61. Zboczeniec.
-Zboczeniec? W naszym szpitalu?! To niemożliwe.-Jak mówię zboczeniec, to znaczy zboczeniec! I wie pani co?! Przed chwilą wlazła do niego… no… jakaś prostytutka!-Panie Kwiatkowski… to już przechodzi wszelkie pojęcie!
Ze zdziwienia otworzyłem usta. “Boże” - pomyślałem, - “może to jakaś bajka, może ja jeszcze śpię, może się nie obudziłem, a to jest tylko śliczny, kolorowy sen, majaki w mojej głowie i kiedy się obudzę, wszystko powróci do szarej rzeczywistości”.
-Wszystkie? - zapytałem.
-Tak. O ile nam starczy czasu i sił…
Ta dziewczyna zaskakiwała mnie coraz bardziej. Nawet w najśmielszych snach nie marzyłem, że spotkam taką laskę. To było tak bardzo osobiste, że trudno było mi nawet o tym myśleć. Miałem wrażenie, że się rumienię.
-Nawet te… no wiesz? - westchnąłem, wyobrażając sobie jak ona wali mnie pejczem po gołym tyłku.
-Nawet te, - usłyszałem jej słowa.
“Nie. Czy ona jest dobrą wróżką? A może jest w tym jakiś haczyk? Być może będzie coś ode mnie chciała. Tylko co? Co ja mam takiego, na czym jej może zależeć? Na pewno to nie mogą być pieniądze, bo jestem biedny jak mysz kościelna. Wakacje zarobiłem, robiąc porządki w ogródkach ludzi”
-Ale…
-Jakie ale?Nie ma ale… Dla mnie w seksie nie ma nic gorszącego, a ty jesteś bardzo delikatny i czuły. Czymś cudownym jest dla mnie kochać się z tobą. Zróbmy to, o czym marzysz, a zobaczysz że będzie cudownie.
-Ale to wszystko… no wiesz… takie różne tam… czy nie jest zbyt…
Poczekała chwilę, a później bardzo cicho odezwała się:
-Irku, jestem twoja. Każdy centymetr mojego ciała jest twój. O ile nie zrobisz mi krzywdy, możesz bawić się do woli, jak tylko zechcesz. Twoja przyjemność jest też moją przyjemnością.
“Ta… ciekawe, ile to wszystko będzie kosztowało? Przecież to nie jest Dzień Dziecka”
Czułem, że to jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, mimo to odezwałem się:
-Wiesz… ja także jestem twój… bez reszty i do końca.
To nie było zbyt rozsądne, stawiać takie obietnice. Miałem wrażenie, że, jak ćma, poruszam się wokół płomienia, który w każdej chwili może mnie spalić. Miałem wrażenie, że jestem w jej mocy, w jej, jakimś dziwnym, posiadaniu. Trudno było to wyrazić i jeszcze trudniej wyzwolić się spod tego. Gdzieś tam podświadomie, bardzo głęboko w swoim wnętrzu czułem, że kiedyś za to wszystko i tak przyjdzie mi słono zapłacić. To było jak podpisanie cyrografu z diabłem, ale nie mogłem się oprzeć Pokusa była zbyt silna byłem już całkowicie w jej mocy. Zniewoliła mnie do końca.
Nie wiem, ile to mogłoby jeszcze trwać ale, w pewnym momencie nasze czułe wyznania przerwał niepokojący dźwięk dobiegający z korytarza. Za moment usłyszałem czyjeś kroki. Zastygłem w bezruchu. Zupełnie nie wiedziałem, co zrobić. Nerwowo poprawiłem kołdrę i rozejrzałem się na boki. Drzwi do sali otworzyły się i całe wnętrze zalał blask jarzeniówek.
-Siostro! - ktoś zawołał z drugiego końca pokoju.
-Co się stało? - spytała pielęgniarka, która dopiero co przekroczyła próg.
-Siostro, ja złożę skargę do ordynatora!
Kobieta poszła w tamtym kierunku.
-Dobrze się pan czuje?
-To skandal! Zgroza! Co się tutaj dzieje?! - wykrzykiwał pacjent.
Pielęgniarka wyraźnie była zaskoczona.
-Ale o co chodzi, proszę pana? Niech się pan uspokoi.
-Siostro, to szpital, czy dom publiczny?!
-Słucham???
-To niech pani słucha!!!
-Ależ proszę pana!
-Proszę pana, proszę pana… tam w rogu leży zboczeniec!
-Panie Kwiatkowski, co pan opowiada?! Zaraz pan dostanie głupiego jasia!
-Przecież mówię: zboczeniec!
-Zboczeniec? W naszym szpitalu?! To niemożliwe.
-Jak mówię zboczeniec, to znaczy zboczeniec! I wie pani co?! Przed chwilą wlazła do niego… no… jakaś prostytutka!
-Panie Kwiatkowski… to już przechodzi wszelkie pojęcie!
-Panie Kwiatkowski, panie Kwiatkowski… wie pani, co oni wyprawiali?!
-Ależ, jaka prostytutka, jaki zboczeniec? Co pan mówi?!
-Nie wierzy pani, nie wierzy?! Ja nie puszczę tego płazem. Jutro o wszystkim dowie się ordynator, a jak będzie trzeba, to pójdę jeszcze wyżej!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz