Szukaj na tym blogu

2 grudnia 2018

Syrena.

14. Pociągnąć za spust.

Ująłem ją mocno za szyję i, nie dbając już mojego kutasa, który w tej chwili wysunął się z cipki, zacząłem całować. Mój język wędrował po całej jamce ustnej. Wokół rozbrzmiewały wilgotne odgłosy naszych pocałunków. Było je słychać mimo szumu fal. Wymienialiśmy ślinę, nasze języki tańczyły. Zamknęła oczy i całowała mnie gorąco, namiętnie i czule.
Później zaskoczyła mnie jeszcze raz. Zaskoczyła mnie do tego stopnia, że nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje. Na dodatek, zaczęła się śmiać jak głupia, śmiać się i rechotać. Co zrobiła?
Wskoczyła na moje biodra. To było urocze i rozbrajające. Zachowała się jak tak, jakby zobaczyła chłopaka po długiej nieobecności. Z tą jednak małą różnicą, że była naga, naga, tak samo jak ja.
Czułem się jak szczeniak. Chciało mi się śmiać, a jednocześnie byłem tak bardzo podniecony. To wszystko tak mocno działało na moją wyobraźnię, że byłem w stanie zrobić dla niej wszystko, o cokolwiek by poprosiła.
Objęła mnie swoimi udami i zacisnęła mocno nogi za moimi plecami. Tak została. Zmuszony byłem chwycić ją w gdzieś pod piersiami i mocno trzymać.
-Pani Bożenko, och Pani Bożenko, pani jest nienormalna! - wyrzuciłem jej twarz.
Wcale się nie przejęła, tylko jeszcze głośniej zaczęła się śmiać. Patrzyła mi w oczy i śmiała się, jak dziecko.
-Och ty mój rozbójniku! Robisz mi tak dobrze! Masz takiego wielkiego kutasa! Wyruchaj mnie dokładnie. Och, chcę tego bardzo, - powiedziała, patrząc mi prosto w oczy.
Rozpierała mnie duma i samozadowolenie, nie tylko z powodu dobrego seksu, ale też z tego, z kim go uprawiałem. Co jest więcej potrzebne jest dwudziestoletniemu chłopakowi, chcącemu podnieść swoje ego? Zajebista, doświadczona baba. Jeśli do tego będzie jego nauczycielką, to już całkiem rewelacyjnie.
-Och, dobrze, pani profesor. Ja też tego chcę, - westchnąłem głęboko.
Bardzo powoli opuszczałem ją i podnosiłem. Podtrzymywałem pod pośladkami i miałem nadzieję, że się nie przewrócę w tym grząskim, mokrym piachu. Stopniowo, coraz mocniej nadziewałem na mojego, twardego kutasa.
Kiedy w nią wchodziłem dyszała mi w ucho:
-Och Marku, Mareczku kochany, tak mi rób! Och, jesteś taki słodki. Tak mi dobrze!
Mimo swojego zadowolenia, starałem się wypaść jak najlepiej. Być może, spowodowane było to jej szkolnym autorytetem. Nie wiem. Trudno było mi w tej chwili to ocenić. Powoli przedzierałem się przez jej ciasne podwoje, starając się powstrzymać wytrysk jak najdłużej. Dobiłem do samego końca, tak daleko, jak tylko się dało, tak mocno, że aż bolało. Było tak bardzo cudownie, romantycznie wręcz i pięknie.
-Ooh, ooooh ooooooh! - wzdychałem.
Mimo tego całego mojego samozaparcia, moja armata była już gotowa do wystrzału. Pociski zostały już załadowane. Wystarczyło tylko pociągnąć za spust.
Później, kiedy już nie mogłem jej utrzymać na swoich ramionach, była zbyt ciężka, usiadłem na piasku. Byłem twardy jak dąb.
Trzymając ją ciągle na dłoniach, powoli opuszczałem i unosiłem. Moje uda były szeroko rozstawione, a ona starała się do mnie dostosować w swoich ruchach. Kołysaliśmy się dokładnie tym samym rytmie. Nasze twarze zetknęły się czołami. Obydwoje byliśmy na skraju słodkiego orgazmu.
Tej nocy, rzeczywiście, działa się jakaś magia. Działo się coś, czego nie potrafiłem i nie potrafię do dziś wyjaśnić. Powiem szczerze, nie żałuję nawet najdrobniejszego szczegółu, nawet jednej sekundy z tego, co było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...