
Była bardzo otwarta i bezpośrednia, a ja czułem się niezręcznie.
-Rowena!
Nie przejmowała się, ciągnęła tak, jakby mnie nie słyszała.
-Powiedzmy… raz na tydzień.
Nie wiedziałem, czy rzeczywiście jestem zgorszony, czy tylko mi się tak wydaje.
-Jak tak możesz?!
-Przyjedziesz do mnie i mnie zerżniesz.
Czułem się osaczony.
-Boże!
Nie odrywała ode mnie wzroku.
-Dobrze, już dobrze! - uspokoiła.
Odwróciła się tyłem. Jeszcze chwila, jeszcze jedna sekunda. Och, była tak blisko i nagle ostatni przebłysk.
-Jarek! - wyrzuciłem z siebie, wskazując na sąsiedni pokój.
-Przestań…
-No, co?!
-Nie widzisz, w jakim jest stanie?
Opadła do przodu i wystawiła w moją stronę swój tyłek. Nie mogłem już dłużej wytrzymać, wstałem, pochyliłem się i wciągnąłem jej zapach całymi płucami. Był odurzający. Zakręciło mi się w głowie. Z trudem łapałem oddech.
-Nie zrobisz niczego złego.
-Jak to?!
-Po prostu…
Teraz to ja się przyglądałem.
-… spełnisz dobry uczynek…
-Dobry uczynek, mówisz?
-… wobec przyjaciółki.
Skrzywiłem się kwaśno.
-Więc teraz… to się tak nazywa?
Nie dawała za wygraną i wyciągała kolejne karty.
-Jak chcesz, zapłacę ci.
-Cooo?!
Dopiero teraz dotarło do mnie, jak bardzo jest zdeterminowana.
-Ile?! - spytała poważnie.
Położyła dłoń na pośladkach i dotknęła swojej szparki. Ciemne płatki powoli zaczęły się wynurzać. Miałem ogromną ochotę klęknąć między jej nogami i lizać, lizać, lizać…
-To jakiś sen…
-Ależ Piotrze?!
-… to nie dzieje się naprawdę.
-Ależ tak.
-Co?
-Uszczypnąć?!
-Słucham?
-Mam cię uszczypnąć?
-Że co???
-Zaprzecz, jeśli o tym nie marzyłeś.
“Grzech, grzech, grzech…” - kołatało w mojej głowie. Spojrzałem w podłogę.
-Więc jednak.
“Słodki grzech, słodki grzech…”
-No wiesz… - błąkałem.
Nie mogłem skończyć, trzęsłem się. Już sama myśl sprawiała, że byłem, jak galareta.
-Tak?
-Chcesz ze mnie zrobić męską dziwkę?! - wyrzuciłem w końcu.
Wtedy, już widziałem się w tej roli: rucham ją, spełniam jej zachcianki a ona, na koniec, wyjmuje kilka banknotów i mi je wręcza. Czułem się, jak szmata, ale właśnie to było tak podniecające, że pociemniało mi przed oczami.
Podniosła się i odwróciła przodem. Jakby od niechcenia, czubkami palców unosiła swoje piersi. Nie umiałem się powstrzymać, cokolwiek bym powiedział i tak zrobiłbym to samo.
-Przepraszam, - zreflektowała w końcu.
-To ja przepraszam.
-Ty, za co?!
-Zrobię to.
-Tak?
-Wyrucham cię.
-Jednak.
-Ale nie chcę pieniędzy.
That's Thai bombshell Xanny

20 lipca 2017

Filipinka.


7. Kutas jak pies myśliwski.

Uśmiechnęła się słodko.
-Jesteś pewny?
-Tak. To dla mnie też będzie wielka przyjemność.
-Świetnie.
-Ale…
-Tak?
-Tylko ten, jeden raz.
-No dobra.
-Jeden raz!
-Od czegoś trzeba zacząć.
-Jeden raz!!
-Dobrze, już dobrze. Boże, co za chłop?! -prychnęła cichym śmiechem.
Jedną nogę opuściła na podłogę, a na drugiej usiadła swoją cipką, rozgniatając ją niczym świeżo wypieczony bochen chleba. Wyobraziłem sobie, że przykładam tam swojego kutasa. Byłem coraz bliżej i bliżej i duszą i ciałem. Słowa, które wypowiadałem były już tylko pustymi frazesami, mającymi na celu usprawiedliwienie tego, co zamierzałem zrobić.
-Tylko ten jeden raz.
Odchyliła się do tyłu i bawiła swoimi cycusiami.
-Oczywiście Piotrusiu, oczywiście…
Usiadłem na podłodze między jej nogami i gapiłem się na jej broszkę. Rozwarła się, jak zarośnięty krzakami rów. Powoli traciłem nad sobą kontrolę.
-Kiedy?
-Teraz.
-Gdzie?
-W naszej sypialni.
Roześmiałem się.
-Masz wyobraźnię.
-A co?!
Chwyciła się za piersi i patrzyła na mnie z zainteresowaniem. Sekundy stawały się wiecznością.
-Co z nim?
-Nic.
Przysunąłem się jeszcze bliżej, by móc dokładniej obejrzeć jej pizdę. To była wielka, buchająca gorącem buła. Ta kobieta już mnie posiadała, niezależnie od tego, co bym powiedział.
-Jak to: “nic”?
-Nim się nie przejmuj.
-Nie przejmuj się?!
-Tak.
-Tak po prostu?
-Tak po prostu. Będzie spał do rana.
Odsunąłem się, ale wciąż pozostawałem między jej nogami. Wiedziałem, że teraz pozostał już tylko seks.
-Aha, - mruknąłem. Kiwnęła głową.
-No to jak?!
Czułem się tak, jakbym wpadł w chwilowy letarg.
-Idziesz?
Palcami rozwarła płatki swojej różyczki. Ku mojemu zaskoczeniu pod czarnymi mięsistymi wargami znajdowało się różowe bardzo delikatne wnętrze. Tak bardzo pragnąłem, by zabrała mnie do raju.
-Idę! - odpowiedziałem z radością. 
Pchnąłem drzwi i zrobiłem dwa kroki. Duże małżeńskie łóżko przykryte było kremowym, miękkim prześcieradłem. Na środku leżały dwie niedbale rzucone kołdry: jedna biała w jasnofioletowe kwiaty, druga czarna pokryta różowym, podobnym ornamentem.
“Więc, nawet kołdry mają osobne”, - pomyślałem.
Po chwili, spomiędzy tych dwóch przykryć powoli wynurzyły się zgrabne nogi a po później oszałamiające, nagie pośladki.
-Och! - westchnąłem, wykonując jeszcze jeden krok.
Weszła dwie minuty wcześniej, schowała się i udawała, że śpi, a ja niby, miałem skradać się, niczym romantyczny kochanek. Czy nim byłem? Nawet zastanawiałem się nad tym, ale zdaje się, że nie mogłem znaleźć żadnej odpowiedzi. Chyba, raczej czułem się, jak żigolak spełniający zachcianki bogatej, starszej kobiety. Chociaż, być może, czułem się też kolegą starającym się pocieszyć zawiedzioną przyjaciółkę. Być może, czułem się wszystkim tym po trochu. Na pewno byłem bardzo podniecony i pragnąłem, jak najszybciej rozładować zgromadzone w moich członkach napięcie.
Potarła łydkami o siebie, a później podciągnęła jedno kolano pod brzuch. Między jej pośladkami utworzyła się dziurka prowadząca wprost do, mocno napęczniałej, cipeczki. Nie widziałem jej dokładnie, ale czułem ten słodki, odurzający zapach.
Obserwując ciemną karnację jej skóry, wykonałem kolejne dwa kroki. Z drugiej strony wystawała głowa. Rzeczywiście wyglądała, jakby spała w najlepsze, ale wiedziałem, że jest to tylko część gry, którą od samego początku prowadziła.
Wszedłem na łóżko i, na czworakach, zbliżałem się do niej. Mój, sztywny jak rakieta, kutas zachowywał się, jak pies myśliwski, poruszający się tropem zwierzyny, unosił i opuszczał swój łeb.

19 lipca 2017

Filipinka.


8. Aleś ty podniecona!

Podciągnęła pod siebie czerwoną poduszkę, jakby przygotowując się na to, co za chwilę miało się stać. Ta akcja miała być szybka i krótka, obydwoje byliśmy tak podnieceni, że nie była potrzebna żadna gra wstępna. Właściwie cały wieczór był jedną, wielką grą wstępną. Teraz poprawne wydawało się tylko ostre, kulminacyjne rozładowanie. Chciałem zapakować swojego drąga między, te wielkie, pośladki, spuścić się i mieć to już z głowy. Tak, jakby ten jeden raz miał mnie uwolnić od tego, ogromnego, opętańczego pożądania, które we mnie wzbudzała.
Odsunąłem się nieco i zacząłem obchodzić ją z drugiej strony. Ciągle gapiłem się na jej dupę. Nie reagowała, jakby chciała powiedzieć: bierz mnie tak, jak leżę. No cóż, pozycja wydała mi się niezbyt trudna i bardzo kusząca. To naprawdę wyglądało tak, jakbym nocą zakradł się do jej sypialni. Moja wyobraźnia szalała.
Powoli, powolutku zbliżałem się od strony jej twarzy. Wtulona była w miękką poduszkę, spokojny oddech i brak jakichkolwiek niepotrzebnych ruchów, wskazywałyby raczej na osobę pogrążoną w głębokim śnie, niż na taką, która specjalnie ułożyła się tak, by przyjąć kutasa maksymalnie głęboko w swoją szparkę.
To nie była jakaś malutka, wąziutka szpareczka, w którą trudno trafić, a później, jeszcze trudniej się utrzymać, ale kawał porządnej cipy z wielkimi, grubymi wargami, które są w stanie pochłonąć i całkowicie zawładnąć dosłownie każdym fiutem.
-Mh! - stęknęła, kiedy uniosłem dłoń i dotknąłem jej pośladków.  Prawie w tym samym czasie, lekko uniosła się na ugiętych kolanach. Jej mycha jakby ożyła zamykała się i otwierała. Byłem przekonany, że jest gotowa do gorącego zbliżenia.
Jeszcze raz przejechałem w górę, do krzyża i w dół, do ud. Jej ciało pokryło się gęsią skórką. Moja dłoń, przesuwając się, wydawała charakterystyczny szmer. Podobało się jej. Moje dotknięcia sprawiały przyjemność.
Cofnąłem się, wyprostowałem i spojrzałem na swojego fiuta. Zsiniał. Biedaczek błagał, bym więcej, już go nie męczył i pozwolił wjechać w ten przecudowny kawałek tortu.
-Mmmmmh, - mruknęła, prężąc plecy.
Przesunąłem się wyżej, pod jej pachę, odwróciłem tyłem do jej twarzy, pochyliłem i włożyłem dłoń w jej krocze. Dotknąłem palcami miejsca, w którym zaczynało się rozcięcie, przyłożyłem, docisnąłem i powoli zacząłem jechać do tyłu, w stronę kakaowego oczka. Czułem, jak się ślini, ślimaczy, jak intensywnie puszcza soki. Czułem, jak rozłażą się po całej garści, jak wychodzą wszystkimi szparami.
-Boże, dziewczyno, aleś ty podniecona… - szepnąłem, obawiając się, czy dam radę ją zadowolić.
Po chwili jeszcze raz wsunąłem palce głęboko między jej nogi i przejechałem po obślizgłej szparze, aż do pośladków. Była cudowna, niesamowicie mokra i gorąca. Zatrzymałem się na chwilę, a później zatoczyłem koło, pozostawiając po sobie połyskujący ślad.
Mocno przełknąłem ślinę. Nie mogłem tego opanować. Czułem się jak gówniarz, który pierwszy raz widzi nagą kobietę.
Masowałem jej pośladki wykonując kolejne kółka, a ona coraz bardziej rozsuwała nogi, coraz intensywniej zapraszając mnie do zbliżenia.
W pewnym momencie, po kolejnym pociągnięciu, uniosła się do klęczek, wystawiając w moją swój ponętny kuperek. Przy zsuniętych udach jej cipka wyglądała jak duża kajzerka.  Zająłem pozycję, opierając się kolanami jej zgrabne nogi. Moje ciężkie jaja bujały się na wszystkie strony, a twardy jak stal kutas sterczał pionowo do góry. Przez chwilę zastanawiałem się, jak ja go nagnę, by wejść w dość nisko położoną pizdeczkę.  

Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          6. Nasze spojrzenia           Podczas tego obiadu obserwowałem ją ukradkiem, z bijącym sercem.           Urszula bawiła się ze swo...