62. Gorąca cipka buchała ogniem.
Alicja, wbrew pozorom, była dużo bardziej rozgarnięta i opanowana, niż jej koleżanka. Chociaż może, po prostu, miała większe doświadczenie z tym ich niewidzialnym kochankiem. W pewnym momencie otrząsnęła się z pierwszego szoku i zdała sobie sprawę, że musi zrobić coś inaczej. Chociaż raz i to właśnie teraz, w tym momencie. Uświadomiła sobie, że nie może postępować cały czas zgodnie z jego wskazówkami, nakazami, czy też rozkazami. W ten sposób ani niczego się nie dowie, ani niczego nie zmieni.
W pewnym momencie wyrwała się z jego objęć. Jej oczy płonęły, były jak oszalałe. Usta wyrzucały powietrze raz, po raz. Wstała i razem ze sobą prawie poderwała go na równe nogi. Znajdowali się naprzeciw siebie. Ona trzymała go głowę, a w zasadzie za szyję. Podtrzymywała jego brodę i kierowała w stronę swoich ust. Robiła to śmiało, bez najmniejszego lęku, czy skrępowania. Patrzyła w jego twarz i nie pozwalała odwrócić mu wzroku. Dyszała mu prosto w usta. Była w krańcowym podnieceniu bliskim orgazmu.
On tymczasem, skierował swoją wielką dłoń w jej krocze. Nakrył jej cipkę całą jej powierzchnią jak parasolem. Od razu zakręciło się jej w głowie. Była przekonana, że za chwilę straci przytomność. Wsunął palec wskazujący sam środek jej słodkiej szparki, a ona jęknęła cicho:
-Uuuuuaaaaaahhhh…
Mimo to, nie zwolniła uścisku, nie uwolniła jego głowy. Cały czas trzymała ją mocno i zdecydowanie. Patrząc mu w oczy, wycedziła ledwie słyszalnym głosem:
-Widzisz, nie boję się ciebie. Skąd jesteś, kochanku mój? Powiedz, skąd?
Dyszała ciężko. Już za moment ich usta miały się spotkać w gorącym, namiętnym i wybuchowym pocałunku.
Coś się jednak zmieniło. Teraz to ona prowadziła tą grę, to ona stawiała warunki, to ona wyznaczała zasady i nie zamierzała zamieniać się rolą. Czuła się coraz bardziej pewna, z każdą sekundą jej obawy malały, ustępując miejsca stanowczości i zdecydowaniu. Postanowiła wykorzystać tą sytuację na swój własny sposób, wykorzystać tego samca do swoich prywatnych celów, do spełnienia swoich najskrytszych marzeń. Zdawało się to całkowicie możliwe i realne.
Nawet nie potrafiła wyjaśnić, jak to się stało. Trzymając jego głowę wysoko w górze, na poziomie swoich oczu, w pewnym momencie zaczęła naciskać na nią z góry i obniżać jego sylwetkę coraz bardziej i bardziej, mając nadzieję, że w końcu uklęknie.
Tak właśnie stojąc, szamocząc się i siłując jak para nastolatków, przesunęli się w stronę szafki, znajdującej się pod ścianą. Drżała, lecz wiedziała, że nie może ustąpić. Oparła się pośladkami o jej krawędź, a on, wbrew pozorom, opadł na kolana. Mimo podniecenia, chciało się jej śmiać. Był jak mały chłopczyk, jak posłusznie dziecko, jak niewolnik. Teraz wystarczyło tylko, aby szeroko rozsunęła swoje uda i skierowała jego twarz tam, gdzie chciała, do centrum swojej rozpalonej kobiecości.
Przez dłuższą chwilę nie wypowiedziała ani jednego słowa. Trzymała jego twarz skierowaną wprost na swoją cipkę i powoli przesuwała ją coraz bliżej i bliżej. Nie spuszczała go z oczu. Był dla niej jak ten wibrator, którym posługiwała się już nie jeden raz. Tyle tylko, że on był żywy, ciepły, wręcz gorący i o wiele bardziej sprawny, bardziej podniecający. Mimo wszystko, był jak zabawka.
“Udało się!” - myślała gorączkowo, - Mam cię, o mam cię!
-Liż mnie. Boże, liż mnie głęboko. O tak, tak! Liż moją wisienkę! O tak, od dołu do góry. Tak, dobrze, dobrze. Pracuj swoim językiem, - jęczała półprzytomnie.
Kierowała jego usta dokładnie tak, jak chciała, starając się precyzyjnie trafić w najczulszy punkt.
-Dobrze, a teraz odwrotnie, z góry do dołu. Dobrze, teraz inaczej. Okej, z drugiej strony. O tak, tak! Ooooo Boooooże! Cuuudownie! - dyszała.
Po chwili, przymykając powieki, ale wciąż nie spuszczając z go ze swoich oczu, nakazała:
-A teraz pracuj, rób kółeczka w prawo. Ooooo taaaak!
Drżała.
-Oooooooohhhhh, ooooooohhhhh… och, jak mi dobrze! W drugą stronę! Ojejku, nie wytrzymam! Och, jak cudownie! Jeszcze, jeszcze!
Wcisnęła jego twarz jeszcze głębiej, a on chwycił jej pękatą wisienkę w swoje usta. Poczuła, że przed jej oczami robi się ciemno. Jej ciało parowało, gorąca cipka buchała ogniem, a ona, trzęsąc się, ledwie trzymała się na krawędzi tej szafki. To było trudne do wyobrażenia jakimikolwiek słowami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz