65. Stała pod ścianą.
Stała pod ścianą, przestępując z nogi na nogę. Trudno było w niej rozpoznać tą dziewczynę, która nie tak dawno weszła przez drzwi do tej sali. Owszem, miała na sobie buty i pielęgniarski czepek, ale to wszystko.
Cherlawy mężczyzna po kilku minutach wygramolił się z pościeli i pokuśtykał do wyjścia. Zrobiło się cicho i ciemno. Jedynie zza okna wpadała żółta poświata ulicznych latarni. Z ulgą wypuściłem powietrze z płuc.
“Dobrze, że to się tak skończyło”, - pomyślałem.
Wciąż jednak kipiałem z podniecenia.
-Olu, gdzie ty jesteś? - westchnąłem.
Instynktownie usiadłem i próbowałem zebrać myśli. Nie dane mi było jednak zastanawiać się zbyt długo. Dokładnie w tej samej chwili zza uchylonego okna wyłoniła się czyjaś twarz. W pierwszym momencie, nie wiedziałem, do kogo należy ta buzia i wystraszyłem się.
-Wyluzuj, to tylko ja, - odpowiedziała rozbawiona.
-Co ty tam robisz? - spytałem, nie dowierzając własnym oczom.
-Czekam. Rzuć mi ten fartuch, bo może ktoś nadejść.
-Fartuch? Jaki fartuch?!
-Jak to, jaki?! Ten, w którym przyszłam. No daj go.
Teraz chciałoby się powiedzieć: “Houston, mamy problem.” Fartucha już nie było.
-Ach, ten fartuch…
Nie wiedziała, co tutaj zaszło i, z wyczekiwaniem, patrzyła mi w oczy.
-No, ten. Daj go, - odezwała się bardziej stanowczo.
-Wiesz co… no… z tym to może być drobny problem.
Pochyliłem się w jej stronę, tak że prawie zetknęliśmy się ustami. Myślała, że się z niej zgrywam.
-Nie żartuj, daj go.
-No wiesz… kiedy ja wcale nie żartuję. Zabrała go pielęgniarka.
Dopiero teraz jej oczy zmieniły się.
-Pielęgniarka?! No kurna, to zajebiście! I, co teraz?
Nie pomny a ryzyko, wstałem, szeroko otworzyłem okno i wychyliłem się przez parapet. Na zewnątrz było dość ciemno, jednak na tyle jasno, by bez trudu rozpoznać, że ktoś jest zupełnie nagi. No i musiałem przyznać, że ona była zupełnie naga.
Stała pod ścianą, przestępując z nogi na nogę. Trudno było w niej rozpoznać tą dziewczynę, która nie tak dawno weszła przez drzwi do tej sali. Owszem, miała na sobie buty i pielęgniarski czepek, ale to wszystko. Mimo to, nawet w panujących ciemnościach, wyglądała ślicznie. Jej cudowne kształty rysowały się bardzo wyraźnie, była, jak szkic natchnionego artysty, mogłem odróżnić każdą wypukłość i zaokrąglenie jej pięknego ciała. Była moją prywatną miss natura, boginią piękności, seksu i tajemniczości.
-Zrób coś, - poprosiła czule.
Nie byliśmy na zupełnie straconej pozycji. Wpadł mi do głowy pewien pomysł. Moje usta rozjechały się w szerokim uśmiechu.
-Poczekaj, dam ci coś innego, - odpowiedziałem po krótkim zastanowieniu.
Odwróciłem się i ściągnąłem z własnego łóżka prześcieradło.
-Dzięki, - usłyszałem.
Dość szybko i sprawnie okryła się nim. Wyglądała, jakby była ubrana w jakąś grecka tunikę. Pochylony, wsparty o parapet, przyglądałem się z zachwytem.
-Wiesz, teraz to nie przypomina prześcieradła, - podsumowałem.
Wcale nie przejęła się niekorzystną sytuacją.
-Pewnie, - uśmiechnęła się, - teraz to moja suknia.
Pochyliłem głowę. Podeszła bliżej, wspięła się na palcach i złożyła na moich ustach wilgotny pocałunek. W pierwszej sekundzie było to, jak muśnięcie skrzydeł motyla. Dopiero później przywarła do mnie mocniej. Zrobiło mi się gorąco, wychyliłem się jeszcze bardziej. Dłońmi wsparłem się na jej ramionach, a ona ujęła moją głowę i zatopiła palce w moich włosach. W gorącym uścisku, wargami chwytała moje usta. Wsunęła między nie język i wodziła nim we wszystkie strony. Na chwilę straciłem poczucie rzeczywistości.
Nagle poczułem mocne szarpnięcie, uczucie braku ciążenia i już po ułamku sekundy leżałem na ziemi.
Kiedy otworzyłem oczy nie wiedziałem, co się stało. Bolały mnie plecy. Leżałem na trawie tuż obok ściany i słyszałem nad sobą jej śmiech.
-Ale walnąłeś, - wyrzuciła w radosnych spazmach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz