63. Biały fartuch.
Tuż obok łóżka leżał identyczny, biały fartuch. Był wywinięty na lewą stronę i niedbale rzucony. -Ciekawe, skąd to się tutaj wzięło? - powiedziała to bardziej do siebie, niż do mnie.
-Hmm… ależ ty właściwie, jesteś jeszcze, chłopcem.
Czułem, że się czerwienię. Wstydziłem się, a jednocześnie cholernie podniecałem. Mój penis, który zdążył już na chwilę opaść, znów prężył się i zaczął unosić do góry posłanie. Ile ona mogła być ode mnie starsza? Na pewno nie więcej niż pięć lat.
-Czy mogę mówić ci po imieniu? - odezwała się po chwili.
Miałem wrażenie, że pozostali pacjenci już się obudzili. Nie chciałem wzbudzać jeszcze większego zainteresowania swoją osobą. Mimo, iż była kimś obcym, trudno było mi się z nią rozstać. Chciałem, by posiedziała jeszcze trochę. Nie wiem dlaczego ale, miała bardzo dobry wpływ na moje samopoczucie. Po prostu, chciałem, by przy mnie była. No tak co ja się tutaj oszukuję. Cholera jasna, chciałem ją, po prostu, zerżnąć jak starą sukę. Nie wiedziałem tylko, jak się do tego zabrać.
-Oczywiście. Nie ma sprawy, - uśmiechnąłem się do niej, tak słodko jak tylko umiałem.
Sytuacja stopniowo zmieniała się na moją korzyść. Pielęgniarka nie przestawała mi się przypatrywać. W jej oczach dostrzegłem autentyczną troskę, ale też osobiste zainteresowanie. Nie zdawałem sobie sprawy, że mogę w ten sposób działać na kobiety. Dopiero teraz zaczynałem powoli sobie to uświadamiać. Gdzieś pod moją czaszką rodził się chytry plan. Zastanawiałem się, jak mogę to wykorzystać.
-No dobrze, - uśmiechnęła się, - ale tak na poważnie. Dobrze się czujesz?
Spojrzałem na nią zdziwiony. Czyżby przejrzała mój plan?
-No bo wiesz… - zaczęła, - uraz głowy to poważna sprawa.
Przecież wiedziałem, że zarobiłem w łeb czymś twardym tak mocno, że straciłem przytomność. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, jednak w tej chwili moją uwagę przykuło zupełnie coś innego. Pod białym fartuchem rysował się zarys jej kształtnego ciała, a piersi aż rwały się, by rozpiąć te guziki i wyjść spod ciasnego kitla. Głowa, głową, szpital, szpitalem, ale ja byłem młodym mężczyzną. Przecież byłem jeszcze tak bardzo podniecony. Musiałem gdzieś ten swój popęd rozładować.
W mojej wyobraźni, niczym kolorowe slajdy, pojawiały się obrazy mojej kochanej Oli. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, że byłem od niej uzależniony. Wystarczył drobny impuls, by wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą.
Przypominałem sobie wszystko, nie tylko jej wygląd, ale też zapach i smak. Przypomniałem sobie dźwięk jej słów, gorący dotyk na moim ciele, wszystko.
Szybko dotarło do mnie, że wciąż jestem niezaspokojony. Chęć uprawiania seksu, narastała z każdą chwilą. Chciałem to robić ciągle, bez przerwy, wszędzie. Co najdziwniejsze, mogłem to robić z każdą, napotkaną kobietą. Z jakąkolwiek laską nie kochał bym się w tej chwili, to i tak zdawało mi się, że mam przy sobie Olę. To było trudne do wytłumaczenia.
Tymczasem, dziewczyna w białym fartuchu wstała i przez moment, jakby trochę speszona, wpatrywała się w podłogę. W pierwszej chwili myślałem, że w jakiś dziwny sposób udało jej się odczytać moje sprośne myśli i pragnienia. Jednak kiedy poszedłem za jej wzrokiem, po moich plecach przebiegł zimny dreszcz.
Tuż obok łóżka leżał identyczny, biały fartuch. Był wywinięty na lewą stronę i niedbale rzucony.
-Ciekawe, skąd to się tutaj wzięło? - powiedziała to bardziej do siebie, niż do mnie.
Oczywiście, nie zamierzała tego tak zostawić. Pochyliła się, by podnieść, nierozważnie pozostawioną część garderoby. Czułem, że robi mi się bardzo gorąco. Byłem przekonany, że ta część ubrania jest dostatecznym dowodem na moją winę. Czułem, że za chwilę zacznie się poważne przesłuchanie, które może się skończyć dla mnie dość nieciekawie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz