19. Widzę twoją dupę.
Zazwyczaj byłem dość spokojnym człowiekiem, który rzadko angażował się w jakieś ryzykowne przedsięwzięcia. A przygodny seks? No cóż. Różnie to bywało, ale raczej starałem się nie zrobić czegoś głupiego, czegoś, czego później będę żałował.
Minął tydzień i przyszła sobota. Jako, że było jeszcze bardziej upalnie, postanowiliśmy wybrać się wspólnie na dziką plażę. Mieliśmy zamiar przedostać się na sąsiednią, nie zamieszkaną wyspę. To znaczy, wyspa była zamieszkana, ale nie przez ludzi, o czym mieliśmy dowiedzieć się nieco później.
Było to idealne miejsce do opalania się i kąpieli w morzu. Dziewczyny aż piszczały z radości, bo to one pierwsze wpadły na ten szalony pomysł. Niestety, aby tam dotrzeć, trzeba było pokonać dwu i pół kilometrową trasę przez zatoczkę. Woda sięgała po kolana, czasami po pas, więc, dla młodych, sprawnych ludzi, nie było z tym żadnego problemu. Szliśmy, brodząc w płytkiej, ciepłej, przezroczystej toni, śmialiśmy się i żartowaliśmy. Nikt z nas nie podejrzewał, co może nas tam spotkać. Nikt nie zastanawiał się nad niebezpieczeństwami takiej wyprawy. Po prostu, szliśmy, mając nadzieję na dobrą przygodę. Udało nam się nawet przenieść ubrania w taki sposób, aby nie zamokły.
Kiedy dotarliśmy do celu, wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że to cudowne miejsce. Można było odnieść wrażenie, że jesteśmy w raju. Co prawda, nie było tutaj ani kamieni, ani trzciny, jedynie duże połacie nisko przyciętej i trawy. Tu i ówdzie rosły pojedyncze drzewa i krzaki, ale raczej nie zasłaniały one pięknej, morskiej panoramy. Bez problemu można było dostrzec oddalony brzeg oraz sąsiednie mniejsze i większe wysepki.
Nasz Eden nie był duży, liczył sobie kilka, może kilkanaście, hektarów. Pamiętam to jak dziś. Razem z pozostałymi chłopakami, postanowiłem się wykąpać. Mieliśmy zamiar trochę popływać i poszaleć w morzu.
Nasze panny, natomiast, jeszcze przed wyjściem oświadczyły, że będą się opalać nago, a właściwie toples i mieliśmy im nie przeszkadzać. Właściwie to mieliśmy nawet nie zbliżać się do miejsca, które sobie wybiorą.
Znalazły dość duże zagłębienie pośrodku pastwiska. Rozłożyły ręczniki i kazały nam uciekać. Mieliśmy pod żadnym pozorem nie zbliżać się do tego miejsca, póki one same o to nie poproszą. Pamiętam, że nawet złożyliśmy i jakąś przysięgę.
Oczywiście, dobrze wiedzieliśmy, że to jest niewykonalne. Mieliśmy zamiar odczekać, aż upalne słońce uśpi ich czujność i, dopiero wtedy, dokonać odpowiedniego zwiadu, aby ocenić z jakimi “towarami” mamy do czynienia.
Tak naprawdę, wszystko odbywało się w granicach dobrego żartu. Nikt nie chciał nikomu zrobić nic złego. Znaliśmy się doskonale i czuliśmy się w swoim gronie bardzo dobrze. Co nie oznacza, że w naszych głowach nie było pełno różnych, czasem dziwnych, pomysłów. One też musiały być tego świadome. Inaczej nie wybrałyby się tutaj razem z nami. To był taki rodzaj gry między dwoma płciami.
Kiedy byliśmy już całkowicie pewni, że nasze laseczki rozgościły się już na dobre, zaczęliśmy po cichu skradać się od przeciwległej strony. Czołgaliśmy się po trawie będąc w stu procentach przekonanymi, że robimy to tak dobrze, iż nikt nie ma prawa nas zauważyć. Kiedy byliśmy już jakieś pięćdziesiąt od dołka, w którym się schowały, spotkało nas przykre doświadczenie.
-Ej, ty tam, widzę cię dokładnie! Nie chowaj się! Widzę twoją dupę! - ryczała na całe gardło Aśka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz