70. Trzymała prawdziwą strzykawkę.
W tej samej chwili odwróciła się wolno i zaczęła iść w moją stronę. W prawej dłoni trzymała prawdziwą strzykawkę. Ze zdziwienia szeroko otworzyłem oczy. -O matko! Co chcesz zrobić? - spytałem zaniepokojony.
Przywiązała moje nadgarstki do oparcia łóżka tuż nad moją głową. Po chwili to samo zrobiła z moimi nogami. Bardzo mocno i starannie zacisnęła węzły. Na początku byłem bardzo chętny takim zabiegom, ale później dotarło do mnie, że to nie są żarty. Wiedziałem, że ona nie może zrobić mi krzywdy ale, powiedzmy, że nawet, gdybym chciał, nie byłbym w stanie się wyzwolić. Co najdziwniejsze, nie czułem jakiegoś silnego lęku. To było, raczej, szybko narastające podniecenie. No i oczywiście niepewność.
Na wszelki wypadek, jednak spytałem:
-Hej mała, czy to, naprawdę, konieczne?
-Tak, - odpowiedziała krótko, szykując się do kolejnej części tej zabawy.
-Hmm… a mogę wiedzieć, w jakim celu?
Popatrzyła na mnie poważnie.
-No, nie możesz. To część planu. Zaufaj mi.
Przecież chciałem, aby mnie zniewoliła i traktowała trochę bardziej ostro… chciałem tego, ale teraz czułem się trochę nieswojo i miałem nadzieję, że mnie uspokoi. Wszystko to było bardzo intrygujące.
-Ale… - urwałem, bo położyła palec na moich ustach.
-Ciii… zaufaj mi.
To nie była pora na moje protesty. Ona i tak nie zamierzała niczego zmieniać. Jeszcze raz podeszła do szafki. Przez chwilę szperała, przewracając drobne rzeczy. Szykowało się, naprawdę, coś interesującego. Już nie mogłem się doczekać. Mimo to, czułem się dziwnie. Byłem nagi, związany i na dodatek mój penis zachowywał się tak, jakby najadł się szaleju. Prawdopodobnie czuł lepiej ode mnie, że to będzie coś niesamowitego.
Patrzyłem na nią. Stała, odwrócona tyłem, przestępowała z nogi na nogę, poruszając na boki swoim zgrabnym, jędrnym tyłeczkiem. Widok jej pięknego ciała wzbudzał we mnie niepohamowane pragnienie zbliżenia i kopulacji.
Trudno było mi powstrzymać, wciąż narastające podniecenie. Ciężko dyszałem, mój fiut szarpał się jak wściekły pies na łańcuchu. Pragnąłem, by rozładowała moje napięcie, zamierzałem już o to błagać.
Nie wiem, co by się stało, gdyby nie zareagowała odpowiednio szybko. W tej samej chwili odwróciła się wolno i zaczęła iść w moją stronę. W prawej dłoni trzymała prawdziwą strzykawkę. Ze zdziwienia szeroko otworzyłem oczy.
-O matko! Co chcesz zrobić? - spytałem zaniepokojony.
Nie odpowiedziała. Stanęła tuż obok i uniosła igłę do góry.
Już zaczynałem gotować się w środku.
-Będziesz mnie kłuć?
Jeżeli liczyłem na jakieś wyjaśnienia, to się myliłem. W milczeniu nachyliła się nad moim brzuchem. Dopiero teraz spostrzegłem, że w drugiej dłoni trzyma nasączony wacik.
Dokładnie przetarła mój pępek. To był chyba spirytus, bo poczułem lekkie pieczenie i specyficzny zapach. Z podniecenia zacząłem się szarpać. Nie mogłem się już doczekać tego co za chwilę się stanie, choć jeszcze nie do końca wiedziałem, co to może być. Jednak to właśnie było w tym wszystkim najfajniejsze, taka niepewność i oczekiwanie.
-Ech, co robisz? Myślałem, że to tylko zabawa?! Iiiii… no eee…
Kiedy miałem wrażenie, że już wybuchnę, odezwała się:
-Spokojnie, to nie będzie bolało więcej, niż potrzeba, obiecuję.
“Aha… no dobre i to”, - pomyślałem.
Nie bałem się samego ukłucia, obawiałem się raczej o zawartość samej strzykawki. Nie miałem pojęcia, co w niej może być.
-Co to jest? - spytałem z niepokojem.
-Nic, - odpowiedziała tylko.
-Eeeee… no… jak to, nic?! Chcesz mi to wstrzyknąć? Nie zaszkodzi mi?
-Nie. Nie obawiaj się. To cię tylko rozgrzeje.
-Ech, nie uważasz, że mam już dość? Rozgrzeje? Jeszcze bardziej?!
Znowu zamilkła. Przysiadła na brzegu łóżka. Palcami macała mój pępek, jakby szukała jednego, określonego miejsca. Wyginałem się na wszystkie strony, w oczekiwaniu na przyjęcie ostrej, długiej igły do wnętrza swojego ciała. Po chwili w jego dolnej części poczułem ukłucie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz