Szukaj na tym blogu

22 grudnia 2018

Syrena.

34. Strach.

Tą noc mieliśmy nieprzespaną. Do sprzątania dołączyła cała grupa, ale i tak zajęło nam to ponad godzinę. Okazało się, że w tej okolicy, silne podmuchy wiatru nie są czymś nadzwyczajnym. Chociaż, jak powiedział pan, który przyszedł aby zabrać okno do oszklenia, taki zbieg okoliczności jeszcze mu się nie przytrafił.
W trakcie naszego prywatnego dochodzenia, wyszło na jaw, że koledzy, wybierający się na imprezę, postanowili nieco dokładniej przewietrzyć pokój i zdjęli z ramy górną listwę. To ona miała zabezpieczać przed całkowitym wypadnięciem okna. To, najprawdopodobniej, było bezpośrednią przyczyną tego nieszczęśliwego wypadku.
Tego samego wieczoru miałem jeszcze jedną, dosyć dziwną i niesamowitą przygodę. Kiedy wreszcie udało nam się ogarnąć bałagan spowodowany katastrofą, postanowiłem pójść do łazienki i napić się wody. Jako, że były to jeszcze czasy komuny, w ośrodkach tego typu łazienki były zbiorcze po jednej na każdym piętrze i nie wyglądały tak jak te z dzisiejszych czasów, gdzie są osobne umywalki.
Na środku dużego pomieszczenia wyłożonego płytkami, znajdował się dość wysoki murek, do którego przymocowane były tak zwane rynny.  Były to emaliowane koryta, nad którymi znajdowały się krany z ciepłą i zimną wodą. Właśnie tak, mniej więcej, wyglądała nasza łazienka. Mimo, że dość często korzystaliśmy z tego przybytku, nie lubiłem go. Było to miejsce dość nieprzyjemne, wilgotne i chłodne.
Po tym wszystkim, co się stało, byłem jakiś spięty i nerwowy. Czułem, że coś wisi w powietrzu. Coś było nie tak z tym miejscem, z tą wyspą. Zbyt dużo, zbyt mało prawdopodobnych życzy zdarzyło się w jednym czasie. Miałem  głupie uczucie, że to jednak nie przypadek.
Nie wiem dlaczego, ale koniec korytarza nie był oświetlony. Byłem przekonany, że jeszcze pół godziny wcześniej paliła się tutaj jarzeniówka. Teraz panował półmrok.  Mimo, że nie czułem się komfortowo, nie zwróciłem na ten drobny szczegół jakiejś mojej specjalnej uwagi. Przecież to też mógł być przypadek.
W pewnym momencie dostrzegłem coś w rodzaju pochylonego człowieka. To znaczy, to coś tylko tak wyglądało, ale na pewno nie było istotą ludzką. Podobne było raczej przemieszczającego się cienia. Tak jakby ktoś za moimi plecami wykonał ten ruch, a ja zobaczyłbym tylko jego odbicie na ścianie. To coś przemknęło od jednego rogu do drugiego szybko, bezszelestnie i zniknęło za drzwiami. Dokładnie za tymi, które chciałem przekroczyć.
W tej właśnie chwili poczułem się jeszcze mniej komfortowo. Nie był to jednak strach, nie spanikowałem. No cóż, była noc, a ja byłem stosunkowo mocno zmęczony i senny. Na tyle, mocno, że mogło mi się coś przewidzieć.
Tak,, czy inaczej nie zawróciłem. Nie wiem, może lepiej by było, gdybym jednak nie wchodził do tej łazienki. W każdym bądź razie postanowiłem jednak wejść i napić się tej kranówki. W gardle mi wyschło, a coś takiego jak butelkowana woda mineralna było stosunkowo rzadko praktykowane. Zarówno tutaj, jak i w ogóle. Kiedy pracowaliśmy na polu, dostawaliśmy napar z mięty.
Mimo wszystko, nie wpakowałem się do pomieszczenia od razu. Najpierw wsunąłem ramię i palcami odszukałem wyłącznik. To była zwykła ostrożność. Istniała bowiem jeszcze możliwość, że któryś z kolegów chciał mi zrobić jakiś kawał. Więc takie zachowanie było jak najbardziej na miejscu.
W momencie, kiedy światło jeszcze się nie zapaliło, a ja już przekroczyłem próg, dostrzegłem to samo, co na korytarzu. Identyczny cień przemknął tuż za murkiem.
Sekundę później duża moc świetlówek rozjaśniła ciemność. Bardziej z niedowierzaniem niż lękiem obszedłem całe pomieszczenie. Nigdzie nie zauważyłem nic podejrzanego. Na koniec jeszcze, spokojnie rozważając wszystko od nowa, odkręciłem kran i poczekałem, aż zacznie płynąć zimna woda.  Napiłem się i zgasiłem światło. Wyszedłem.
Dopiero, kiedy znalazłem się w pokoju, zacząłem zastanawiać się nad tym, co to mogło być. Jeszcze dla pewności zapytałem kolegów, czy, aby na pewno, żadnego z nich tam nie było. Kiedy nikt się nie przyznał, poczułem prawdziwy strach.


Emily Browning View Post

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...