Szukaj na tym blogu

17 grudnia 2019

Wakacje, seks i potwór.

75. Wiedziałem, co się stanie.

Roślina wciąż transportowała ją do siebie. Robiła to powoli, ale bez przerwy. Dystans między nimi zmniejszał się z każdą sekundą. Wiedziałem, co się stanie  za chwilę. Przecież sam już tego doświadczyłem.


Wciąż widziałem tą dziwną roślinę pod łóżkiem, ale pielęgniarka jakimś dziwnym trafem jeszcze tam nie zajrzała. Wisiałem pod sufitem i, najnormalniej w świecie, dla tej ludzkiej istoty byłem niewidoczny. Byłem jak duch. 
-Kurczę, co jest?! Nikogo tu nie ma, - mówiła podekscytowana dziewczyna. 
Dopiero teraz spostrzegła, że okno jest otwarte. Podeszła i odezwała się: 
-Aha, teraz rozumiem. Pewnie tędy uciekli. No tak, czyli nic tu po mnie. 
Wychyliła się na zewnątrz, ściągnęła ramy do środka, przekręciła klamkę i dokładnie zamknęła. Już miała wychodzić, kiedy, będąc dokładnie przy drzwiach, odwróciła się. Coś jednak nie dawało jej spokoju. Stała przez długą chwilę i zastanawiała się, po czym podeszła do łóżka. Postanowiła pod nie zajrzeć. 
W tym momencie byłem już całkowicie spokojny, jakby odcieleśniony. Patrzyłem, czekając na to, co za chwilę się stanie. Zgrabna laska odwróciła się powoli, uklękła i pochyliła głowę. 
-Hmm… no, tu też nic nie ma, - powiedziała. 
Zacząłem zastanawiać się, dlaczego nawet z takiej odległości niczego nie spostrzegła. Przecież tam powinna znajdować się ogromna, przerażająca roślina, którą po części byłem ja sam. Widziałem jeszcze, jak pielęgniarka odwraca się na kolanach i próbuje wstać. Widok był bardzo przyjemny. W tym momencie ja sam miałem na nią ochotę. 
Niefortunnie, najniższe guziki jej fartucha rozpięły się, stopniowo odsłaniając jej uda i część podniecającego krocza. Zaaferowana, nawet tego nie zauważyła. Podniosła się i zaczęła zbliżać do drzwi. Nie uznała za stosowne, aby się odwrócić. Być może, gdyby to zrobiła, w porę spostrzegłby zbliżające się niebezpieczeństwo. Tymczasem ona, jak gdyby nigdy nic, wolnym krokiem szła do wyjścia.
W tym samym momencie spod łóżka bardzo powoli, wijącym się, wężowym ruchem, wysunęła się jedna z zielonych lian i poruszała w ślad za swoją ofiarą. Ta, nawet teraz, niczego nie spostrzegła. 
-No dobrze, w takim razie uciekli. Nie ma tu co szukać. Idę zrobić sobie kawę. Mmoże się trochę zdrzemnę… oczywiście, jeśli nic się nie będzie się działo. Mam nadzieję… - powiedziała, kiedy była już na progu. 
Nagle zielona, długa macka płynnym ruchem, okręciła się o kostkę i szarpnęła w swoją stronę. Niczego nie spodziewająca się pielęgniarka, momentalnie straciła równowagę i upadła. 
-Och, co jest?! - wyrwało się z jej gardła. 
Myślała, że zaplątała się w jakiś kabel od jednego z urządzeń zajmujących większość powierzchni pomieszczenia. Poruszyła nogą, ale oplot wcale nie chciał puścić. Próbowała się podnieść, jednak roślina zaczynała ją już ciągnąć w swoją stronę. 
-Co jest?! Co się dzieje?! - jęknęła, próbując chwycić się framugi. 
Nic to jednak nie dało. Roślina wciąż transportowała ją do siebie. Robiła to powoli, ale bez przerwy. Dystans między nimi zmniejszał się z każdą sekundą. Wiedziałem, co się stanie  za chwilę. Przecież sam już tego doświadczyłem. Nie współczułem jej, jednak i nie chciałem jej pomóc. Nie widziałem powodu, dla którego miałbym to robić. Nie widziałem powodu, dla którego ona miałaby się w jakikolwiek sposób bronić. No bo i po co? Przecież nic złego stać się jej nie mogło. Moim zdaniem mogło czekać ją tylko samo szczęście i ulotne cudowne chwile. 
Dopiero, kiedy w jakiś sposób, udało się jej odwrócić głowę i spojrzeć za siebie, przeraziła się na dobre. Spod łóżka wypełzła już istota, która zdawała się być jakąś przedziwną hybrydą człowieka i rośliny. 
Próbowałem znaleźć właściwe określenie. Czułem, że to coś, czymkolwiek by nie było, miało w swoim wnętrzu nie jednego homo sapiens. W jej trzewiach i komórkach istniały już setki, może nawet tysiące, istnień ludzkich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...