57. Gigantyczne przyrodzenie.
Ta, drżąc na całym ciele, jakby była chora, dygocząc w oczekiwaniu na słodkie pieszczoty tym niesamowitym, wielofunkcyjnym urządzeniem, ledwo zdołała oderwać się od koleżanki. Kiedy się jej już to udało, zrobiła dwa kroki do tyłu, usiadła na łóżku, popatrzyła na nią, a później, wzdychając, zrobiła maślane oczy. Po pokazie słodkiego zaangażowania, położyła się grzecznie na plecach. Leżąc tak, z początku patrzyła w sufit, a w chwilę później przymknęła powieki i, wyobrażając sobie różne, miłosne sceny, starała się jeszcze bardziej podkręcić gorącą atmosferę.
Bez trudu potrafiła wyobrazić sobie, jak jakiś kochanek pieści jej ciało swoim językiem, dłońmi oraz penisem. Jej wyobrażenia były nadzwyczaj realistyczne. Tak jakby rzeczywiste, bez najmniejszego trudu udało się jej to osiągnąć.
W tej chwili nie mogła ocenić, ile czasu mogło to wszystko trwać. Zdaje się, że na krótką chwilę odpłynęła w krainę marzeń. Nie było jej. Poczuła się tak dobrze, tak wspaniale, że, przez chwilę, cały świat zdawał się być lepszy, jednak nie mogła nawet podejrzewać, że stanie się to.
Ta przerwa nie mogła trwać aż tyle. Nie aż tak długo. To było zbyt mało na jakąkolwiek, kategorycznie dużą, zmianę w jej otoczeniu. Niemniej, czy tego chciała, czy nie, po jakimś bliżej nieokreślonym czasie, tknięta ledwie wyczuwalnym przeczuciem, ostrożnie otworzyła oczy. Nie widząc koleżanki, uniosła głowę.
To, co zobaczyła, wprawiło ją w taki szok, że przez kilkanaście, może kilkadziesiąt, sekund nie potrafiła dojść do siebie. Kompletnie nie wiedziała, co się dzieje. Teraz już na poważnie pomyślała, że dzieje się z nią coś złego, że zwariowała, że z jej głową jest coś nie w porządku.
-Booooże, - westchnęła głęboko.
Tuż za drewnianą ramą łóżka, dosłownie, w jej nogach znajdowała się jej koleżanka, Alicja. Kurczę, niby ta sama, a jednak jakaś inna. Szok. Patrzyła i nie wierzyła temu, co się dzieje, temu, co widzi. To było nie do opisania.
Alicja klęczała na podłodze, właściwie, siedziała po turecku i, tak jakby, jej nie było. Tuż przed nią stał goły facet, ten sam, którego widziała kilka minut wcześniej. Jego wielka, stercząca, gruba rakieta w całości wypełniała jej usta.
Trzymał ją mocno za głowę i przyciskał do swojego krocza. Nie pozwalał się ruszyć. Ona sama, nie krztusząc się, nie dławiąc, pochłaniała jego gigantyczne przyrodzenie.
-Oooch, - westchnęła Eliza.
To coś musiało przecież dotrzeć do samego jej gardła. Jak ona to robiła?!
-Oooooch, - westchnęła jeszcze raz.
Drżała, szarpnęła się w konwulsjach rozkoszy, prawie doznając orgazmu.
-Uuuuuuoooooch! - odezwała się jeszcze raz.
To było niesamowite. Jej koleżanki, po prostu, już nie było. Przynajmniej świadomie była gdzieś indziej. Tu była ciałem, ale nie duchem. Trzymała gościa za uda i poruszała głową na boki tak, aby jego wielki kutas wlazł w nią jeszcze głębiej. Jej włosy były zmierzwione, rozrzucone po całej twarzy. Zakrywały jej policzki i oczy, ale i tak nie dało się ukryć, w jaki sposób to wszystko się odbywa.
Ona była jak zwierzę: taka odrealniona i nierzeczywista, wręcz pozbawiona człowieczeństwa. On stał przed nią na ugiętych kolanach, kołysał się, ledwie trzymając równowagę i trzymał ją za głowę. Przyciskał ją mocno do siebie. Wzdychał i stękał.
Eliza tylko drżała, nie mogąc opanować, wciąż narastającego, podniecenia. Myślała, że znalazła się w jakimś obcym świecie, że to jest tylko sen. Przecież to nie mogło być realne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz