Szukaj na tym blogu

19 lipca 2019

Niewidzialny kochanek.

7. Bała się otworzyć oczu.

Ruszyła przed siebie i nagle jakaś siła, jednym, gwałtownym ruchem odwróciła ją w przeciwną stronę, uniosła do góry i posadziła na drewnianym, wysokim stołku tuż przy kuchennym blacie. Nie zdążyła nawet pomyśleć, a jej nogi były już szeroko rozsunięte na boki. Zdołała tylko spojrzeć w dół na swoją mokrą cipkę, na zarost zmierzwiony w swoich aromatycznych w sokach, a już poczuła jak jej płatki rozchylają się pod naporem jakiejś wielkiej głowicy, by wedrzeć się w nią przez kolejne pierścienie zaciskających się mięśni. Jej kanał wypełnił się nim aż do samego końca. 
Obserwowała to dziwne zjawisko, czując, że czyjś wielki kutas atakuje jej rozgrzaną pizdeczkę. Mimo to nie widziała go. Westchnęła, czując jak opanowuje ją wszechogarniająca, przejmującą rozkosz. Słodycz, której nie mogła już znieść, jak narkotyk zadała jej mózg. Odpływała. 
Przymknęła powieki i dopiero teraz go zobaczyła. Był między jej nogami. Najdoskonalszy Amor, obiekt bezkresnego pożądania. Trzymał ją za biodra i posuwał równymi, płynnymi ruchami. Posuwał ją głęboko, aż do samego końca. 
Wirowało w jej głowie tak mocno, że chciała zatopić się w tym słodkim, gorącym uczuciu i popłynąć wraz z nim. Przed jej oczami pojawiły się kolorowe kółeczka i gwiazdki, w uszach słyszała szum, a przez całe ciało, raz po raz, przebiegały słodkie, gorące dreszcze. 
-Och tak, tak, bierz mnie, bierz!!! Słodki mój kochanku, ooooch, wyruchaj mnie porządnie! Zrób to tutaj i teraz! - wyrzucała z siebie słowa bez pamięci.
Byli jak dwójka doskonale zgranych kochanków połączonych w gorącym akcie miłości. To było tak niesamowite, bo mogła go widzieć tylko w momencie, kiedy zamknęła powieki, kiedy jej oczy nie odbierały obrazów z otoczenia. Dopiero wtedy widziała jego postać dokładnie. On nie był jak ze snu. O nie. Był przed nią tak bardzo realny i rzeczywisty. Tak dokładnie go czuła całą sobą. 
Dochodziła po raz drugi. 
Nie była w stanie utrzymać się na własnych nogach. Zresztą, sama nie potrafiła określić, jak to się stało. Zachwiała się, a po chwili leżała już na podłodze. Posadzka była chłodna i gładka. Czuła ją połową swojego ciała, ale, w żaden sposób, nie było to przeszkodą, do gorącego seksu. Można powiedzieć, że podniecało ją jeszcze bardziej. 
Leżała na boku z nogą uniesioną wysoko do góry, a on spoczywał tuż za nią. Miała wrażenie, że, nawet na chwilę, z niej nie wyszedł. Tak, jak stali, upadli na podłogę. Posuwał ją teraz od tyłu. Leżał tuż za nią, całował jej szyję i pieścił jej piersi, a ona, próbując się odwrócić, rozczesywała jego włosy.  Namiętnie i zachłannie oddawała się w jego posiadanie. 
Uderzał biodrami szybko, gwałtownie, tak, że jej ciało przesuwało się po posadzce. Za każdym takim ruchem z jej gardła wyrwał się krótki, głośny jęk rozkoszy. 
Raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa…
-O tak, tak…  och, ach, och, ach…  
Było cudownie i przejmująco. Nie chciała otwierać oczu. Liczyła się tylko ta chwila, liczyło się tylko to, że on za nią był i brał ją swoje posiadanie. 
W pokoju panowała kompletna cisza.Przez długą chwilę bała się otworzyć oczu. Bała się lub nie chciała. Nie chciała, aby ten cudowny obraz, który tkwił jeszcze w jej świadomości, ulotnił się jak opary sennych marzeń, kiedy patrzy się w okno. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...