Szukaj na tym blogu

1 października 2019

Niewidzialny kochanek.


81. Popłynie prosto w kosmos.

Myślała, że umrze z rozkoszy. Raptownie wyrwana z posad w rzeczywistości, zaciskając mocno szczęki i mrużąc oczy, patrzyła w jego twarz.


Mimo to, był tam naprawdę. Klęczał na stopach podwiniętych pod pośladki, trzymał jej nogi wysoko do góry i siedział w jej cipce. Uśmiechał się jak demon. Może to było trochę niedorzeczne, ale zastanawiała, się czy w tej chwili zacznie poruszać swoimi biodrami. Zdawała sobie sprawę, że jeżeli wykona jakikolwiek ruch… No tak, nie miała żadnych wątpliwości, że popłynie prosto w kosmos, że wystrzeli jak rakieta na orbitę i nie będzie potrafiła już wrócić. 
Całe jej podbrzusze płonęło, to było niesamowite. Niesamowite było mieć tą świadomość, że tak niespodziewanie ta wielka fujara, tak raptownie i gwałtownie się w niej znalazła. Zupełnie tak, jakby nie miała nad tym żadnej kontroli. 
I stało się. Najpierw pochylił się nieco do przodu, przełożył swoje przedramiona przez jej uda, podparł się na podłodze w okolicach jej talii. Później pojechał jeszcze bardziej na jej piersi, a jeszcze później zaczął napierać swoim podbrzuszem w kierunku jej cipeczki. 
Siedział w niej już do samego końca, tak głęboko, że już głębiej zdawało się nie być możliwym. Można było odnieść wrażenie, że nie będzie w stanie przesunąć się już nawet o jeden milimetr. Niestety, pchał się dalej, rozwierając jej rozgrzane podwoje tak, jakby chciał przebyć bić ją na wylot. 
Mogła tylko mocno zacisnąć zęby. Myślała, że umrze z rozkoszy. Raptownie wyrwana z posad w rzeczywistości, zaciskając mocno szczęki i mrużąc oczy, patrzyła w jego twarz. Jednocześnie chwyciła go za przedramiona, ścisnęła je mocno i starała się unieść swój tułów. Drżała, trzęsąc się jak w febrze, była jak sparaliżowana. Dygotała, napięta do granic możliwości jak struna, nie mogąc wyrzucić z siebie nawet najbardziej cichego dźwięku. Szarpała się tylko. 
“Och Boże, Boże, co się ze mną dzieje?!” - myślała, - “Za chwilę umrę. Och Jezu, och, och nie wytrzymam!” 
Nie umiała tego wyjaśnić, ale każde kolejne zbliżenie było zupełnie nowym doświadczeniem. Jej mięśnie, każdy, najmniejszy nawet mięsień, zaciśnięty był do granic możliwości, tak mocno, że myślała, iż po prostu za chwilę się zerwie niczym stara lina, że wszystkie zaczną pękać po kolei, jeden po drugim. Drżała szarpała się, jakby była zamknięta w uścisku żelaznego skurczu. Nie umiała się ruszyć, nie miała pojęcia, ile to jeszcze może potrwać. On jeszcze, tak naprawdę, nic nie zrobił, tylko napierał. Nie ruszał się, tylko parł do przodu, napierał na jej wnętrze i robił to z całą intensywnością. 
Jeszcze tylko samym kątem oka, zdążyła zauważyć, że jej przyjaciółka tam, na tym łóżku wije się i skręca z rozkoszy. Patrzyła na nią i na jej kochanka z pożądaniem, a nawet zazdrością, i pragnieniem dołączenia do nich. 
Alicja sama nie wiedziała, dlaczego jej koleżanka jeszcze tego nie zrobiła. Przecież nic nie stało na przeszkodzie. Eliza leżała na plecach, podpierała się delikatnie na łokciach, pocierała udo o udo, a jej pizdeczka wyglądała niczym przecięta na pół kajzerka, taka opuchnięta i wilgotna. Oczy dziewczyny błyszczały, uśmiechały się wąskimi szparagami słodko i kokieteryjnie. Co jakiś czas rozczesywała, i tak już zmierzone, i potargane włosy. 
Alicja, widząc to, niejako w przelocie, jak migawkę w filmu, podnieciła się jeszcze bardziej. Bardzo chciała dać jej jakiś znak, żeby ta, bez jakichkolwiek obaw, dołączyła do ich zabawy. Jednak, już po chwili sama popłynęła kolejny orgazm, zapominając o Bożym świecie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...