Szukaj na tym blogu

1 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

30. Słodka rusałka.

Siedziała na mnie cudownie pochylona do przodu. Linia jej kręgosłupa wygięta była w śliczną sinusoidę. Ten widok przyprawiał mnie o istne palpitacje serca. Na domiar wszystkiego, nieznacznie odwróciła swoją śliczną główkę, szeroko otworzyła usta i jednocześnie zamknęła oczy. Widziałem, że całkowicie skupia się na swoich doznaniach. Wiedziałem, że jest jej bardzo dobrze. To jeszcze bardziej umacniało moje męskie ego.
Zachowywała się jak słodka rusałka, jak istota stworzona do seksu i miłości. Wszystko robiła instynktownie, z niesamowitym wyczuciem. Siedziała na mnie, doskonale dopasowana do mojej sylwetki. Podpierała swój ciężar między moimi owłosionymi nogami. Siedziała pewnie, okrakiem, z szeroko rozwartymi udami.
Byłem zachwycony i oszołomiony. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Patrzyłem na jej obszerne biodra, jędrne pośladki i byłem, tak cudownie, szczęśliwy. Byłem szczęśliwy, że jestem tu, gdzie jestem, że robię to, co robię. Położyłem dłonie na tych idealnie okrągłych półkulach, które wystawione były wprost na moją twarz. Moje, szeroko rozłożone palce, zaciskały się na nich jak kleszcze. Przy okazji widziałem też jej kakaowy otworek. Znajdował się dokładnie pośrodku.
Działo się coś niesamowitego. Myślałem że zwariuję z rozkoszy. W tej jednej, ulotnej chwili mój drąg wygięty był w przeciwną stronę i siedział głęboko w jej słodkiej cipce. Naprężenia, jakie w nim powstały, wyrwały moją świadomość z posad rzeczywistości. Ciśnienie w jajach w szybkim tempie narastało. Odczuwałem cudowne mrowienie w kroczu. Miałem wrażenie, że zaraz się spuszczę. Powiem szczerze, że nie chciałem tego przerywać.
Czas jakby spowolnił. Wszystko odczuwałem podwójnie mocno. Chciałem chłonąć to, co mi dawała każdym moim zmysłem. Tak jakbym bał się, że cokolwiek mogę opuścić. Tak, jakby w ogóle było to możliwe.
Pochyliła się jeszcze bardziej. Uniosła pośladki wyżej i, szerzej rozstawiając swoje dłonie, bardziej solidnie wsparła się na  podłodze. Kiedy przybrała tą pozycję, jej plecy wygięły się jeszcze mocniej. Przez kilka chwil zastanawiałem się, po co, właściwie, to zrobiła. Przecież do tej pory i tak było dobrze.
Dopiero w momencie, kiedy jej biodra zaczęły poruszać się w intensywnym wahadłowym ruchu: góra-dół, góra-dół, zrozumiałem, że to jest już finisz. Były to ostatnie minuty przed moim wytryskiem. Kolejnym wytryskiem. Nie wiem, jak ona to robiła, ale zdaje się, że lepiej ode mnie wyczuwała moje własne reakcje. Jej zachowanie stopniowo pozbawiało mnie resztek zdrowego rozsądku. Byłem jak narkoman na głodzie: chciałem więcej i więcej.  
Była niesamowicie sprawną, młodą kochanką. Nie pozwala na mini, nawet na najmniejsze choćby, rozluźnienie. Cały czas trzymała moje podniecenie na najwyższych obrotach, nie dając mi chwili wytchnienia. Siedziała na mnie tyłem, jej  kolana rozsunięte były bardzo szeroko, a wygięte plecy i rozwarte głęboko pośladki sprawiały, że jej słodka pizdeczka była całkowicie pozbawiona ochrony i wystawiona na działanie mojego, operującego intensywnie kutasa.
Taki układ sprawiał, że mogłem tylko leżeć i obserwować. Mogłem tylko napawać się tym, niesamowicie podniecającym, widokiem. Mogłem pozwolić sobie na kroczenie do mojego przeznaczenia zupełnie swobodnie, w taki sposób, w jaki najbardziej uwielbiałem.  
W pewnym momencie odwróciła w moją stronę swoją śliczną, młodą buzię, zmrużyła oczy i uśmiechnęła się serdecznie od ucha, do ucha. Zadrżałem już w chwili, kiedy jej wzrok spotkał moje spojrzenie. Jeszcze nie wiedziałem, co się wydarzy, a już drżałem oczekiwaniu na kolejną niespodziankę.
Powiem tak, w jej obecności mogłem być tego pewien. Mogłem być pewien kosza przeróżnych, uroczych niespodzianek. Ona była tego gwarantem.
Patrzyła na mnie tak słodko, tak ciepło, tak rozbrajająco przytulnie, że rozpływałem się jak kostka masła na słońcu. Cudowne były te jej powieki, tak delikatnie przymknięte, spod których mierzyła mnie swoimi brązowymi oczami. Urocza była ta burza włosów opadająca na ramiona. Była jak króliczek Playboya, za którym trzeba jedynie gonić i gonić.
Chwytając się delikatnie za swoje jędrne piersi, odezwała się miękkim, ciepłym głosem:
-Dobrze ci, ty stary zbereźniku? Dobrze ci?
Tak naprawdę, nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Nie miałem pojęcia, jaka będzie kolejna karta, którą wyłoży na stół. Westchnąłem tylko głęboko i z przejęciem:
-Och, tak. Tak, dobrze mi.
-Chcesz jeszcze? -  usłyszałem dalej z jej ust.
-Och, chcę, - wyrzuciłem z siebie, łapiąc kolejny haust powietrza.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...