64. Była orgazmem.
Czuła jak bezlitośnie napiera na przednią część pochwy, jak wciska się z całą intensywnością, sprawiając, że łechtaczka wysuwa się maksymalnie do przodu i przypomina wielkiego, połyskującego śluzem, ślimaka.
Zdążyła tylko położyć stopę na kaloryferze. Pamiętał chyba jeszcze czasy komuny. Jego żeberka były duże i chłodne. Jej kochanek, tymczasem, już w niej był. Jego kutas wygięty w piękny łuk wciskał się w rowek kakaowego oczka i sunął w samo sedno jej spragnionej, gorącej kobiecości. Czuła jak bezlitośnie napiera na przednią część pochwy, jak wciska się z całą intensywnością, sprawiając, że łechtaczka wysuwa się maksymalnie do przodu i przypomina wielkiego, połyskującego śluzem, ślimaka. Pulsowała, była gorąca i domagała się dodatkowych pieszczot.
Płatki różyczki obejmowały jego wielką, grubą, sękatą fujarę, ślizgały się, chowając i wysuwając: do przodu i do tyłu. Jego biodra poruszały się wolno, niespiesznie. Wynikał w nią głęboko, unosząc za każdym razem jej ciało. Trzymał ją w talii, ruchał jak prawdziwy, namiętny kochanek.
W amoku podniecenia, starała się ująć jego głowę, chwycić za szyję. Całował jej jej twarz raz przy razie. Zamknęła oczy, dyszała głośno:
-Oooooooch, oooooooch, oooooooooch! Tak mi dobrze, oooooooch!
Była jednym wielkim podnieceniem, jeden wielkim pożądaniem. Działo się dokładnie to, czego pragnęła. Obejmował ją wspaniały, cudowny, gorący kochanek, kochanek, który przybył nie wiadomo skąd. Kochał się z nią jak idealnie skonstruowany robot, posiadał ją bez reszty, a ona była taka szczęśliwa, nie chciała tego przerywać.
Później było już tylko gorące, cudowne zapomnienie. Złączeni w jedną całość, zgrani z sobą jak cudowny, boski mechanizm, rozumieli się bez słów. Patrząc sobie głęboko w oczy, dysząc, odwrócili się przodem do siebie. Stali tak przez chwilę, która zdawała się być całą wiecznością, a później on usiadł na krześle, chwycił ją w talii, delikatnie posadził na swoich biodrach. Czuła jak jego wielki twardy penis wchodzi w jej wnętrze i powoli, łagodnym ruchem, rozpiera jej uda na boki.
Drżała jak galareta, wstrzymując oddech i bojąc się, że nawet bicie jej serca, może przerwać ten cudowny akt. Delikatnie, stopniowo opadała na jego męskość coraz głębiej i głębiej. Jej pośladki zaciskały się w gwałtownych, gorących skurczach, a cipka szalała, nie mogąc pojąć, że coś tak wielkiego, żylastego i sękatego tego może przedzierać się przez jej wnętrze.
Patrzył na nią, a na jego twarzy pojawiły się drobniutkie kropelki potu. Drżał. Jego oczy były nieobecne. Widział tylko ją, tylko jej twarz. Czuła, że za moment, być może za kilka sekund, wystrzeli w jej cipkę ogromną ilością gorącej, spienionej spermy, że wypełni ją po brzegi. Patrzyła na niego i również cała się trzęsła. To było jak boski odlot do nieba, chwila zatrzymana w czasie, boski akt dopełnienia, który zdawał się trwać wiecznie.
Nie umiała nawet ocenić, jak to się dzieje, jak to wszystko dokładnie się odbywa. Nie rejestrowała poszczególnych czynności, odbierała tylko, i to na dodatek wszystkimi zmysłami, każdą komórkę swojego, rozbudzonego do granic możliwości, ciała, ciała które kurczyło się w spazmach rozkoszy.
Jej kochanek wyparł się wygodnie na swoim krześle, a dłońmi chwycił jej uda i uniósł do góry. Przechylił ją na siebie, na swój spocony tors. Poddała się temu ruchowi, chwytając go za szyję, obejmując ją szerokim uściskiem ramienia, a po chwili ich usta złączyły się w gorącym, namiętnym pocałunku.
Całowała jego wargi. Ich powieki były zaciśnięte, a usta tańczyły w słodkiej rozkoszy wzajemnych pieszczot, takie spragnione siebie, takie nieokiełznane, niczym wędrowiec na pustyni, pragnący tylko wody.
Nagle dopełniło się to, czego chciała, to czego podświadomie pragnęła, chociaż, w tej chwili, nie wypowiedziała ani jednego słowa. Jego dłoń znalazła się na jej gorącej, napęczniałej do granic możliwości, wisielce. Jego palce były jak poparzone, podskakiwały i tańczyły na wargach, dotykały najgorętszych, najbardziej delikatnych miejsc. Grał na jej kobiecości i niczym na harfie, a ona, mając zajęte usta, zamknięte oczy, odlatywała w kosmos.
Czuła jak jej cipka zaciska się coraz mocniej. Nie mogła już zapanować nad tym stanem. Szarpała się raz po raz, coraz gwałtowniej, coraz bardziej intensywnie, domagając się tego, najbardziej cudownego na świecie, uczucia, tej jednej, ulotnej chwili, która miała nie mieć końca. Czuła, że niemal podskakuje w tych skurczach, czuła jak drży, jak szarpie się. Była jednym, wielkim doznaniem. Była orgazmem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz