2. Słyszała kroki.
W pewnym momencie podniosła się nawet ze swojego krzesła, aby się rozejrzeć, ale przy tak wielkiej ilości osób na sali nie było możliwe wyłowić tej jednej która próbowała bawić się jej kosztem.
-No co tam Alicjo. Widzę, że jesteś bardzo podekscytowana. Uwielbiam cię. Taka piękna dziewczyna i ten twój ciepły uśmiech… hmmm...
Zmieszała się.
-Och, niech pan przestanie…
Zapomniała całkowicie o tym, że całą rozmowę miała przeprowadzić według skryptu. Tabelka na ekranie dokładnie wskazywała, jakie pytanie powinna teraz zadać i jakiej należało spodziewać się odpowiedzi. Tymczasem to, co usłyszała w żadnej mierze nie pasowało do sztywnych, zawodowych ram.
-Proszę, uśmiechnij się jeszcze raz. Och, jak ładnie pachniesz Alicjo, - usłyszała wyraźne, głębokie westchnienie.
-Ależ, proszę pana…
Nagle, z pewnej siebie osoby, stała się małą, wystraszoną dziewczynką, której ktoś, w niedwuznaczny sposób, zwrócił uwagę, a ona chciała schować swoją buzię w płaszcz tatusia, mając nadzieję, że nikt już jej nie będzie widział. Z drugiej jednak strony, była niesamowicie ciekawa, kto kryje się za tym przyjemnym głosem.
-Och Alicjo, słyszę twój przyspieszony oddech, czuję bicie twojego serca, a te ciarki, które zaczynają biegać po twoich plecach…
-Proszę pana, niech pan się nie wygłupia… - powiedziała drżącym głosem.
-Ależ, droga Alicjo, ja się nie wygłupiam, ja jestem pod wrażeniem. Jestem twoim wielkim fanem.
-Ale… och… - westchnęła i oparła się wygodnie w fotelu.
W tej samej chwili poczuła, że między jej nogami robi się mokro.
“Boże, kto to może być?” - pomyślała próbując zapanować nad swoim ciałem.
Połączenie zostało przerwane. Przed zakończeniem dnia pracy, kilkakrotnie słuchała tej rozmowy ze swoim kierownikiem. Wszystko rzeczywiście wydawało się bardzo dziwne, jednak, do żadnych konkretnych wniosków nie doszli.
Jako że była to popołudniowa zmiana, do domu musiała wracać już po zmroku. Nie lubiła pracować na popołudnia. Idąc do metra, musiała przejść przez słabo oświetlone przejście podziemne. Zwykle było w nim dużo ludzi, jednak tym razem, tunel zdawał się być kompletnie pusty i głuchy. Na dodatek, jakimś dziwnym trafem, większa część jarzeniówek pod sufitem przestała świecić. Panował półmrok. Odczuwała dziwny, trudny do sprecyzowania, niepokój już od samego wyjścia z biura. Niepokój ten nasilił się, kiedy zbliżyła się do podziemia.
Pokonała schody i znalazła się na, pokrytej gładkimi płytkami gładkiej podłodze. Szła szybko równo i miarowo. Słyszała swoje własne kroki odbijające się od ścian.
Nagle zatrzymała się. Przez chwilę trwała tak bezruchu, a później rozejrzała się niepewnie. Coś jej się nie zgadzało. Zdawało się jej… chociaż może się tylko zdawało… miała wrażenie, że słyszy więcej niż jedne kroki. Potrząsnęła głową.
“Może to było tylko echo. Tak to musiało być echo. Na pewno echo”, - pomyślała.
Zatrzymała się jeszcze raz, ale słyszała tylko ciszę. Ruszyła więc dalej. Po pokonaniu kolejnych kilkunastu kroków, znów się zatrzymała. Nie, oczywiście, wyraźnie ktoś za nią szedł. Odwróciła się. Korytarz był kompletnie pusty. Teraz bała się już na dobre. Mimo wszystko, nie był to paniczny strach, jak zaszczutej ofiary w horrorze. Po prostu, był to niepokój wymieszany ze zwykłą ciekawością. Nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego tak się czuła. Być może było to związane z dzisiejszym telefonem w biurze, być może z innymi okolicznościami. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, chociaż, jak się później zastanawiała, postępowa zbyt lekkomyślnie.
Kiedy się odwróciła, aby ruszyć do przodu, miała wrażenie, chociaż raczej zdawało jej się, że kątem oka dostrzegła cień, raczej zarys sylwetki jakieś dwadzieścia metrów za sobą. Szybko spojrzała w tamtym kierunku, lecz nic tam nie było. Pomyślała, że jest przewrażliwiona i ruszyła dalej. Jednak, znów słyszała kroki za sobą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz