2. Wzrok jej matki.
Później stało się coś, czego się nie spodziewałem. To ona zaczęła bawić się moimi dłońmi. Myślałem, że oszaleję z radości ale i ze strachu. Nagle poczułem na sobie wzrok jej matki.
Kiedy robiliśmy pamiątkowe zdjęcia powiedziała, że chce sfotografować się tylko ze mną. Zrobiło mi się przyjemnie, ale też poczułem się trochę niezręcznie. Próbowałem jej to jakoś wyperswadować, ale ona się uparła i nie było innego wyjścia, jak tylko jej ustąpić.
Stanąłem na schodach przed wejściem do domu, zajęła miejsce nieco niżej, wcisnęła mi się pod pachę i, na oczach wszystkich gości, objęła mnie w pół i bardzo mocno przytuliła. To było bardzo słodkie i takie trochę niewinne, ale kompletnie nie wiedziałem jak to interpretować.
“Czy ona mogła mi coś sugerować? Nie. Na pewno nie. Jestem świeżo po ślubie, a ona jest siostrzenicą mojej żony. To byłoby niewskazane i niepoprawne z jej strony. Przecież nie może okazywać swojego zainteresowania w tak ostentacyjny sposób. Tak. Na pewno to są tylko moje wyobrażenia. Przecież bardzo mi się podoba, a ja myślę sobie nie wiem co”, - dedukowałem.
Kilka godzin później, już po śniadaniu i mszy w kościele całą rodziną spacerowaliśmy sobie po pobliskim zagajniku. Pamiętam to doskonale, była przepiękna, słoneczna pogoda. Już wtedy zaczynało między nami coś się dziać. Moje przypuszczenia z każdą kolejną chwilą zaczynały się potwierdzać. Po prostu iskrzyło, jak polana w kominku.
Ja stary byk, ukradkiem spoglądałem na Iwonkę a ona nie pozostawała dłużna. Nie ma co owijać w bawełnę, ciągnęło nas do siebie. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie był to, tylko, pociąg fizyczny. To była raczej, jakaś taka głęboka, podświadoma nić, która nas łączyła. Zwracała się do mnie pieszczotliwie: wujku. Chociaż jeszcze do niczego nie doszło, miałem wrażenie, że nasze relacje mocno wykraczają poza społecznie akceptowane normy. Tego najbardziej się obawiałem.
Wieczorem, w domu, już przed telewizorem podeszła do mnie.
-Wuju?! - jęknęła jak mały kociak.
-Tak? - spytałem, zastanawiając się czego też może ode mnie chcieć.
-Słyszałam, że umiesz wróżyć z dłoni, - westchnęła jeszcze cieplej.
-No, trochę o tym czytałem, a co?
-Mógłbyś? - szepnęła.
“Jezu, mam jej wróżyć z łapy! No nie. Kurde, nie chce mi się”, - pomyślałem.
-To było dawno, no, jeszcze w szkole. Nie wiem, czy cokolwiek pamiętam.
Patrzyła na mnie tak rozbrajającymi oczami, że rozpuściła by nawet lodowiec.
-Ale, wujku…
-Czy ja wiem?
-Wujku, proszę.
Podała mi obydwie dłonie, złożone, jak do modlitwy. Ująłem je ostrożnie, tak, jak się trzyma schwytanego ptaka. Były delikatne, ciepłe, czułem kości długich palców. Jeden po drugim rozłożyłem je na boki. Bez przerwy patrzyła mi w oczy.
-Lewą, - powiedziałem.
-Słucham? - odezwała się, jakby wyrwana z głębokiego snu.
-Wróży się z lewej, - powtórzyłem.
Ułożyłem jej lewą rękę na swojej i uważnie zacząłem przyglądać się liniom. Szczerze mówiąc z mojej wiedzy na temat chiromancji pozostało bardzo niewiele. Coś tam widziałem, ale nic charakterystycznego. Nic nie mówiłem, nie puszczałem jednak jej palców. Obracałem je w swoich napawałem się ich delikatnością na oczach ucieszonych i rozbawionych domowników. Działo się to zupełnie bezkarnie a Iwonka, z pełnym zaufaniem, poddawała się tym zabiegom. W tamtej chwili zupełnie nie umiałem sobie z tym poradzić. Z jednej strony wiedziałem, że jest to coś niestosownego a z drugiej tak bardzo tego pragnąłem, że trudno było mi się powstrzymać
Później stało się coś, czego się nie spodziewałem. To ona zaczęła bawić się moimi dłońmi. Myślałem, że oszaleję z radości ale i ze strachu. Nagle poczułem na sobie wzrok jej matki. Szybko zabrałem rękę. 

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz