Szukaj na tym blogu

17 lipca 2019

Niewidzialny kochanek.


5. Trzymała swoje majtki. 

Przymknęła powieki. Na moment, ale to wystarczyło. W tej samej chwili, zobaczyła wielkiego, sterczącego kutasa. Był tuż przed jej oczami. 
-Boże, co się ze mną dzieje?! - wzdychała ciężko, nie mogąc nad sobą zapanować. 
Nie chciała temu czemuś ulec, ale nie potrafiła się też oprzeć. W żaden sposób, nie potrafiła się oprzeć. Ciągnęło ją to do siebie, ją jak wir. Patrzyła tylko. Facet stał obok niej, a ona objęła go dłonią, właściwie ramieniem, za tyłek, za goły tyłek. Objęła go, nie wstydząc się, a raczej mocno pożądając. To jej ciało dyktowało jej, co miała robić. Chociaż w innych okolicznościach bardzo by się tego wstydziła, teraz trzymała gołego faceta za dupę. On przyciskał jej głowę do swojego wielkiego sterczącego fiuta i wszystko było w porządku. 
Patrzyła wprost na jego długi, prawie czterdziesto centymetrowy miecz z wielką, lśniącą głowicą, oplecioną grubą, napęczniałą żyłą. Jak zahipnotyzowana patrzyła w tą dziurką na końcu. Był piękny, pulsował, uśmiechając się do niej. Wielki wór wisiał niżej, dokładnie między jego udami. 
-Och, och… - wzdychała. 
Nie była już sobą. Była tylko swoim własnym pożądaniem. Uśmiechała się do tego wielkiego banana i pragnęła mieć go w sobie. 
I nagle, nawet nie wiedziała jak to się stało, trzymała go w twoich ustach. Wielka fujara, połową swojej długości siedziała w jej, szeroko rozchylonej buzi, a ona była taka szczęśliwa i zadowolona. Nawet nie potrafiła określić, czy była to jawa, czy sen. Klęczała przed nim z przymkniętymi powiekami, czując zapach męskości w swoich nozdrzach. Przenikał jej mózg na wskroś, wdzierał się na dno świadomości głęboko jak narkotyk, trawił jej mózg. Wielki, gruby łeb jak harpun zahaczył  napęczniałą żyłą za jej zęby. Trzymała go, a on delikatnie pchał się do przodu napierając coraz bardziej na jej gardło.
Kiedy go wypluła, kiedy, jakimś cudem, wyskoczył z niej ust, nie zachowywał się grzecznie. Był nachalny. Jak wiejski cham, pchał się w jej stronę, dźgając jej policzek swoim końcem. Mężczyzna, do którego należał ten kutas, ten który był u niej w pokoju, chwycił ją za włosy mocno, zdecydowanie i pewnie pociągnął do siebie. Zabolało. Czuła to. Widziała go swoją wyobraźnią. Słyszała, jak sapał z podniecenia. W drugiej dłoni trzymał swoją wielką napęczniałą pytę i uderzał jej łbem w jej policzek, domagając się, by znów go przyjęła. Była taka bezradna, i tak bardzo podniecona. Drżała na całym ciele, nie mogąc zapanować nad tym wszystkim, co się z nią działo. Czuła się tak bardzo sponiewierana, a jednocześnie tak bardzo szczęśliwa.  
Kiedy się wreszcie podniosła, ze zdziwieniem stwierdziła, że nie ma na sobie biustonosza, a co najgorsze, majtek. Z niedowierzaniem spojrzała na własne dłonie. Jej własna bieliznę spoczywała właśnie w jej dłoniach. 
“Jak to jak to się stało?!” - myślała gorączkowo, - “Przecież to niemożliwe. Absolutnie to niemożliwe!” 
Zmarszczyła brwi i rozłożyła ramiona w geście bezradności. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę, dokładnie przylegającą do jej kształtnego ciała, opiniującą pośladki i piersi. Ta część garderoby była dość krótka, sięgała zaledwie do połowy ud. Dziewczyna trzymała swoje majtki i biustonosz w dłoniach i pytała samą siebie: jak to możliwe? Przecież nie pamiętała, aby to siebie ściągała.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...