6. On tu jest.
Wystraszona, ruszyła przed siebie w stronę kuchni i łazienki. Chciała uciec, schować się tam przed nim. Chociaż w tej chwili nigdzie go nie widziała, widziała, że jest tu. Na pewno był gdzieś obok: nagi, podniecony i niewidzialny. Ruszyła szybkim krokiem i nagle jakaś siła szarpnęła ją za uda. Zatrzymała się w miejscu tak szybko, że o mało się nie przewróciła. Górną częścią ciała opadła na ścianę i odwróciła, głowę.
“Boże, to niemożliwe!” - znów pomyślała.
Jej sukienka znajdowała się już powyżej bioder. Okrągły tyłek lśnił nagością.
“Boże jakaż jestem podniecona!”
Nie widziała go, ale czuła, że trzyma ją za uda. Ściskał tak mocno, że czuła jego szorstką brodę na swojej pupie. Czuła, jak przywiera do niej swoim policzkiem. Czułego jego usta, czuła jak całują.
-No puszczaj! Puszczaj mnie! - warknęła, jakby to miało pomóc.
Chociaż sama nie wiedziała, czy tej pomocy autentycznie potrzebowała. Trudno określić, dlaczego tak się zachowywała, ale zamknęła oczy. Znów go zobaczyła. Zobaczyła go, mimo zamkniętych powiek, a może właśnie dlatego, że nie były otwarte. Był tu, jak najbardziej realny. Taki piękny, młody, z grzywką zaczesaną do góry. Był tu ze sterczącym do góry kutasem. Klęczał obok niej i trzymał ją za pośladki. Był, całował jej biodra, a ona drżała z rozkoszy. Tak bardzo tego chciała, a jednocześnie tak bardzo się bała. Chciała uciec. Ten strach jeszcze bardziej potęgował jej podniecenie.
Znów się wyrwała. Jednak zdążyła przebiec tylko dwa metry. Dorwał ją przy kolejnej ścianie. Nie wiedziała, się co się z nią dzieje. Była jak opętana. Z jednej strony sytuacja przyprawiała ją o paniczny, niemal zwierzęcy strach, bo to było jak z horroru, a z drugiej, nie potrafiła zapanować nad swoim podnieceniem.
Była nago. Nie umiała wyjaśnić, co się stało z jej ubraniem. W tej chwili nie miała na sobie nic. Kiedy znalazła się pod przeciwległą ścianą, jedno mocne uderzenie podarowało jej nogi do góry. Zawisła na jego męskości. Wszedł nią tak gwałtownie, że miała wrażenie, iż przebije ją na wylot, że jego ogromny kutas, który wdarł się w jej cipeczkę od dołu, za chwilę wyjdzie jej ustami.
Zawyła z rozkoszy, zaciskając mocno powieki i starając się trzymać wszystkiego, co było zasięgu ramion. Odchylił się mocno do tyłu. Trzymał ją za biodra, a ona wisiała na jego męskości jak szmaciana lalka. Dysząc i jęcząc z rozkoszy odpływała w niebyt.
Właśnie dotarło do niej, że przeżywa najcudowniejszy orgazm na świecie. Jego taran szarpał się w niej w gwałtownych, posuwistych ruchach, rwąc jej trzewia na strzępy. Przez całe jej ciało przebiegał prąd tysiąca kilowatów i nie umiała nad tym już zapanować.
Och, oooch, uuuuaaaaaaahhhh!!! - wyrzucała z siebie, - Tak, taaak… bierz mnie, kurwa, bierz mnie!!! Wyruchaj mnie! Wyruchaj mnie tutaj, teraz!!!
Dyszała głośno i namiętnie, próbując chwytać równowagę.
To było istne szaleństwo. Wszystko działo się tak szybko, że nie nadążała tego rejestrować swoją świadomością. Kiedy nastąpiła kolejna, krótka chwila przerwy, a nie potrafiła określić jak do tego doszło. W panicznym odruchu ucieczki, jeszcze raz ruszyła do przed siebie. To było takie dziwne, ponieważ w tym jednym, krótkim momencie, była przekonana, że oprócz niej w mieszkaniu nie ma nikogo. A jednak, chociaż miała jakąś nikłą nadzieję, że to tylko jej wyobraźnia, jakąś częścią siebie doskonale zdawała sobie sprawę, że on tu jest. Zresztą, w tej chwili nie było czasu na myślenie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz