65. Deszczem białego pożądania.
Wielki fiut z grubą żyłą oplatającą jego łeb, siedział tylko małym kawałeczkiem w jej rozgrzanej jaskini.
W pewnym momencie doznała wrażenia, że stał się jakiś cud, jakaś rzecz, czy zjawisko wykraczające poza możliwości jej poznania. Chociaż, tak naprawdę, wszystko było na swoim nowym miejscu. Wszystko było takie normalne i zwykłe. W pewnym momencie odwróciła się przodem do jego twarzy i usiadła na kaloryferze. Najpierw wszedł z nią do samego końca. Pozostał tak przez długi moment, nie poruszając się. Czuła tylko, jak pulsuje i szarpie się niczym dziki ogier. Później wysunął się z niej swoim członkiem prawie do samego końca. W jej wilgotnej i pulsującej norce siedziała już tylko sama głowica. Była zanurzona jedynie do połowy jej kobiecości.
Alicja błagała aby zanurzył się głębiej, aby chciał wjechać trochę dalej. Rzucała się niczym ryba na gorącym blacie, jakby za chwilę miała dokonać żywota. Drgała w krańcowych spazmach rozkoszy, a przez całe jej ciało przepływały słodkie gorące i, zarazem zimne, dreszcze. One odbierały rozum i nie pozwalały myśleć racjonalnie. Jej dłonie automatycznie powędrowały w kierunku tego najdroższego punktu, opadły po obu stronach muszelki i delikatnie rozwarły ją na boki.
Mogła tego dokonać, ale nie wiedziała dlaczego, jeszcze nic nie zrobiła. Drżąc i szarpiąc się w krańcowych konwulsjach słodkiej rozkoszy, trwała tak, trzymając jego fujarę ledwie za sam koniec w swojej słodkiej, gorącej i wilgotnej pizdeczce. Czekała. Czekała, nie wiedząc, na co. Chociaż, może wiedziała. Tak, ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Czuła, co za moment się stanie.
Wielki fiut z grubą żyłą oplatającą jego łeb, siedział tylko małym kawałeczkiem w jej rozgrzanej jaskini. Wyglądało to jakby posuwał dziewicę, jakby bał się, albo nie mógł wjechać dalej. Doskonale widziała jak jej kochanek coraz mocniej dygocze i szarpie się. Widziała grymas jego twarzy, widziała, jak odpływa gdzieś bardzo daleko, widziała, że jest nieobecny. Trzymała płatki swojej różyczki delikatnie rozpylone na boki, opuściła głowę i uważnie się temu przyglądała. Przyglądała się temu niesamowitemu zjawisku, temu czemuś, co, za chwilę, miało się stać.
Po kilku minutach nie była w stanie już tego powstrzymać. Zachwiała się i oparła plecami o ramę okna. Wypięła w kierunku jego prącia swoją podnieconą pizdeczkę i drżała, nie mogąc już powstrzymać tego niesamowitego, słodkiego uczucia. Czekała, błagając w duchu, by wreszcie coś się stało.
Był taki doskonały, taki wielki, gruby. Siedział tak niewinnie, tylko na samym początku, a mimo to, tak mocno rozpierał jej wargi, tak słodko drażnił, przyprawiając o obłęd. Nie mogła skupić wzroku, nie mogła zatrzymać swojej uwagi na niczym konkretnym. W duchu wyrzucała z siebie niemy krzyk, krzyk, który brzmiał jak rozpacz. Słodki krzyk rozpaczy i podniecenia.
Chwycił swoją grubą lagę, jeszcze mocniej ścisnął i przytknął z całych sił, coraz bardziej nabierając od dołu na łechtaczkę. W tym momencie całkowicie przestała istnieć. Widziała tylko koncentrycznie wirujące kręgi w przeróżnych barwach. W uszach słyszała szum i tętent rozpędzonego tabunu koni. Patrzyła na niego oczami, które nie widzą i czekała na ten jeden moment, błagając w duchu, by wreszcie zrosił jej cipkę deszczem białego pożądania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz