34. Spenetrować każdy jej zakamarek.
Zanim dotarła do końca, zobaczyłem, że jej twarz zmienia się w dziwny, niezrozumiały dla mnie sposób. Zamknęła czy. Właściwie to zacisnęła powieki bardzo mocno. Przechyla głowę na jedną stronę, szeroko otworzyła usta i bardzo szybko oddychała. Łapała powietrze całymi haustami, jak konający. Nie wiedziałem, co się dzieje. Jej brzuch zaczął się szarpać coraz bardziej intensywnych konwulsjach, a piersi kołysały się we wszystkie strony.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że jej dłoń znajduje się dokładnie na środku słodkiej cipeczki. Palce manipulowały na łechtaczce jak na strunach harfy. Szarpały jak, jakby chcąc wydobyć jakieś dziwne, tajemnicze dźwięki. Cała jej osoba skupiała się na tej melodii, na melodii, którą grała na własnym ciele, na własnych organach.
W tej chwili tak bardzo żałowałem, że nie mogłem tego usłyszeć. Mogłem się tylko domyślać, domyślać się tego, co ona czuje. Widziałem, że jest w swoim, żywiole. Drażniła ją i drażniła. Widziałem tylko jak jej słodkie ciało pokrywa się coraz większą ilością drobniutkich kropelek potu. Widziałem, jak jej piersi błyszczą w promieniach słońca wpadających przez otwarte okno. Ciężko oddychała, zupełnie jakby była bardzo chora.
Dopiero po dłuższej chwili opadła na mnie. Czułem na nosie jej dłonie. Jej drobne, długie palce drażniły także i mnie. Może nieświadomie, ale jednak. Wysunąłem język i zacząłem nim obracać i we wszystkie strony. W odpowiedzi zaczęła jęczeć jeszcze głośniej:
-Ooooooooch, aaaaaach, uuuuuuuaaach!!!
Teraz jeszcze bardziej intensywnie pachniała. To wszystko było takie trudne do ogarnięcia świadomością. No, ale cóż, cóż tu było do ogarnięcia? Trzeba było, po prostu, w to brnąć jak nastolatek, jak gówniarz bez z podstawówki.
Później otworzyła ją swoimi paluszkami, kładąc je po bokach i rozciągając na dwie strony. Jej ciasna jaskinia miłości rozchyliła się niczym egzotyczna orchidea. Mięsiste płatki poruszały się w delikatnych, ale szybkich skurczach. Natomiast sam środek otwierał się i zamykał, hipnotyzując mnie swoim urokliwym, słodkim widokiem. Pachniała jak szeherezada, tak bardzo intensywnie i upojnie.
Tak bardzo chciałem w nią wejść, poczuć jej ciasne podwoje swoim twardym, sprawdzianem zaganiaczem. Nie mogłem się doczekać, kiedy to się stanie.
Dopiero po tym wszystkim pozwoliła mi bardziej dokładnie zająć się swoją pizdeczką. Stało się tak z powodu kilku drobnych faktów, które jednak w tym momencie były dla mnie bardzo ważne. Mianowicie uniosła się nieco do góry i zatrzymała swoją słodką koteczką w takiej odległości, że, bez trudu, mogłem pieścić ją swoim, wysuniętym do przodu, językiem.
W tej pozycji również niewiele widziałem. Zresztą, nie wiem, czy wzrok był tutaj najważniejszym zmysłem. Miałem w zasięgu to, co najważniejsze: jej wilgotną i gorącą brzoskwinkę. Mogłem zająć się z nią najlepiej, jak potrafiłem. To ona mi na to pozwoliła, podpierając swój ciężar na dłoniach i balansując w taki sposób, abym mógł spenetrować każdy jej zakamarek.
Przymknąłem powieki i skupiłem się całkowicie na swoim zajęciu. Wysunąłem daleko swój język i zacząłem poruszać nim od dołu i do góry, wzdłuż całej jej szparki. Za każdym takim ruchem kilkakrotnie trącałem wystającą antenkę.
Jej wargi były bardzo przyjemne w dotyku. Mimo że tak mocno napęczniałe i twarde, to jednak niesłychanie delikatne subtelne i ciekawe w swojej strukturze. Zdaje się, że wywiązywałem się bardzo dobrze ze swojego zadania, bo jej oddech jeszcze bardziej przyspieszył. Jeszcze mocniej zaczęła szarpać się i kurczyć na całym ciele.
Co tu dużo mówić, dopingowało mnie to do jeszcze bardziej precyzyjnego i dokładnego zachowania. Starałem się nie pominąć żadnego, nawet najdrobniejszego, zakamarka, fałdki, czy wypukłości. Bardzo pracowałem nad tym, aby dotrzeć wszędzie. Sprawiało mi to wielką przyjemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz