24. Asia.
Otworzyłem oczy. Był środek nocy. Na niebie świecił księżyc. Jeszcze nie do końca, zdawałem sobie sprawę z tego, co się ze mną dzieje. Jeszcze nie do końca, docierało do mnie, że to był tylko sen. To wszystko było tak realne i tak rzeczywiste, że trudno było pozbyć się dziwnego wrażenia, że jestem gdzieś indziej.
W pokoju panował półmrok. W blasku księżyca widziałem jedynie zarysy mebli i przedmiotów, pozostawionych przez kolegów. Jako, że znajdowaliśmy się na drugim piętrze, poblask latarni nie był w stanie rozjaśnić pomieszczenia. Zresztą, wszystkie były zasłonięte przez gęste korony drzew.
Leżałem na łóżku piętrowym. Takie tutaj były na wyposażeniu. To były toporne, ale dosyć wygodne drewniane prycze. Kiedy się kwaterowaliśmy, wybrałem tą na górze, za niewielkim murkiem, bo to stwarzało odrobinę intymności. Niestety, z tego miejsca nie byłem w stanie dostrzec drzwi.
Zza ściany docierała łagodna, przyjemna muzyka. W pokoju obok mieszkały nasze koleżanki. Wychodziło na to, że nie spały jeszcze i postanowiły puścić z magnetofonu jakąś melodię. Często tak robiły. Dobrze, że melodia nie była zbyt agresywna.
Dopiero po chwili stwierdziłem, że ta muzyka jest mi znana. Uśmiechnąłem się do siebie, bo słyszałem ją we śnie. To było dziwne, ale bardzo przyjemne wrażenie.
W pokoju było dość chłodno. Przez otwarty lufcik wpadało świeże powietrze. Ten powiew także czułem na swojej twarzy przez sen. To był ten nadmorski wiatr. Czyżby więc, takie drobne szczegóły wywołały we mnie taki sen?
Mimo to, czułem niepokój. Tego już nie potrafiłem wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Miałem dziwne, nieodparte wrażenie, że nie jestem sam. Tak jakby ktoś mi się przyglądał z ciemności. Próbowałem zrzucić to na karb tego, iż jeszcze, nie do końca, otrząsnąłem się z tych sennych majaków.
Czułem się na tyle dziwnie, by potrzebować dwóch, trzech minut, na dojście do siebie. Na dodatek, byłem nadzwyczaj mocno podniecony.
Zwykle spałem w samej piżamie bez slipów. Teraz było tak samo. Chyba przez ten sen, mój kutas prężył się i pulsował. Unosił materiał i, ze wszystkich sił, domagał się wyjścia na powierzchnię. Żądał, aby się nim troskliwie zająć.
Potrzebowałem porządnego seksu, ale w tej chwili, było to raczej trudne do zrealizowania. Jedyne, co mogłem mu zaoferować, to własna ręka. Chciałem już nawet to zrobić i wsunąłem już nawet rękę pod kołdrę, ale coś mnie tknęło, żeby jeszcze trochę zaczekać.
W pewnym momencie, drugim końcu pomieszczenia, coś się poruszyło. Nie widziałem nic, ale wyraźnie słyszałem szelest, jakby przesuwanie stopą podłodze.
-Halo, kto to?! - rzuciłam w powietrze.
Cisza.
-Hej, kto tam jest?! - odezwałem się jeszcze raz.
Znowu cisza. Nasłuchiwałem. Szelest się powtórzył. Podniosłem się ostrożnie.
-Halo! - powiedziałem.
Cisza.
-Jest tam kto?!
Nikt nie odpowiedział.
Powoli zacząłem schodzić na drabinkę. Ostrożnie stopień po stopniu, poruszałem się w dół i, kiedy dotknąłem parkietu, zauważyłem ją. Stała pod ścianą.
-Hej, co tu robisz?!
Podszedłem do wyłącznika i nacisnąłem.
-Aśka?! Co tutaj robisz?!
Stała oparta o ścianę. Nie nie powiedziała ani słowa.
Asia była poprzedniego dnia razem z nami na tej wyspie. Biegła na samym przodzie, trzymając w ręku stanik i prawie do samego końca go nie założyła. Teraz stała oparta pośladkami o tynk miała i nie reagowała na moje słowa.
Uważnie zmierzyłem ją swoim spojrzeniem. Ubrana była tak, jak wczoraj na kolacji. Miała na sobie obcisłą, elastyczną sukienkę z dzianiny w kolorze różowo kremowym. Kiecka była na wąskich ramiączkach. Zdążyłem to już wczoraj zauważyć, ale było coś jeszcze. Chyba, nic pod spodem więcej już nie było. Wyraźnie widziałem odznaczające się piersi.
Stała na jednej nodze, oparta o ścianę, drugą stopą muskała twardy mur. Jej dłonie mocno zaciskamy się na materiale sukienki i ciągnęły go do dołu. Jej uda intensywnie tarły o siebie. Jeszcze nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego co z nią się dzieje, ale w charakterystyczny sposób pochylona głowa, przymknięte powieki i otwarte usta sugerowały, że jest na skraju orgazmu.
Zupełnie nie wiedziałem, co mam powiedzieć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz