Szukaj na tym blogu

10 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

39. Zimne dreszcze na plecach.

Nasza terenówka bez trudu pokonywała najgłębsze kolejny, świetnie też radziła sobie z omijaniem powalonych drzew i wystających konarów. Co prawda, silnik warczał i rzęził, jakby za chwilę miał się rozpaść, lecz cała konstrukcja auta rewelacyjnie znosiła trudy podróży na wąskiej i nierównej drodze.
W momencie, kiedy zastanawiałem się, czy dobrze zrobiliśmy wjeżdżając samochodem do lasu, okazało się, że las już się skończył.  Niestety, droga którą się poruszaliśmy, również. Miejsce było mi dosyć dobrze znane, lecz nigdy nie pokonywałem go w taki właśnie sposób.
Właśnie dotarliśmy do starej nieużywanej już kopalni piasku i żwiru. Zamiast pięknego traktu, pod kołami mieliśmy ogromne głazy, po których trzeba było zjechać do dołu. W tej chwili zaczynałem mieć już poważne wątpliwości, czy łazik sąsiada sobie z tym poradzi. Kiedy wychyliłem się do przodu i spojrzałem przez przednią szybę, zorientowałem się, że zjazd jest naprawdę stromy.
Samochód był jednak mocniejszy i dużo bardziej sprawny niż mi się na początku wydawało. Powoli, metr po metrze, przesuwał się po kamiennych schodach, by wreszcie stanąć na dnie wielkiego wyrobiska.
-No i jak, kurczaczki, żyjecie?! - usłyszałem od strony kierowcy.
Odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy. Nie wiem dlaczego, ale ponownie jego wzrok zdawał się mnie przeszywać na wylot.
Facet miał bardzo przyjemną twarz. Uśmiechał się od ucha do ucha i widać było, że ma bardzo dobry do mnie stosunek. Mimo wszystko, w jakiś przedziwny sposób, odczuwałem pręgierz jego spojrzenia na swojej duszy. Miałem wrażenie, że od samego początku wie o wszystkim i tylko czeka na odpowiedni moment, aby wymierzyć sprawiedliwość. Zdaje się, że były to jednak tylko moje subiektywne odczucia, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.
Zresztą, powinienem już dawno był to zauważyć, że identyczne spojrzenie miała jego córka. Ona także potrafiła przykuć mnie swoim wzrokiem.
W tym momencie jednak jej oczy spotkały się z oczami ojca.
-Tato, przestań się wygłupiać, -  powiedziała spokojnie, ale stanowczo. - Kiedy wreszcie dojedziemy na miejsce?
Wyglądało to nieco dziwnie. Ona patrzyła na swojego tatę, a ja na nią. Znów się zmieniła. Zaskakiwała mnie na każdym kroku. Była jak kameleon. Teraz znów była zwykłą, normalną uczennicą, niemającą w sobie nic z tej wyuzdanej ekshibicjonistki, którą zdawała się być jeszcze przed chwilą.
Przerzucone do przodu rude włosy, rozsypały się w nieładzie, zasłaniając większą część jej ślicznej buzi. Jej oczy wydawały się jeszcze bardziej brązowe i jeszcze bardziej przenikliwe, aczkolwiek, znów tak niesłychanie skromne. Usta wypełniły się krwią i napęczniały, a policzki promieniowały młodzieńczą energią i witalnością.
W tej samej chwili zeza przedniego siedzenia wypadła strzelba myśliwska. Nie wiem co to był za rodzaj broni, nie znam się na tym kompletnie, ale już sam jej widok przyprawił mnie o zimne dreszcze na plecach. Miała lakierowaną drewnianą rękojeść i optyczny duży celownik. Wydawało mi się że takim sztucerem można zabić człowieka przynajmniej z kilometra. Najprawdopodobniej nawet bym nie usłyszał strzału.  
-Jasna cholera!  - zaklął, widząc moje przerażenie - Przepraszam sąsiad. Nie powinno się to tu znaleźć.
Musiałem wyglądać na porządnie wystraszonego, bo przyglądał mi się przynajmniej przez minutę. Tak czy inaczej,  uczucia, jakich doświadczyłem w tym momencie, nie były zbyt ciekawe. Ja także mu się przyglądałem. Patrzyłem na niego w taki sposób jakbym chciał wyczytać z jego twarzy wszystkie myśli i zamiary.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...