6. Bierz ją w obroty!
-Jasne, młody, gdzie moje dobre maniery.Ujął mnie za rękę. Spojrzałem na niego kompletnie zbity z tropu. Byłem przekonany, że chodziło mu tylko o to, abym mógł nie przeszkadzał, tymczasem on powiedział: -Przepraszam, to ty ją pierwszy wyczaiłeś, więc teraz masz pierwszeństwo. Proszę…
Nie zastanawiając się nad tym, stanąłem w obronie zupełnie obcej osoby. Za plecami miałem trzech rosłych chłopów, a przed sobą subtelną, piękną kobietę, która, jak mi się zdawało, potrzebowała mojej pomocy. Wybór był bardzo trudny.
Janek, Grzesiek i Andrzej byli moimi przyjaciółmi. To właśnie z nimi spędziłem większość swojego, szkolnego życia. Tymczasem, ona… no cóż, nawet nie znałem jej imienia. Czym się kierowałem? Altruizm? Może na coś liczyłem? Na co? Że po wszystkim, w nagrodę, pójdzie ze mną do łóżka?
Nie wiem. Być może, a być może, po prostu, bałem się konsekwencji tego, co za chwilę mogło się stać. Jak do tej pory, nie miałem żadnych konfliktów z prawem i, raczej, nie chciałem ich mieć. Niemniej sytuacja, w której się znalazłem, w prostej linii, prowadziła lato poważnych kłopotów. No cóż, poza tym dziewczyna była bardzo atrakcyjna i nie chciałem, by stało jej się coś złego. Mimo swoich skromnych możliwości, chciałem trochę o nią zawalczyć.
-Janek! - uniosłem głos.
Myślałem że to coś pomoże. Nie zareagował. Minął mnie.
-No laska, zabawimy się…
Odsunęła się, ale nie uciekała. Dlaczego tego nie zrobiła? Przecież mogła skoczyć do wody i odpłynąć. Widocznie była przekonana, że nic złego jej się nie stanie.
-Och, słodziutka ty moja, no chodź do mnie, jesteś taka śliczna… - Janek był coraz bardziej podniecony.
Stała nieruchomo, patrzyła na nas proszącym wzrokiem, ale nie uciekała.
-Proszę, oddajcie mi moje ubrania.
Wszyscy trzej kierowali się w jej stronę. Patrzyłem raz na nich, raz na nią. Podchodzili powoli. Ich cienkie kąpielówki o mało nie popękały od sztywnych, grubych penisów.
-No dobra… najpierw zobaczymy, co jesteś warta, a później się zastanowimy - odezwał się, zdecydowanym głosem, Janek.
Zanosiło się na to, że za chwilę będę świadkiem gwałtu. Podszedł jeszcze bliżej i bez ceregieli zaczął ściągać swoje spodenki. Jego penis wyskoczył spod nich, niczym kawał wielkiego, solidnego drąga. Wszystkie jego mięśnie były napięte, a on sam zdecydowany był na osiągnięcie swojego celu.
-Panowie, przytrzymajcie mi ją! Nie chcę, żeby się zbytnio szarpała, - zwrócił się do pozostałych.
Ruszyli w jej stronę. Patrzyła proszącym wzrokiem.
-Nie róbcie mi krzywdy.
-Słoneczko, o czym ty mówisz?! Jakiej krzywdy? Będziesz miała tak dobrze, że długo tego nie zapomnisz, - tłumaczył, pewnym siebie, głosem.
Dopiero teraz, powoli zaczęła się cofać. Wiedziałem, że muszę coś zrobić, bo na moich oczach stanie się coś strasznego.
-Janek, zaczekaj! - krzyknąłem, bez zastanowienia.
Odruchowo, chwyciłem go za ramię. Jakimś cudem zareagował. Odetchnąłem z ulgą.
-Jasne, młody, gdzie moje dobre maniery.
Ujął mnie za rękę. Spojrzałem na niego kompletnie zbity z tropu. Byłem przekonany, że chodziło mu tylko o to, abym mógł nie przeszkadzał, tymczasem on powiedział:
-Przepraszam, to ty ją pierwszy wyczaiłeś, więc teraz masz pierwszeństwo. Proszę…
Stanąłem jak wryty. Kompletnie nie wiedziałem co zrobić.
-Eeee…
-No, zabieraj się do roboty. Tylko pamiętaj, że tu jest kolejka.
Gestem dłoni pokazał, że droga do niej jest otwarta. Wciąż nie byłem pewny, o co mu chodzi. Zrozumiałem to dopiero, kiedy zmarszczył brwi.
-No, co się tak gapisz? Bierz ją w obroty! - warknął.
Zamurowało mnie.
-Eeee... że co???
Nie był zadowolony z mojej odpowiedzi, ale czekał cierpliwie.
-No co jest, żigolaku, przecież to ty do niej tak czule wzdychałeś, prawda?!
Jego słowa zupełnie zbiły mnie z tropu. Poczułem totalne zmieszanie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz