Szukaj na tym blogu

20 grudnia 2018

Syrena.

32. Za późno.

-No dobrze, chodź do mnie  koniku, - odezwała się w końcu, -  pojeździmy sobie trochę.
W tej chwili byłem już całkowicie nagi. Włażąc na to łóżko, odruchowo pozbyłem się reszty mojego ubrania. Położyłem się wygodnie na plecach. Opuszczając jedną rękę poza krawędź posłania, z niecierpliwością czekałem na jej kolejny ruch. Dosiadła mnie sprawnie i precyzyjnie. Bez najmniejszych skrupułów włożyła mojego napęczniałego penisa w swoją ciasną i wilgotną szparkę.
Kiedy tam się znalazł, od razu wiedziałem, że będzie to niesamowita przejażdżka. Przez moje ciało, od czubka głowy, po koniuszki palców od stóp, przebiegł słodki, przejmujący deszcz.  Uśmiechnąłem się do niej szeroko, bo radość z obcowania z nią, była wszechogarniająca. W tej chwili nie pragnąłem niczego innego, jak tylko czuć ją jak najdłużej. Jak najmocniej, cieszyć się każdą sekundą bycia w jej słodkim wnętrzu.
Zatrzymała się w pół drogi tak, jakby nie była pewna, czy dobrze robi. Pochyliła się trochę do przodu, podparła dłońmi na mojej klatce piersiowej, a później opuściła swoje pośladki do samego końca. Z głośnym mlaśnięciem i przejmującym mrowieniem pokonałem zaciśnięte mięśnie jej słodkiej norki.
W jednej chwili  naprężyłem całe swoje ciało do granic wytrzymałości. Myślałem, że nie dam rady i spuszczę się jej gorące wnętrze. Odliczałem kolejne sekundy, aby, choć trochę, nad sobą zapanować. Kiedy największe trzęsienie ziemi minęło i znów mogłem otworzyć oczy, zobaczyłem jej pełną podniecenia twarz.
-Spokojnie misiaczku, jeszcze nie teraz, -  odezwała się cicho i z przejęciem.
Zdołałem tylko coś  wysapać i chwycić ją za uda.
“Boże, Boże”, - myślałem, - “jestem w niebie”.
Rozpływam się w cudownym uścisku jej niesamowicie ciasnej, gorącej i wilgotnej cipeczki. Czułem się tak bardzo z nią zjednoczony, tak mocno oddany w jej całkowite posiadanie. Nie wiem dlaczego, ale odczuwałem wszystko podwójnie mocno.
Tymczasem ona rozpoczęła swój łagodny i płynny taniec na moich biodrach. Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała… powoli, spokojnie, ale głęboko i ciasno. Musiałem bardzo uważać, aby nie zareagować jakimś gwałtownym skurczem, bo w jednej chwili mogło być już po wszystkim. Starałem się oddychać w rytm jej ruchów: wdech-wydech wdech-wydech…
Kiedy nagle to z nią zaczęło dziać się coś niespodziewanego. W pierwszym momencie Wydawało mi się że coś jej się stało. Wyprostowała się, a raczej wygięła górną część swojego ciała, pozostawiając biodra i pośladki w poprzednim nachyleniu. Naprężyła też swoje ramiona, co odczułem na klatce piersiowej.
W następnej sekundzie fala gorącego tsunami zalała mojego kowboja, spoczywającego jej ciasnej stajni. Jej cipka szalała, jak niedźwiedź na rozgrzanej blasze. Szybko i kolejno następujące po sobie skurcze kazały mi podejrzewać, że nie będę w stanie powstrzymać już swoich własnych reakcji.
-Uuuuuuaaaaaaaahhhh!!! - do moich uszu dotarło coś na kształt wyrzucanego z płuc z powietrza.
Zaczęła podskakiwać na mnie niczym piłka plażowa,  w ogóle nie dbając o moją wygodę. Jednak w tej chwili nie miało to już żadnego znaczenia.
Poczułem, że zaczynam pompować w jej rozgrzane, niczym piec hutniczy, wnętrze. Przeraziłem się, bo uświadomiłem sobie, że właśnie mogę zostać ojcem, ale było już za późno. Po prostu, za późno. Pierwsza porcja gorącego nasienia już powędrowała w jej wilgotną szparkę. Za nią szła kolejna i jeszcze jedna. Każda następna większa od poprzedniej.
-Oh, oh, oh… - stękałem tylko, nie mogąc się nadziwić, że to tak szybko, tak mocno i tak dużo.

Ride that cowboy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...