2. Pytała tylko o drogę.
-No, co ty chłopie, takie panny przebierają w facetach, jak w ulęgałkach. Zamierzasz startować do niej?
Tego samego dnia, wieczorem siedziałem z kolegami w jakiejś podrzędnej knajpie. Jak to w męskim gronie bywa, piliśmy piwo i co chwilę rzucaliśmy niewybrednymi żartami. Nie wiem, ile czasu to mogło trwać, na pewno było dość późno. W lokalu było już niewielu klientów, tak, że kiedy ktoś nowy pojawiał się w drzwiach, pozostali od razu zwracali na to uwagę. Ja także należałem do tych, beznamiętnie gapiących się, osób.
Kiedy, za którymś razem rzuciłem odruchowe spojrzenie, po raz drugi, tego dnia, mnie zamurowało. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, to była ona. Oczywiście, była inaczej ubrana, ale nie dało się jej nie rozpoznać.
-Boże! - jęknąłem, tak jakbym zobaczył ducha.
Miała na sobie białą bluzeczkę z delikatnymi plisowaniami i czarną mini spódniczkę. Jej buzia ozdobiona była ledwie zauważalnym, subtelnym makijażem. W przymglonym świetle barowych kinkietów wyglądała, jak mała księżniczka. Myślałem, że padnę z wrażenia.
-Kurwa, ale sztuka! - usłyszałem zachwycony głos Janka.
W tym samym czasie Grzesiek odruchowo zagwizdał w bardzo charakterystyczny sposób. Nie dało się przejść nad tym obojętnie. Nowa osoba wzbudziła ogólny podziw i poruszenie.
-To niesamowite zjawisko, - westchnąłem, licząc na to, że stanie się cud.
Miałem wrażenie, że ziemia nagle się zatrzyma, a ja uklęknę przed nią z pierścionkiem w dłoni.
Grzegorz spojrzał na mnie i dorzucił zachwycony:
-Oooo taaak, to jest prawdziwe zjawisko.
-Ech! - wydałem z siebie, prawie że rozpaczliwy, odgłos.
Kumpel, spojrzał na mnie jeszcze raz i pokiwał głową. Starał się być bardzo pomocny.
-Kolego, odpuść, - powiedział cicho.
Jego zdaniem tak należało postąpić.
-Eeee… że co? - westchnąłem, nie rozumiejąc do końca, co ma na myśli.
-Mówię, daj spokój.
Jakoś nie mogłem pogodzić się z faktem, że mógłbym przejść nad tym do porządku dziennego. Z drugiej strony nie wiedziałem, jak się zachować. Nie mogłem sobie poradzić z własnymi emocjami. Byłem, jak zahipnotyzowany.
-Spokój? Jaki spokój?! Przecież to jest cud tego rejonu wszechświata, - jęknąłem.
-Aha, oczywiście. Już to widzę. Prędzej mi tu kaktus wyrośnie zanim ona na ciebie spojrzy, - powiedział wystawiając dłoń.
-Ale… ja dziś rozmawiałem z nią, - odezwałem się rozmarzonym głosem.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Ta… oczywiście, a ja jestem księciem Walii. Żartujesz?! Ona?! Ta laska miałaby chcieć z tobą gadać?!
Pokiwałem głową. Nie miałem już sił dalej się sprzeczać.
-No co ty?! Jaja sobie robisz? Poważnie?! - prychnął pianą Janek.
O mało mnie nie ochlapał tym piwskiem. Chłopaki nie mogli dopuścić do siebie myśli, że mógłbym rozmawiać z tą laską. Andrzej z wrażenia aż wstał ze swojego stołka.
-No i co, i co?! Gadaj! - rzucił z nieukrywaną ciekawością.
No i tu się skończyła poezja.
-Eeee… no właśnie nic.
-Jak to, nic?!
-No, nic. Pytała tylko o drogę.
-Phi… tylko tyle?! - nie mógł uwierzyć kolega. - Myślałem, że umówiliście się na bara, bara.
Podrapałem się po głowie i niepewnie dodałem:
-Ona jest jakaś nowa. Po mojemu to pierwszy raz w tej okolicy.
-Hmmm… no tak, - westchnął Janek. - Ciekawe, czy kogoś ma?
Grzesiek zasępił się.
-No, co ty chłopie, takie panny przebierają w facetach, jak w ulęgałkach. Zamierzasz startować do niej?
My się kłóciliśmy, a dziewczyna kupiła papierosy i wyszła. Żaden z nas nie miał odwagi wstać i zamienić choćby jedno zdanie. Młodzieżowe bohaterstwo i pewność siebie. Jedyne na co było nas stać, to użalanie się nad sobą do północy. Później poszliśmy do naszego pensjonatu, gdzie mieliśmy wynajęte pokoje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz