68. Obficie spryskałem jej buzię i szyję.
Wykonałem jeszcze kilka ruchów, po czym porwała mnie gigantyczna fala rozkoszy. Obficie spryskałem jej buzię i szyję. Gęste, białe krople powoli spływały na jej przymknięte powieki, część z nich zatrzymała się w kącikach jej ust.
-Tak, tak, wiem… oczywiście to niezbędne, - mruknąłem, ledwie powstrzymując drżenie głosu.
Dziewczyna coraz bardziej podkręcała atmosferę.
-Och, panie doktorze, a ta igła będzie naprawdę gruba?
-Tak, o tak, bardzo gruba, - powiedziałem, patrząc na mojego fiuta, - gruba i z twardym łbem.
-Och, panie doktorze, już cała drżę. Czuję, że wejdzie we mnie bardzo głęboko.
Uśmiechnąłem się szelmowsko.
-No, wie pani… to będzie bardzo dogłębna penetracja. Musi być pani bardzo dzielna. Gdzie panią najmocniej swędzi?
-Panie doktorze, tutaj, między udami.
Mówiąc to, szeroko rozchyliła swoje zgrabne nogi. Moim oczom ukazało się różowe wnętrze jej niesamowitej szparki. Myślałem, że spuszczę się na nią już w tej chwili. Nachyliłem się i, udając, że dokładnie ją osłuchuję, że dotykałem jej brzucha. Drżała, jakbym robił to czymś bardzo zimnym, albo na odwrót, gorącym.
Przykładałem słuchawkę w różnych miejscach, zataczałem kręgi i powoli zbliżałem do krawędzi kwitnącej różyczki. Całe jej ciało kurczyło się i rozluźniało.
Po kilku minutach, bez zbytniego pośpiechu, badałem wewnętrzną stronę jej ud. Teraz dłużej i mocniej dociskałem stetoskop. Zaczęła głośno wzdychać. Drżącymi dłońmi chwyciła moje nadgarstki i poprowadziła wprost do swojego wnętrza.
-Włóż to tam, - szepnęła głosem świadczącym o tym, że muszę to zrobić.
Wszystko to stawało się coraz bardziej podniecające. Zastanawiałem się, w którym momencie rzucę się w wir wydarzeń i przestanę kontrolować cokolwiek. Posłusznie wykonałem polecenie. Słuchawka z cichym mlaśnięciem zanurzyła się w jej kwiatku.
Westchnęła rozkosznie i rytmicznie zaczęła poruszać swoimi biodrami. Przez przewody słyszałem tylko jakieś, nieziemskie bulgotanie, zupełnie, jakbym znalazł się na dnie, kipiącego lawą, wulkanu. Każda kolejna minuta była coraz bardziej trudna do zniesienia.
Mój penis zsiniał i wyszły na nim wszystkie żyły. Ola dostrzegła to i zaraz rozpięła najniższe guziki, aby mógł całkiem swobodnie pohasać na powietrzu. Teraz, oprócz grubego węża, ukazały się też potężne, ciężkie, zarośnięte jaja.
-Och, panie doktorze widzę, że zaraził się pan ode mnie tą straszną, tropikalną gorączką. Ojejku, co my teraz zrobimy, panie doktorze?!
-O tak, cholera jasna, całkiem zapomniałem, że to jest niesłychanie zaraźliwe.
-Jejku, jejku… czy pana też tak pali, doktorze? Objawy ma pan bardzo wyraźne.
-Och, to istny ogień, siostro, piekło, można powiedzieć.
-No dobrze, niech mnie pan penetruje swoją końcówką, może pańskie soki ugaszą ten pożar.
Jej słowa sprawiały, że coraz bardziej kręciło mi się w głowie.
-Och Olu, Olu, kochana moja, chcę cię zerżnąć na wszystkie, możliwe sposoby, - westchnąłem już całkiem poważnie.
Zrzuciłem z siebie fartuch, zdjąłem z szyi stetoskop, ale jego koniec wciąż spoczywał w jej cipeczce. Widok sprawiał, że brakowało mi tchu.
Usiadłem na niej okrakiem, chwyciłem w dłonie swojego sztywnego penisa i dotykałem końcem jej ciała. Prężyła się i wyginała we wszystkie strony. Pomysł z zabawą w pana doktora i pielęgniarkę, okazał się być niesłychanie trafiony.
Przesunąłem się bliżej jej twarzy, ująłem swojego grubego węża i ułożyłem go między jej piersiami. Zaraz później mocno zacisnąłem je na nim. Czułem jak intensywnie pulsował, objęty gorącym, sprężystym uchwytem.
W pewnym momencie uwolniłem go i przytrzymałem nad jej twarzą. Nie broniła się. Wdychała jego zapach.
-Weź go w usta! - rozkazałem.
Chwyciła głowicę mokrymi wargami, ssała i pieściła. Kiedy czułem, że dłużej nie wytrzymam, wyrwałem go jej i ponownie umieściłem między jej cyckami. Był umazany w ślinie i poruszał się w środku bez kłopotów.
-Chcesz bym trysnął ci na twarz? - zapytałem w pewnym momencie.
Pokiwała tylko głową.
Wykonałem jeszcze kilka ruchów, po czym porwała mnie gigantyczna fala rozkoszy. Obficie spryskałem jej buzię i szyję. Gęste, białe krople powoli spływały na jej przymknięte powieki, część z nich zatrzymała się w kącikach jej ust.
Na jej twarzy pojawił się, narkotyczny wręcz, uśmiech. Wysunęła język i powoli zebrała resztki mojego nasienia.
Na jej twarzy pojawił się, narkotyczny wręcz, uśmiech. Wysunęła język i powoli zebrała resztki mojego nasienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz