Szukaj na tym blogu

6 października 2019

Wakacje, seks i potwór.


3. Zapierdolimy jej ubrania.

W którymś momencie, komuś całkowicie odjebało.-Wiecie co, zapierdolimy jej ubrania, - usłyszałem w ciemności.


Na kilka dni, będąc przekonanymi, że już nigdy jej nie zobaczymy, zapomnieliśmy o naszej pięknej nieznajomej. To była ostatnia sobota naszego pobytu na Mazurach. Wybraliśmy odpowiednie, spokojne miejsce w pobliżu molo, niedaleko wody i zrobiliśmy sobie mały piknik. Zakupiliśmy całą masę żarcia i piwa, rozpaliliśmy ognisko i piekliśmy kiełbaski. Gadaliśmy o szkole. Oczywiście, żal było kończących się wakacji i razem spędzonego czasu. Nikt nie miał ochoty wracać do domu.
W momencie, kiedy zapadł zmrok, moi koledzy zaczęli się wygłupiać. Tak ogólnie, nic specjalnego, ot idiotyczne zabawy dorastającej młodzieży. Wszystko było w porządku, aż do momentu, kiedy niebezpieczne skoki do wody i agresywne zachowania wobec siebie nawzajem zaczynały wymykać się spod kontroli. 
Przyznam szczerze, że jakoś specjalnie mnie to nie bawiło. Byłem raczej spokojnym i ustatkowanym uczniem. Unikałem sytuacji, które w jakiś sposób mogłyby mnie przerosnąć. Dodatkowo, od chwili, kiedy ją zobaczyłem, zmieniłem się, jeszcze bardziej. To wszystko wydawało mi się pozbawione sensu. Byłem rozdrażniony, nie mogłem się na niczym skupić. Momentami całkowicie traciłem poczucie rzeczywistości, pogrążając się we własnych myślach.  
Chcę zaznaczyć, że nie był to skutek spożytego alkoholu. Nie, nie, nic z tych rzeczy. Tak naprawdę, nie wypiłem aż tyle. Jak można się domyśleć, powód mojego dziwnego samopoczucia, był zgoła inny. 
No, cóż. Co ja będę owijał w bawełnę. To była, oczywiście, ona. Dziewczyna z kosmosu, jak ją nazwałem. Rzeczywiście, pojawiła się na mojej drodze niczym istota z innego świata, pojawiła się i znikła. Wiele bym dał, by spotkać ją jeszcze raz. Choć na krótką chwilę. Hmm… choć Ruciane to mała miejscowość, zdawałem sobie sprawę, że szanse na taki scenariusz, mimo, że są to są znikome. 
Leżałem na trawie, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo nade mną. Milion drobniutkich iskierek mrugało do mnie. Czas powoli mijał, minuta za minutą, cichy szum w koronach drzew, jakby powtarzał smutną pieśń, jakby niósł moją tęsknotę gdzieś za to jezioro. Co jakiś czas, od niechcenia spoglądałem na moich przyjaciół, tak dalekich od moich spraw. 
Nagle usłyszałem podekscytowany głos Janka:
-Chłopaki, wiecie co?!
-No, co?! - zapytał Grzesiek.
Janek był dobrze wstawiony, Beknął, zachwiał się i niewyraźnie ciągnął dalej:
-Noo… poszedłem w tamte krzaki…
Pokazał palcem pobliskie zarośla.
-Hahahaha… - rozległ się śmiech kolegów.
Chłopak nie przejął się tym.
-Noo wiecie… kurna, siódme piwko… czas odlać ziemniaczki… 
-To akurat wiemy. Potoczyłeś się tam niczym parowóz. Powiedz raczej, co tam zobaczyłeś? Sierotkę Marysię, czy siedmiu krasnoludków?
-Janek, nie wkurwiaj mnie, - warknął, - chciałem się odlać, bo na pęcherz cisnęło jak jasna cholera, a tam, przy molo kąpie się zajebista laska.
-Laska? Jaka laska? - odezwał się Grzesiek.
-Człowieku, daj spokój! Nie jarzysz?! No, ta z baru!
Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale, mimo wypitego alkoholu, w ciągu jednej chwili wszyscy byli już na nogach i zmierzali we wskazanym kierunku. Później zadawałem sobie pytanie, po jaką cholerę tam szliśmy? Na co, konkretnie, liczyliśmy? Na bonusowego całusa, czy co?
-Aa… ah… co? Ona?
-Dobra, zaprowadzę was, ale, kurwa, cicho, bo nas usłyszy. Leziecie jak krowy na spędzie.
Szliśmy krok w krok za nim. Po chwili, gestem dłoni nakazał, byśmy padli na kolana i tak się skradali. Sam zrobił to samo. W którymś momencie, komuś całkowicie odjebało.
-Wiecie co, zapierdolimy jej ubrania, - usłyszałem w ciemności.
Woman standing in lake. : Stock Photo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...