Szukaj na tym blogu

15 grudnia 2019

Wakacje, seks i potwór.

73. Ogromny kwiat.

Niespodziewanie ogromny kwiat nachylił się nad moją twarzą i poczułem dziwne wibracje. Coś w nim tętniło, coś, co było jak puls. Patrzyłem, jak kropla gęstego płynu ześlizguje się po płatku i spada prosto w moje usta. Była słodka, jak miód. Po chwili spadła jeszcze jedna. Przełknąłem.


Byłem w nieustającym szoku. Kiedy, mimowolnie, mój wzrok padł na jej piersi, nie mogłem uwierzyć w to, co się działo. Guzy na jej skórze, jeden po drugim, zaczynały pękać i, w błyskawicznym tempie, rozkwitały w przepiękne kielichy. Wszystkie miały krwisto purpurowe płatki, a wewnątrz olbrzymie, złociste słupki i pręciki. Całe jej ciało coraz obficiej rozkwitało. Ona była jedną, wielką kwitnącą rośliną. I gdyby nie to, że wciąż miałem świadomość, że to tylko człowiek, mogłoby być to nawet piękne i estetyczne. 
Moje zdziwienie nie malało, a przybierało na sile z każdą chwilą. Wokół jej szyi wyrosło coś miękkiego, luźno opadającego na ramiona. Z początku nie wiedziałem, co to może być. Powiększało się, robiło sztywne i powoli unosiło do góry. 
Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że to były płatki. Były olbrzymie, czerwone. Stopniowo zasłaniały jej głowę, tworząc wokół niej wielki kielich. Między poszczególnymi ich częściami przesączały się kropelki gęstego, przezroczystego płynu. 
Nagle pojąłem, że siedzi na mnie monstrualna roślina, w której nie dało się już nawet dostrzec, choćby zarysów, jakiegokolwiek człowieka. To, co było tułowiem stało się zieloną, grubą łodygą, gęsto usianą nieco mniejszymi kwiatami. Ręce były lianami a nogi korzeniami. 
Próbowałem sobie wmówić, że to co widzę, nie jest prawdą, że to tylko wytwór mojej bujnej wyobraźni i działania narkotyków. Podała mi jakieś silne halucynogeny i to dlatego. Jednak bliskość i wszechobecność tej istoty była tak realistyczna, rzeczywista, że trudno było mi wątpić w to, co się działo. 
Chociaż muszę się przyznać, że to, co odczuwałem było jeszcze dziwniejsze. W tamtej chwili czułem się z nią, w jakiś dziwny sposób zjednoczony, przeniknięty jej życiem, zrośnięty nierozerwalnie w jedno. Jedynym moim pragnieniem był seks z nią, właśnie z nią, z taką, jaką była w tej chwili. 
Niespodziewanie ogromny kwiat nachylił się nad moją twarzą i poczułem dziwne wibracje. Coś w nim tętniło, coś, co było jak puls. Patrzyłem, jak kropla gęstego płynu ześlizguje się po płatku i spada prosto w moje usta. Była słodka, jak miód. Po chwili spadła jeszcze jedna. Przełknąłem.
Nagle znad górnej krawędzi wylała się stróżka. Zalała mi twarz i szyję. To było lepkie i śliskie, grzało przy dotknięciu.
Po jakimś czasie istota, czymkolwiek by nie była, objęła mnie swoimi łodygami uniosła do góry i przyciągnęła do siebie.
Więzy, którymi do tej pory byłem skrępowany niespodziewanie puściły. Przytuliłem się do niej. Byłem mocno opleciony tym, co mogło być jej ramionami. Mój penis wciąż gdzieś w niej siedział. Falował pobudzany nieustannym ssaniem, tego co mogło być jej cipką. 
Objąłem ją i, jak samiec modliszki próbowałem poruszać biodrami, chociaż wiedziałem, że już jestem martwy. To przeświadczenie było niesamowicie intensywne. Doznawałem kolejnych, szybko nadchodzących, orgazmów. Czułem, jak moje pośladki zanurzały się w niej coraz bardziej. Moje biodra grzęzły gdzieś w jej przepastnym wnętrzu. Było tak gorąco, ślisko, bosko.
Już wkrótce jej ciało powoli ogarnęło moje plecy. Plastyczna, miękka substancja wchłaniała mnie w siebie, paliła doprowadzała do stanu niebiańskiej rozkoszy. 
-Och, zjedz mnie, zjedz! - usłyszałem swój własny, zniekształcony głos. 
Czułem, że z tą chwilą oddaję całe swoje ciało w jej posiadanie, że nie będę potrafił bez niej żyć, inaczej niż tylko zjednoczony z nią. Nie potrafiłem określić, czy to ona pochłania mnie, czy odwrotnie. Czułem się tak, jakbym wsysał w siebie jej życie, wszystko to, czym była. 
Może to dziwne, ale w tym wszystkim było niesamowicie dużo miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...