17. Byli uzbrojeni.
Kiedy się ocknąłem, wciąż leżeliśmy razem, na piasku, wciśnięci w wilgoć. Musiałem przysnąć na chwilę. Jeszcze raz spojrzałem w rozgwieżdżone niebo. Leżała na mnie wygodnie. Przodem ciała ułożona na moim brzuchu, zwrócona twarzą w stronę mojego przyrodzenia, dłonią obejmowała rakietę u samej podstawy, delikatnie pieszcząc i gładząc jądra. Mój ogier wcale nie zamierzał się poddać. Zresztą, jak sądzę, nie dała mu po temu powodów. Poruszała ręką, raz za razem, starając się podtrzymać erekcję. Oczywiście odpowiednia sztywność mojego narzędzia utrzymywała się przez cały czas.
Zanurzyłem swoje palce w jej wilgotnej cipeczce. Przebierałem, drażniłem łechtaczkę i wargi sromowe. Wkładałem raz głębiej, raz płycej i czułem, że jeszcze pulsuje, drży.
-Wiesz co, Mareczku... - odezwała się w końcu, - nie mogę pozwolić ci tak odejść.
Jesteś zbyt dobry. Dawno nie miałam tak dobrego seksu.
Ucieszyłem się, bo dotarło do mnie, że obydwoje mamy podobne zdanie na ten temat. Czekałem. Byłem ciekawy, co jeszcze powie. Tymczasem ona zaczęła trochę inaczej:
-Obiecaj mi tylko, że…
To było dziwne, bo zawiesiła głos, jakby czegoś się obawiała.
-Tak? Słucham? - zachęcałem ją do dalszych zwierzeń.
-Obiecaj mi tylko, że nikomu, ale to nikomu, o tym nie powiesz, zgoda?
-Dobrze, - mruknąłem.
Zaskoczyło mnie, to co usłyszałem. Dla mnie wydawało się to naturalne. To co zrobiliśmy. Dlaczego mielibyśmy się tego wstydzić? Później dotarło do mnie, że w szkole mogłyby grozić jej z tego względu poważne konsekwencje. Nie chciałem komplikować jej życia.
-Niech to będzie nasza słodka tajemnica, - powiedziała cicho.
-Oczywiście, - westchnąłem, czując jak głowicą mojego fiuta dotyka swoich piersi.
Drażniła sutki i bawiła się nimi przy pomocy mojego penisa.
W tym samym momencie z oddali usłyszałem odgłos zbliżającej się szybko motorówki. Z zaciekawieniem, aczkolwiek niechętnie, uniosłem głowę i spojrzałem w stronę morza.
Coś płynęło w naszą stronę. Na pokładzie niewielkiej łodzi stało trzech mężczyzn. Głośno o czymś rozmawiali, gestykulowali, wskazując na niedalekie szuwary. Jeden z nich trzymał w dłoniach duży reflektor, którym przeczesywał przybrzeżne krzaki.
Dopiero, kiedy zbliżyli się na odpowiednią odległość, zrozumiałem, że mówią po niemiecku. Pojęcia nie miałem, o co im chodzi.
Ona też to usłyszała. Podniosła się i w panice zaczęła szukać swoich ubrań. Oczywiście ich nie znalazła. Nie mogła. Zapomniała, że w akcie namiętności pozostawiła je w wodzie, a morskie fale zabrały wszystko ze sobą. Próżno więc było szukać jej garderoby na plaży. Zresztą, była noc.
Wpadła w panikę poderwała się i starając się unikać jasnego snopu światła, który swoim długim promieniem przecinał powietrze. Szybko schowała się za pobliskie kamienie.
-Hej, daj mi jakiś ciuch, - mruknęła w moim kierunku, mając nadzieję, że coś znajdę.
Nic jej nie dałem, bo nic nie miałem. Ja też przecież byłem goły, jak mnie pan Bóg stworzył. Wzruszyłem bezradnie ramionami, bo moje ubrania leżały kilkanaście metrów dalej, na kamieniu przy samej wodzie. Właśnie tam, gdzie zbliżała się motorówka.
Chciałem jeszcze po nie pobiec, ale było już za późno. Wyłączyli silnik i łódka z rozpędu zbliżała się do brzegu. Kiedy, swoim dziobem wbiła się w piach, wyskoczyli. Nie zauważyli nas. Pobiegli w przeciwnym kierunku, mokrymi nogami rozrzucając bryzgi wody.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że wszyscy byli uzbrojeni w strzelby myśliwskie. Byłem w szoku. W mojej głowie zaczęły pojawiać się pytania, a przede wszystkim, lęk. Cóż to ludzie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz