41. Na pewno pomogę.
Nie wiem jak to się stało, ale nagle stał przede mną. Dokładnie tak, jak w tym moim śnie. Stał przede mną i patrzył na mnie. Przeszywał mnie tymi swoimi przenikliwymi oczami. Miał na sobie taką samą kraciastą koszulę. Była dokładnie taka sama, jak w tym moim śnie, tyle tylko, że to nie była koszula, lecz bluza. Pod spodem miał zwykłą, cienką białą koszulkę, lecz nie miało to znaczenia. Wystarczyło, że wyglądało tak samo.
No więc, stał przede mną w tej swojej kraciastej bluzie i uśmiechał się. Jego uśmiech był, powiedzmy, że szczery i serdeczny, ale było w nim coś, co mnie przerażało. Było w nim coś co sprawiało, że czułem ciarki na plecach i miałem wrażenie, że moje nogi są jak z waty. Byłem jeszcze bardziej sparaliżowany niż przedtem, a on, jak gdyby nigdy nic, stał naprzeciwko mnie i po prostu tak patrzył.
Miałem wrażenie, że za chwilę dostanę zawału. Stał z tą swoją strzelbą. Trzymał ją w ręku. Nie była zawieszona na plecach, lecz trzymał ją w ręku, jakby gotową do strzału. W tym momencie widok broni sprawił, że przeraziłem się śmiertelnie. Nie wiem, czy było po mnie to widać, ale musiałem być blady jak ściana. Miałem wrażenie, że krew z mojej głowy odpłynęła w kierunku nóg. On tymczasem odezwał się tymi słowami:
-Wiesz co, sąsiad, mam tylko jedną córkę…
Zachwiałem się i miałem wrażenie, że za chwilę upadnę. Nagle, jak gdyby nigdy nic, klepnął mnie w ramię i pociągnął za sobą.
-Chodź sąsiad, coś ci pokażę.
Dalej las był tak gęsty, że nie było możliwości poruszania się samochodem. Zarośla, praktycznie, nieprzebyte, jak w dżungli amazońskiej, a drzewa stare niczym dzika puszcza. Wydawało mi się, że znów śnię. Takiego lasu nigdy tutaj nie widziałem. Był z koszmaru.
Ruszyliśmy ścieżką wzdłuż skarpy. Była wąska, wydeptana przez ludzi i zwierzęta. Zdaje się, że to był jakiś dość często uczęszczany trakt. Nie zmieniało to jednak faktu, że cholernie się bałem. Drzewa przechylały się na jedną stronę ze zbocza prosto na nas. Zwieszały swoje gałęzie, na których rosół mech. Powietrze było tutaj wilgotne i ciężkie. Miałem wrażenie, że znajdujemy się, znów obok jakiegoś zbiornika wodnego. Po jednej i po drugiej stronie wystawały paprocie. Szedłem za nim i nie pytałem o nic więcej. On także się nie odzywał.
Nagle ku mojemu, kompletnemu zaskoczeniu, ścieżka się skończyła. Stanęliśmy przed malutkim, drewnianym domkiem z niewielkim podwórkiem. Ogrodzony był uroczym płotkiem, również drewnianym. Zabudowanie pokryte było eternitem i miało dwa niewielkie okna.
Na mój gust, domek miał może dwadzieścia pięć, może trzydzieści metrów powierzchni i widać było, jest stary. Tak, czy inaczej, trzymał się dosyć dobrze. Nie wiem dlaczego, ale to miejsce zauroczyło mnie swoim widokiem.
Co najważniejsze, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, z faktu, dlaczego właśnie tutaj mnie przyciągnął mój sąsiad. Chociaż, tak tak naprawdę, tajemnica jeszcze się do końca nie wyjaśniła. W każdym bądź razie, mogłem mieć nadzieję, że nie umrę jeszcze w tej chwili.
Paweł stanął obok mnie, spojrzał mi w oczy tak samo jak poprzednio i odezwał się:
-Tak jak mówiłem, sąsiad, mam tylko jedną córkę i chciałbym, żeby była szczęśliwa.
-Aha, a o co chodzi? - odezwałem się potulnie.
-Znalazłem ten domek rok temu.
-Rozumiem… no i…
-Wiem, że ona lubi takie rzeczy. Postanowiłem więc go wyremontować.
-Aha…
-Zapytałem leśniczego, czy ten kawałek lasu jest na sprzedaż. Był. Udało się nabyć tą ruinę.
Wszystko powoli zaczynało być jasne.
-Postanowiłem włożyć w to trochę kasy i go wyremontować. To dla niej.
-W porządku, a jaka jest moja w tym rola?
-Chciałbym żebyś… - przerwał, - mam taką prośbę, oczywiście, pod warunkiem jeśli się zgodzisz… jak najbardziej nie za darmo… no wiesz, chciałbym, żebyś czasami mi pomógł…
Uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
“Ach, to o to chodziło” - pomyślałem.
Wiesz, będzie dużo pracy…
Zrobiło mi się słabo. Czułem, że natychmiast muszę usiąść. Dopiero teraz zrozumiałem w czym rzecz. Chciało mi się śmiać i płakać za razem.
“Boże kochany, a ja głupi wyobrażałem sobie nie wiem co! On nic nie podejrzewa. Nawet teraz.”
-Oczywiście sąsiedzie, - odpowiedziałem z serdecznym uśmiechem, - jak tylko będę miał chwilę czasu, to pomogę. Na pewno pomogę.
KONIEC

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz