Szukaj na tym blogu

16 lipca 2019

Niewidzialny kochanek.


4. Zapach jego męskiego przyrodzenia.

Przekręciła kluczyk. Przywitała ją cisza, spokój, ten znajomy spokój wieczoru. Kiedy weszła do swojego małego mieszkanka, wydarzyło się coś zgoła innego, coś czego nie potrafiła wyjaśnić, nazwać. Poczuła się dziwnie. 
Niby wszystko było w porządku, a jednak coś się zmieniło. Nie potrafiła tego określić. Nie chodziło tu raczej o wygląd mieszkania. Nie. Nic z tych rzeczy. Chodziło o nią samą, o to co wszystko, z nią się działo w tej chwili. 
Chociaż, tak na pierwszy rzut oka, to także trudno było zidentyfikować. Jednak, znała siebie na tyle dobrze, że wiedziała, iż zwykle nie reaguje w ten sposób. Przydarzyło jej się to po raz pierwszy. 
Kiedy weszła do swojego mieszkanka poczuła dziwne podniecenie. Wybuchło w niej. Wybuchło w jej ciele, jak bomba i opanowało każdą komórkę. Jej serce zaczęło szybko bić, oddech także przyspieszył. Na całym ciele czuła mrowienie, a między nogami delikatne, przenikające dreszcze. Były słodkie rozkoszne. Zastanawiała się, skąd to się w niej wzięło. 
Nie było żadnego, konkretnego powodu. Może to ta postać w tunelu? Teraz sobie przypomniała ten dziwny cień. Cholera wie, może to ten dreszczyk emocji, ten lęk. 
Na wszelki wypadek postanowiła zamknąć drzwi na zasuwkę. Na dwie zasuwy: jedną u góry, drugą u dołu. Dopiero teraz zrzuciła wierzchnie ubranie. Przez chwilę jeszcze nasłuchiwała. Później przeszła po mieszkaniu, sprawdzając każdy kąt. Chciała być pewna, czy pod jej nieobecność nikt się nie włamał. 
Nie było żadnych oznak obcej obecności. Przynajmniej fizycznie. Czuła się dziwnie. Podniecenie wciąż narastało, nie dawało jej spokoju, a serce biło coraz szybciej. Nie mogła zapanować nad oddechem. 
-Och, - westchnęła do siebie, - co się ze mną dzieje?! Nigdy taka nie byłam. Chyba potrzebuję faceta. Tak…  
W tym samym momencie, w chwili, kiedy w myślach wypowiedziała te słowa, ich sens i znaczenie jakby poczuła na swojej skórze. To było dziwne, niemalże namacalne. Jej wyobraźnia stworzyła obraz, fatamorgana jakby nie z tego świata. Chociaż wiedziała, że to nie jest prawdą, jednak było to tak realne, tak bardzo rzeczywiste, że nie potrafiła się temu oprzeć. 
-Och, chyba rzeczywiście potrzebuję faceta… tak… - odezwała się jeszcze raz.
Teraz może trochę głośniej. I stało się to: jej nogi zrobiły się jak z waty. Nie była w stanie dojść do kanapy, ani do krzesła. Opadła na kolana, jak sparaliżowana. Ciężko oddychała. Miała wrażenie, że za chwilę straci przytomność. 
-Och, och, och… - wzdychała coraz ciężej. 
Spojrzała w dół. Czuła, że ktoś tu jest. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Był tutaj. Kto? Ktoś. Nie miała pojęcia kto. Nie była to żywa istota, ale też nie duch. Raczej podmiot stworzony przez jej własną wyobraźnię. Urojenie, tak tak można byłoby to najprościej nazwać. Dziwne, zaskakujące, niedorzeczne, a jednak tak bardzo realne. 
Klęczała, podpierając się o własne kolana. Czuła, że stoi tuż za nią. 
-Och, och Boże… - dyszała.
Nie mogła zapanować nad własnym organizmem. Poczuła, że ktoś kładzie dłoń na jej potylicy i rozgarnia włosy. Czuła to tak wyraźnie. Później dotknęła go. Nie chciała nawet myśleć, gdzie. 
Na pewno był nagi. Nagi mężczyzna w jej mieszkaniu. Nagi facet tuż obok niej. Czuła zapach jego skóry. To było tak realne, że prawie go widziała. Mimo wszystko, był tak nierzeczywisty, tak bardzo ulotny, jak z oparów jej snów. Czuła zapach jego męskiego przyrodzenia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...