Szukaj na tym blogu

2 października 2019

Niewidzialny kochanek.

82. Do stacji o nazwie orgazm.

Dziewczyna czekała, drżąc, kiedy wykona pchnięcie, kiedy ten pociąg wjedzie w ten tunel, a ona popłynie razem z nim do stacji o nazwie orgazm. Czekała.


W tym samym momencie poczuła, że musi dokładniej bardziej skupić się na tym, co robi jej kochanek, ten Amor, słodki aniołek miłości. On tymczasem bardzo powoli odpuścił. Ostrożnie wysunął się z jej cipki, co przyprawiło ją o kolejne, niesamowicie głębokie, a jednocześnie tak bardzo subtelne, dreszcze, szarpiące i rzucające na wszystkie strony jej ciałem. Jej słodka cipeczka pulsowała, odbierając całą swoją powierzchnią, całym swoim wnętrzem tak bardzo bogatą, tak bardzo pełną gamę wszelkiego rodzaju doznań, tak bardzo subtelnych i delikatnych, a jednocześnie tak bardzo i intensywnie przejmujących całe jej jestestwo, wszystko to, co sobą reprezentowała. 
Wysunął się tak bardzo powolutku, dosłownie milimetr po milimetrze. Absolutnie nigdzie się nie spieszył. Ona tymczasem, leżąc na wznak, na tej zimnej podłodze, nie próbowała nawet na niego patrzeć. Ułożyła głowę na tych płytkach, tak bardzo niewygodnych i patrzyła w sufit. Mimo tych niedogodnych warunków, stara się skupić na doświadczeniu i na braniu, na odczuwaniu tego wszystkiego, co jej ofiarowywał. Czuła go tak mocno i tak bardzo delikatnie, a jednocześnie tak niesamowicie przejmująco. 
Kiedy wysunął się z niej do samego końca, miała wrażenie, że znalazła się nad przepaścią i za chwilę stoczy się w dół kolejką rollercoaster, która na dodatek nie ma żadnych hamulców. Pewnie nie byłoby potrzeby, aby wchodził z nią po raz kolejny. I tak by pewnie doznała orgazmu. Jej i tak już było nadzwyczaj cudownie. Czy mogła w tej chwili więcej chcieć? Czy mogła więcej wymagać od niego? 
W głowie miała burzę hormonów i emocji, tak bardzo intensywnych doznań. Była tak bardzo nieobecna. Po jakimś czasie (tego też nie potrafiła określić) nastąpił taki moment, kiedy zdecydował się na przerwę między jednym aktem, a drugim. 
W momencie, kiedy wysunął się z jej gorącego wnętrza do samego końca i miał zamiar wsunąć się ponownie, nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, gdzie jest, jak daleko siedzi teraz od niej, jak daleko jest ten wielki kutas od jej gorącej cipeczki, ten wielki drąg, zaganiacz, ogier od jej mokrej, wilgotnej, kurczącej się w spazmach rozkoszy, pizdeczki. Nie miała pojęcia kiedy zaatakuje po raz drugi. Jak szybko to się stanie? Jak będzie to wyglądało? Jak gwałtowny będzie to atak? Jak będzie to odbierać sama? Czy będzie w stanie to wszystko znieść? To było takie słodkie, subtelne i tak bardzo, bardzo gorące. 
Po chwili poczuła go, lecz wbrew w pozorom, nie był to gwałtowny atak. Trzymając swojego wielkiego chuja, który był już tak sztywny i twardy, że rwał się do góry niczym resor samochodowy, a on naciskając go do dołu, wsuwał go między jej płatki. Gruby wielki łeb siedział w samym przedsionku,  rozpierając jej cipeczkę bardzo szeroko, ale delikatnie. 
Dziewczyna czekała, drżąc, kiedy wykona pchnięcie, kiedy ten pociąg wjedzie w ten tunel, a ona popłynie razem z nim do stacji o nazwie orgazm. Czekała. Trzymał tak swojego chuja i nie robił absolutnie nic. Pamiętała, że raz już tak było. Wtedy spuścił się na brzegu muszelki, a teraz chciała go głęboko w sobie, chciała go mocniej. Tak bardzo pragnęła tak bardzo chciała. 
 Kiedy wjechał, znów myślała, że to już jest koniec, jej koniec. Znów odczuwała go tak mocno, chociaż nie był to zbyt szybki ruch. Wszedł tak normalnie, może niezbyt powoli, ale nie był też gwałtowny. Nie uderzył zbyt silnie, jechał, po prostu, tak sobie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...