52. Boję się o ciebie.
Patrzyła przed siebie. Zakładając ręce na piersiach, jakby bała się spojrzeć swojej przyjaciółce prosto w oczy, jakby nie mogła uwierzyć, że ta kiedykolwiek może ją zrozumieć, patrzyła w podłogę. Tymczasem, koleżanka po usłyszeniu jej opowieści, zabarwionej takimi drobnymi szczegółami bardzo się wzruszyła. Można powiedzieć, że podniecenie, które którego doświadczyła Alicja, w jakiś bliżej nieokreślony sposób zdołało udzielać się także i jej.
To było dziwne, ale bardzo przyjemne. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Niemniej w tym jednym momencie poczuła jakąś dziwną, niesamowitą bliskość, jakiś związek ze swoją przyjaciółką. To było coś znacznie więcej, niż zwykłe koleżeństwo, może nawet więcej niż przyjaźń, która ich łączyła.
Patrzyła na nią z czułością, mając ochotę ją w tej chwili dotknąć. Ku jej zadowoleniu, wkrótce to i tak się stało.
Kiedy Alicja kończyła ostatnie zdanie, odezwała się tymi słowami:
-No nie wiem, czy ja jestem całkiem normalna. Nie wiem, czy to, co się stało, wydarzyło się naprawdę. Może wszystko było tylko snem. Nie potrafię tego do końca odróżnić. Z jednej strony, wszystko wskazuje na to, że było to jednak jakieś rzeczywiste i konkretne zdarzenie, że to był realny facet, z krwi i kości…
Tu przerwała na chwilę.
-Facet z fiutem aż do nieba, - zaczęła po chwili z westchnieniem, - facet, który, w jakiś dziwny sposób, dostał się do mojego domu.
Najwyraźniej miała problemy z wypowiedzeniem swoich myśli i doznań w sposób bardzo precyzyjny.
-Pozostaje jednak pytanie, - ciągnęła, - jak tego dokonał? W jaki sposób się tutaj znalazł. Jak to się stało, że tak doskonale się u mnie zadomowił? Przecież ja go nie wpuszczałam. Czy to jakieś nadprzyrodzone siły?
Zamyśliła się.
-Wiesz, - mówiła, - z drugiej strony, mam świadomość, że przecież było to nierealne, nierzeczywiste. To wszystko działo się w mojej głowie. Przecież te wszystkie zdarzenia w naszym biurze, no wiesz… kiedy to… co tam ze mną robił… to nie mogło być rzeczywiste, na pewno. Jednak przeżywałam to tak bardzo realistycznie. To było tak, tak jakby działo się naprawdę. Nie wiem, czy nie dzieje się ze mną coś złego, czy jestem całkiem normalna.
Koleżanka nie potrafiła odpowiedzieć na te jej wszystkie, trudne przecież, pytania, ale coraz bardziej wzbierała w niej czułość i pragnienie bliskości. Pomimo, że Alicja w tej chwili nie patrzyła na nią, ta wciąż wpatrywała się w jej twarz bardzo uważnie i z nieukrywaną troską, a nawet czułością.
Po chwili położyła dłoń na jej kolanie i zaczęła delikatnie głaskać. Druga jej ręka automatycznie powędrowała w kierunku piersi na których splecione były jej przedramiona. Zaczęła je delikatnie gładzić i dotykać jak czuła kochanka.
-Wiesz, - odezwała się po kilku minutach, - czasami już tak jest. Czasami nie wszystko da się, tak po prostu, wyjaśnić. Nie na wszystkie pytania mamy dobre odpowiedzi. Nie wszystkiego możemy się od razu dowiedzieć. To zupełnie i naturalne.
Przerwała na chwilę. Przełknęła ślinę i odezwała się znowu:
-Moim zdaniem, powinnaś udać się do psychiatry. Tak na wszelki wypadek. Boję się o ciebie.
Alicja zawahała się.
-No nie wiem… tak mówisz?
-To nie jest takie proste. Nie każ mi brać odpowiedzialności za siebie. Wiem, że to wiąże się z dużym ryzykiem.
-Jakim ryzykiem? - zaniepokoiła się.
Eliza po chwili milczenia odezwała się ponownie.
-Powiem tak. Może nie rób tego w tej chwili. Może rzeczywiście, nic ci nie jest, a mogą tylko przypiąć ci etykietę choroby psychicznej. Od czegoś takiego trudno jest się później uwolnić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz