15. Skierowanie do szpitala.
-Wypisałam skierowanie do szpitala. Proszę się tam zgłosić jak najszybciej. Trzeba zrobić EEG. Tu jest adres. Być może będzie musiał pan zostać na obserwacji.
Była bardzo blisko. Czułem zapach dojrzałej kobiety, moje serce zaczęło walić jak oszalałe. Na dodatek mój kutas rozpoczął dziwne harce: unosił się i opadał, jakby ktoś oblał go wrzątkiem. Wrażeń, jak na jeden dzień, było dla mnie zbyt dużo.
-Uderzyłem się o molo, - powiedziałem drżącym głosem.
Spoważniała.
-Rozumiem. Jak się pan czuje?
Uśmiechnąłem się krzywo, myśląc nie tylko o rozbitym łbie, ale także o innych umęczonych częściach ciała.
-A jak mam się czuć, pani doktor? Boli jak cholera.
-To zrozumiałe, ale nie o to pytałam. Ma pan zawroty?
Niestety, przy okazji tego cholernego podniecenia, czułem się jak na karuzeli.
-Tak, mam, - pokiwałem głową.
Ciągle gapiłem się na te jej wielkie cycki. Najchętniej obydwie wziął teraz w obroty, ale to było zbyt niedorzeczne, zbyt irracjonalne, po prostu, wzięte z kosmosu i nie miało prawa tutaj mieć miejsca. Zresztą, ja sam już w zarodku starałem się tłumić takie myśli.
Pani doktor nie reagowała w jakiś szczególny sposób. Przy jej wyglądzie, na pewno, była do tego przyzwyczajona. Wysunęła w moją stronę wskazujący palec i powiedziała:
-Proszę ścisnąć.
Chociaż nie wiedziałem, o co jej chodzi, wykonałem polecenie.
-A teraz drugą ręką, - poprosiła.
Zrobiłem to samo.
-Dziękuję, - uśmiechnęła się.
Wbrew moim oczekiwaniom, tak jakbym miał spodziewać się jakiegoś potwora, jej dłoń była ciepła i delikatna. To była zwyczajna kobieta, tyle że trochę bardziej obdarzona przez naturę.
-Co mu jest? - niespokojnie zapytała gospodyni.
Do tej pory nie miałem okazji poznać jej imienia.
Lekarka, jakby od niechcenia, odwróciła głowę.
-Podejrzewam wstrząśnienie mózgu, ale to muszą potwierdzić badania.
Wyjęła notes i na kolanie zaczęła coś pisać.
-Wstrząśnienie mózgu?! - powtórzyła jak echo dziewczyna.
Lekarka nie odpowiedziała. Widocznie nie czuła takiej potrzeby. Ciągle coś kreśliła i notowała. W końcu zwróciła się do mnie:
-Pan przyjezdny?
-Tak, - odpowiedziałem.
-Tak mi się wydawało. Tutaj nowe twarze od razu rzucają się w oczy.
Spojrzałem na jej twarz i uśmiechnąłem się niepewnie.
“Może nie będzie tak źle. Może od razu mnie nie zje”, - pomyślałem.
Podając mi blankiet, odezwała się jeszcze raz:
-Wypisałam skierowanie do szpitala. Proszę się tam zgłosić jak najszybciej. Trzeba zrobić EEG. Tu jest adres. Być może będzie musiał pan zostać na obserwacji.
Moja opiekunka wyglądała na zaniepokojoną.
-Pani doktor, czy to konieczne?
-Tak, chociaż, myślę, że jeżeli wszystko będzie w porządku, to pani chłopak wyjdzie jeszcze tego samego dnia.
Nie wiem, czy było to zwykłe przeoczenie, czy też zrobiła to celowo, ale kiedy usłyszałem słowa: “pani chłopak”, z wrażenia wstrzymałem oddech. Ten dźwięk był taki słodki, tak przyjemny, że poczułem się cały w skowronkach.
“Więc do już widać na pierwszy rzut oka?” - myślałem podniecony.
-Proszę pokazać mi tą ranę, - odezwała się lekarka, przywracając mnie do rzeczywistości.
Bez słowa, pochyliłem głowę, a ona, bardzo ostrożnie zaczęła rozwijać bandaż. Dopiero w tym momencie wrażenie tego ogromnego podniecenia, zmalało choć na trochę.
-Nie jest tak źle. Wygląda na to, że to tylko powierzchowne rozcięcie. Wystraszyłam się, bo ta plama na opatrunku wskazywała, że jest o wiele gorzej. Przemyję i owinę ranę jeszcze raz.
Nim się zorientowałem, poczułem we włosach jakąś ciecz, a po chwili ostre pieczenie.
-Aaaaaa! - wyrwało się z mojego gardła.
-Spokojnie, to tylko woda utleniona. Jest pan już dużym chłopcem, prawda? Wytrzyma pan?
Krzywiąc się, pokiwałem głową. Rzeczywiście, po chwili już nie piekło. Zaraz później przyłożyła czysty gazik i zaczęła zawijać. Kiedy skończyła, taką samą rolkę wręczyła, stojącej obok, dziewczynie.
-To na jutro. Na razie niech leży i dużo pije.
Po chwili wyszła. Gdy tylko zniknęła za drzwiami, moja wybawicielka i terminatorka za razem, odezwała się rozbawionym głosem:
-No, mój chłopaku, leż mi tu spokojnie i nie próbuj wstawać. Nie chcę mieć cię na sumieniu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz