11. Moje ciało potrzebuje spełnienia.
Dziwne bo czuła, że on tam jest. Czuła to. Wiedziała. Zamarła w bezruchu. Zesztywniała. Drżała w gigantycznym podnieceniu. Chciała i nie chciała. Pragnęła, tak bardzo pragnęła. Chciała zostać i uciec jednocześnie. Chciała kochać się, rżnąć się na całego.
Był tam. Na pewno, był. Nic nie wskazywało na to, że powinien tam być. Ona była jednak pewna. Wiedziała, że tam jest. Kompletne szaleństwo, coś co odbierało jej zmysły.
“Boże, Boże! To niemożliwe!”
Nie umiała tego wytłumaczyć. Wszystko postępowało tak szybko, tak gwałtownie. To wszystko zawładnęło jej świadomością tak do głęboko i tak do końca, że nie była w stanie nad tym zapanować. To coś kazało jej się odwrócić. Coś mówiło:
“Odwróć się mała, odwróć się, a dostaniesz to, co co chcesz, to czego pragniesz.”
Cisza. Nasłuchiwała, czy nikt nie idzie. Cisza na korytarzu, cisza w holu, cisza w łazience. Złowroga cisza, a jednak tak bardzo łagodna i kojąca. Chciała i nie chciała.
“Odwróć się dziewczyno”, - niemal słyszała to w swoich uszach, - “Odwróć się.”
“Nie!” - postanowiła tego nie robić.
Opierała się jeszcze jakąś częścią siebie, jakby myślała, że da się to usunąć, jak niechciany pryszcz. Jednak wiedziała, że będzie żałować.
“Nie! Nie nie odwrócę się! Nie chcę tego!” - pomyślała, chociaż wiedziała, że przeczy samej sobie, że, tak naprawdę, bardzo tego pragnie.
Pragnęła jego fiuta, jego wielkiego, sztywnego, grubego kutasa, który miałby wedrzeć się w jej wnętrze, w jej rozpaloną, mokrą cipeczkę do samego końca, do samego dna.
“O nie, nie! Tak, tak, tak! Bardzo tego chcę!” - kołatało się w jej głowie.
Powoli, jakby mając jeszcze nadzieję, że da się cokolwiek zmienić, centymetr, po centymetrze, zaczęła obracać się wokół własnej osi. Odwracała się niejako wierząc, że zobaczy tam pusty sedes.
Nie zobaczyła. Teraz już nawet nie musiała zamykać oczu.
Siedział tam. Siedział na tym klopie: goły, ze sterczącym fiutem, oparty o spłuczkę. Rozsiadł się wygodnie, delikatnie rozchylił uda. Tak bardzo zapraszająco ściskał jaja między swoimi nogami. Wielki wór wyłaził z pomiędzy nich, a ona drżała. W ostatnim odruchu chciała uciec jeszcze, cofnąć się, ale już nie potrafiła. Coś pchało ją w jego stronę. To było bardzo silne.
-Nie, nie! - wyrwało się jej gardła w ostatnim geście obrony.
Jednak czuła się taka słaba. Coś tak bardzo ciągnęło ją do niego. Coś tak mocno przyciągało jej ciało. Był jak magnes.
-Och nie! Nie! Co ty robisz?! Co ty ze mną robisz?!
W tym momencie stało się jeszcze coś, coś co przerosło jej najśmielsze wyobrażenia o rzeczywistym świecie. Nagle uświadomiła sobie, że jest naga, kompletnie goła. Tak jak wczoraj, chciała uciec, lub też rzucić się w jego ramiona. Jedno z dwóch. Walczyła ze sobą, jakby miała nadzieję, że jeszcze coś zdoła jej się utargować. Tylko co i od kogo?
“Och nie, przecież jestem porządną dziewczyną. Jestem, jestem, jestem… kim jestem?”
Cisza. Wiedziała już.
“Jestem dziwką, jestem ostatnią szmatą, jestem zepsuta do szpiku kości! Poddaję się. Nie potrafię się oprzeć temu gołemu facetowi. Nie potrafię się oprzeć temu wielkiemu fiutowi sterczącemu między jego nogami! Nie potrafię, nie potrafię! Płonę! Moje ciało potrzebuje spełnienia!”
Podeszła do niego jakby bez woli, jakby pragnąc go jak kochanka, jakby walcząc jeszcze i nie walcząc. Podeszła, szerzej rozsunęła swoje uda, przestąpiła jego kolana, chwyciła go swoimi drobnymi dłońmi, ujęła za te silne ramiona, za te wielkie, umięśnione barki i powoli, bardzo powoli, zaczęła opadać. Centymetr, po centymetrze do dołu, niżej, jeszcze niżej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz