4. Niech wujek Karol się mną zaopiekuje.
Matka z rezygnacją opuściła ręce.-No to, jak ci mogę pomóc?-Ty nie… Niech wujek Karol się mną zaopiekuje, - powiedziała wprost.
Kiedy innym razem byliśmy u nich w domu, biegała po mieszkaniu, jak wariatka i, najzwyczajniej w świecie wywróciła się, nabiła sobie guza. Uderzenie było dość silne. Rozpłakała się, jak małe dziecko. Mnie też zrobiło się jej szkoda. Agata od razu pobiegła do kuchni, przyniosła garść kostek lodu, zawinęła je w ściereczkę i, jak troskliwa matka, chciała przyłożyć w bolące miejsce.
-Moja kochana córeczka… pokaż… - powiedziała z przejęciem.
No cóż, córeczce jednak to nie pasowało i rozzłościła się.
-Zostaw! - warknęła.
Jej rodzicielka nie bardzo wiedziała o co chodzi.
-Ale, córcia…
-Zostaw, słyszysz! - powtórzyła małolata.
Matka nie dawała za wygraną.
-Iwonko, co się stało? Ja tylko…
Dopiero teraz szydło wyszło z worka. Dziewczyna spojrzała najpierw na nią, później na mnie.
-Nie.
-Ale…
-Nie chcę, żebyś się nade mną litowała.
-No co ty… żartujesz?
-Nie! Słyszysz? Nie! - jeszcze raz odezwała się bardzo ostro.
Matka z rezygnacją opuściła ręce.
-No to, jak ci mogę pomóc?
-Ty nie… Niech wujek Karol się mną zaopiekuje, - powiedziała wprost.
Z każdą kolejną jej wypowiedzią sytuacja stawała się coraz bardziej niezręczna. Miałem jednak nadzieję, że wszystko rozejdzie się po kościach i młoda da się jakoś przekonać.
-Iwonko… - prosiła Agata.
Iwona skuliła się w sobie i schowała twarz w dłoniach.
-Tylko jemu pozwolę, - jęknęła, jakby to było jej ostatnie życzenie.
“No tak”, - pomyślałem, - “okazuje się, żej wujelk jest nalepszy na wszystko”.
Wstała i ruszyła w stronę swojego pokoju. W wejściu uśmiechnęła się chytrze, jednak w taki sposób, że tylko ja byłem w stanie to zobaczyć.
-No chodź, wujku, - powiedziała, akcentując ostatnie słowo.
Znów czułem się wkręcany w sytuację, która ogólnie była trudna do przyjęcia. Nie powiem jednak, żebym jakoś czuł się pokrzywdzony. Zachowanie tej młodej laski nie tylko mnie podniecało, o czym wiedziałem tylko ja sam, ale też bardzo pobudzało moje męskie ego.
Wstałem i poszedłem z nią. Zamknęła drzwi i podała mi zawiniątko z lodem, które wzięła od matki.
-No i co ty wyprawiasz? - westchnąłem lekko zmieszany.
-Jak to co, wujku?! No trzymaj i lecz mnie.
Nic dodać, nic ująć. Jej wzrok mówił wszystko. Sytuacja była bardzo elektryzująca. Przejąłem ten, niecodzienny prezent, ale tak naprawdę, nie bardzo wiedziałem co mam z tym robić. No cóż, najważniejsze, że ona wiedziała.
-No… proszę… - zachęcała kokieteryjnym głosem.
Ostrożnie dotknąłem jej czoła. Miałem wrażenie, za chwilę drzwi rozpadną się pod ciśnieniem wzroku reszty domowników.
-Boli? - spytałem.
Uśmiechnęła się kwaśno.
-No a co ty myślisz?! Pewnie, że boli.
Na jej czole połyskiwał potężny guz. Pochyliłem się i pocałowałem ją w ten nabity siniak. Wydawało mi się, że nie powinno być w tym nic zdrożnego. Starałem obchodzić się z nią tak, jak się obchodzi z niewinnym dzieckiem, którym chyba jeszcze wtedy, była.
-Teraz powinno boleć trochę mniej, - powiedziałem uśmiechając się ciepło.
Odpowiedziała takim samym serdecznym uśmiechem.
-Przy tobie wujku, od razu przestaje boleć, - powiedziała rozbrajająco szczerze.
Wbrew moim usilnym staraniom, sytuacja stawała się coraz bardziej gorąca i jednoznaczna. Chcąc jej pomóc, usiadłem tuż obok. Natychmiats to wykorzystała. Położyła się na tapczanie, a głowę oparła na moich udach. Przyłożyłem chustkę z lodem do jej czoła. Przez klkanaście minut trwalem tak prawie w kompletnym bezruchu. Co jakiś czas tylko wyrzucałem rozpuszczające się kostki. Można powiedzieć, że dało to konkretny efekt. Siniak zaczął znikać, a ja byłem coraz bardziej zadowolony.
W pewnym momencie stwierdziłem, że nie ma sensu dłużej jej męczyć i odłożyłem tobołek na szafkę nocną.
-No i już po płaczu, - odezwałem się, - idę, bo mnie zaraz powieszą. Nie skacz więcej, dobrze?
Popatrzyła mi w oczy i powiedziała rozbrajającym głosem:
-Dobrze wujku.
Kiedy chciałem się podnieść i zostawić ją samą, chwyciła mnie za rękę.
Kiedy chciałem się podnieść i zostawić ją samą, chwyciła mnie za rękę.
-Zostań jeszcze chwilę, - szepnęła cicho.
Spojrzałem na nią. Myślałem, że coś jej jeszcze jest. Mokra grzywka przykleiła się do czoła częściowo zasłaniając oczy. Ta dziewczyna rozczulała mnie do łez, ona, po prostu wyglądała prześlicznie.
-No dobrze, ale tylko chwilę, - zgodziłem się.
Spojrzałem w jej granatowe oczy, powoli, palcami rozgarniałem mokre pukle układając je po obu stronach czoła. Kiedy już nic nie zasłaniało jej ślicznej buzi, bardzo delikatnie, wierzchem dłoni przejechałem po jej policzku. Uśmiechnęła się i opuściła powieki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz