8. Czyja to chata?
“Ja pierdolę, czyja to chata?! W jaki sposób się tutaj znalazłem? Porwali mnie do jasnej cholery czy co?!” - myślałem coraz bardziej zrezygnowany.
-Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy, - szepnąłem.
Mimo, iż zdawało się, że usłyszała moje słowa, cofnęła się na koniec pomostu. Powolutku zbliżałem się dalej.
-Hej Wafel, może ci pomóc, co?! - zarechotał Janek.
Był niesłychanie rozbawiony tym wszystkim.
-Nie, nie… dzięki. Spoko, dam radę, - rzuciłem do tyłu.
Krok, po kroku zbliżałem się do niej. Za plecami słyszałem śmiech i coraz głośniejsze okrzyki. Wiedziałem, że muszę odstawić dla nich teatrzyk, pod tytułem “gwałt”, a przynajmniej jego początek. Nie miałem pojęcia, co stanie się dalej. Wiedziałem, że moje przedstawienie musi być dobre. Zdawałem sobie sprawę, że szybko mnie rozpracują. Do tego wszystkiego potrzebowałem odrobiny współpracy z jej strony. Nie byłem pewny, czy mogę na nią liczyć. Chyba była zbyt wystraszona.
-Nie! - powiedziała stanowczo, patrząc mi prosto w oczy.
-Uspokój się, nic ci nie zrobię, - tłumaczyłem przyciszonym głosem.
-Stój!
-Ciii… to tylko gra…
-Mówię, nie!
-Nic ci nie zrobię…
Pokręciła głową. Wszystko wskazywało na to, że niczego nie zrozumiała.
-Zatrzymaj się, bo będę musiała się bronić!
Uśmiechnąłem się tylko. Czym ona mogła się bronić? Nie miała na sobie nawet ubrań. Zignorowałem to ostrzeżenie i zbliżyłem się jeszcze bardziej. Najwidoczniej przekroczyłem pewną granicę, którą uznała za bezpieczną.
W momencie, kiedy zastanawiałem się nad sensem jej słów, wykonała błyskawiczny półobrót. Omiótł mnie podmuch powietrza, na ułamek sekundy zobaczyłem jej stopę tuż przed swoją twarzą i zapadła kompletna ciemność.
***
Przywitała mnie cisza. Niepewnie otworzyłem oczy. Leżałem w czystej, pachnącej świeżością, pościeli na bardzo wygodnym łóżku. Ostrożnie rozejrzałem się dookoła. Pokój był skromnie, ale gustownie urządzony. Nie miałem pojęcia gdzie jestem. Odwróciłem głowę. Za uchylonym oknem królowała ciemna noc. Czułem się dziwnie. Postanowiłem usiąść, by zorientować się nieco w sytuacji, jednak po już chwili zakręciło mi się w głowie. Bezwładnie opadłem na poduszkę.
-No zajebiście! Nawet nie wiem, gdzie jestem, - powiedziałem sam do siebie.
Leżałem jak głupi baran w cudzym łóżku i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek, a tu nic. Kompletna amnezja, jakaś luka w pamięci. Powiem szczerze, że to nie jest zbyt przyjemne uczucie. Nie bardzo mi się to podobało. Przynajmniej w tamtej chwili.
“Ja pierdolę, czyja to chata?! W jaki sposób się tutaj znalazłem? Porwali mnie do jasnej cholery czy co?!” - myślałem coraz bardziej zrezygnowany.
Na te pytania nie miałem żadnej odpowiedzi. Zdałem sobie sprawę, że jeżeli będę tak leżał jak kłoda, to na pewno nic się nie dowiem.
Minęło kilka minut i, w końcu, postanowiłem wstać. Wyskoczyłem z wyrka jak skowronek, kiedy nagle, ku mojemu przerażeniu, spostrzegłem, że jestem kompletnie nagi.
-O mordę, coraz lepiej, trafiłem w gniazdo pedałów i już mnie pewnie zgwałcili - mruknąłem cierpko pod nosem, chociaż takiej ewentualności w ogóle nie brałem pod uwagę.
Zareagowałem odruchowo. Szybko skryłem się pod kołdrą. Chyba dlatego, że zrobiłem to zbyt gwałtownie, poczułem silny ból w okolicach skroni. Sięgnąłem palcami w to miejsce. Poczułem mokry bandaż. Skierowałem dłoń pod światło.
-Krew?! Boże, mam rozwalony łeb. W co ja się wpakowałem?! - wyrwało się z mojego gardła.
Chyba zasłabłem. Zrobiło mi się niedobrze i moje oczy same się zamknęły. Odpłynąłem.
Kiedy się obudziłem Nie byłem w stanie stwierdzić, ile spałem. Nieprzyjemny ból głowy ustąpił. Przynajmniej coś. Uznałem, że to dobry znak. Ponownie się rozejrzałem. Na dworze ciągle było ciemno. Mogłem być tu godzinę, ale równie dobrze całą dobę. To nie wyglądało najlepiej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz