Szukaj na tym blogu

6 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

35. Ona była rozwiązła.

Kochaliśmy się jak szaleni, zupełnie zapominając o tym, że mieliśmy przecież jechać na to polowanie. Chuj z polowaniem, przecież i tak się kompletnie na tym nie znałem.
Przyznam się, że zupełnie straciłem poczucie czasu. Nie interesowało mnie, która jest godzina. Nie interesowało mnie to, że jej ojciec w każdej chwili mógł wejść. Drzwi do domu przecież nie były zamknięte. Cholera jasna, chciałem być tylko  z nią być i cieszyć się tą ulotną chwilą. Cieszyć się, nawet jeśli miałbym zapłacić za to najwyższą cenę.
Mógłbym wtedy przynajmniej powiedzieć, że umarłem, będąc tak bardzo szczęśliwym. Niemniej, w tamtej chwili, zupełnie o tym nie myślałem. Byłem tylko ja i ona. Ja i moja słodka Lolita. Och jak było mi dobrze! Pragnąłem więcej i więcej. Byłem jak narkoman na głodzie byłem jak szaleniec, który nie dba o nic.
Już wkrótce zmieniła ułożenie swojego ciała. To znaczy, wciąż spoczywała na mojej twarzy swoją słodką cipeczką, ale teraz jej pośladki znajdowały się dokładnie nad moimi oczami. Boże, to było zajebiste! Przesłaniały mi cały widok. Ja pierdolę, mój nos wylądował dokładnie na jej kakaowym oczku. Chyba dokładnie to zaplanowała. To były niesamowite doznania.  Do dziś czuję ten specyficzny zapach. Wiem, wiem, ale to nie był zapach zwykłej dupy. Chociaż, kto wie może byłem przez nią aż tak bardzo opętany.
Drżałem z podniecenia. Wąchałem jej dupkę. Oglądałem ją z tak bliska. Trudno było mi skupić wzrok, ale i tak patrzyłem jak opętany. Wdychałem zapach jej kakaowego oczka. Niemalże tej samej chwili zapragnąłem wpakować się tam swoim twardym kutasem i spenetrować dogłębnie.
Nie wypowiedziałem jednak tego życzenia na głos. Nie miałem takiej możliwości, ale też nie miałem odwagi. Nie umiałem wyobrazić sobie, że mam powiedzieć jej, iż chcę zagłębić się w jej dupeczce moim twardym fiutem i w ten sposób ją porządnie zerżnąć.
Niemniej teraz siedziała na mnie tymi swoimi obszernymi pośladkami. Wierciła się, dopasowała swoją pozycję. Było jej nieco łatwiej, bo klęczała na dywanie. Jej kolana znajdowały się tuż obok mojej głowy. Przez to, że nie musiała zbyt szeroko rozchylać swoich ud, było jej dosyć wygodnie. Kręciła się tak długo, dopóki mój język w całości nie wylądował na jej łechtaczce.
Później nie pozostało mi nic innego, jak tylko zacząć obracać nim we wszystkie strony. Wierciłem nim niczym małym wiatraczkiem, zacząłem chlapać i uderzać jak łopatką w piaskownicy.
-Oooooch, aaaaach, uuuaaaahhhh… - jęczała i wzdychała już na całe gardło.
Obracała swoimi biodrami na wszystkie strony. Raz opuszczała się niżej, drugi raz podnosiła do góry, a ja lizałem i lizałem. Małymi łykami spijałem nektar z jej kwiatuszka. Byłem tak cudownie zadowolony. Byłem szczęśliwy, że właśnie jestem w takim, a nie innym, położeniu.
To było prawdziwe szaleństwo. Nie potrafię tego wyjaśnić. Jak to się stało?
Kiedy usiadła na mojej twarzy swoimi pośladkami, kiedy moje usta wylądowały dokładnie na jej kakaowym oczku, myślałem, że zwariuję ze szczęścia. Miałem wrażenie, że za chwilę się spuszczę, a  się nasienie poleci wprost na jej cycki. No, pewnie by się tak stało, bo byłem niesamowicie podniecony. Ciśnienie w moich jądrach o mało mi ich nie rozsadziło.
Powiem szczerze, byłem chyba bardziej zboczony, niż mi się wydawało. No cóż, jeżeli ja byłem zboczony, to pozostaje proste pytanie: jak bardzo ona była rozwiązła? Trudno jest mi sobie wyobrazić jak, bardzo była wyuzdana. Włosy na mojej głowie się jeżą, gdy pomyślę sobie, ile wtedy miała lat. Niestety, tak się działo. Tak było. To była moja mała Lolita.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...