77. Żywcem zakopywała.
Najpierw uwodziła swoje ofiary. To nie było trudne, zważywszy na jej młody wiek i bardzo atrakcyjną powierzchowność. Później, wabiła w jakieś ustronne miejsce i, po podaniu silnych narkotyków, żywcem zakopywała w lesie.
W tej samej chwili jeden z pomniejszych kwiatów na samym dole rozchylił się, także ukazując swoje wnętrze. W samym jego środku sterczał ogromny, zwieńczony grubą głowicą słupek. Teraz przybrał kolor żółto-zielony i drżał jak wibrator. Dodatkowo, wszystkie liany oplotły się wokół jej ud i rozchyliły je szeroko na boki. Po środku jej krocza lśniła sokami opuchnięta, czerwona szparka. Wiedziałem, co się stanie za chwilę.
Dziewczyna prężyła całe swoje ciało, raz po raz dotykała swojej, spragnionej kobiecości. Coraz głośniej jęczała i wzdychała. Cała jej sylwetka pokryta była drobniutkimi kropelkami potu. Widać było że przeżywa to bardzo intensywnie.
Podtrzymywana mocnym uściskiem zielonego potwora, powoli opadała na słupek grubości dużego ogórka. Delikatnie dotknął jej, podnieconej do granic możliwości, norki, na sekundę zatrzymał się, a później wjechał w nią z ogromnym impetem.
-Uuuuuuuaaaaaa!!! - powietrze przeszył ekstatyczny jęk.
Już się działo. Roślina ponownie zastygła w bezruchu. Ciało kobiety dygotało, kurczyło się i szarpało, jak przypalane żywym ogniem. Jej oczy półprzytomnie, ale szeroko otworzyły się, natomiast wyschnięte usta łapczywie chwytały powietrze.
Zwój pnączy ponownie uniósł jej ciało a następnie, jeszcze raz, z taką samą siłą opuścił do dołu. Zielone, wiotkie łodygi zwinnie tańczyły po nagim podniecającej sylwetce, niczym kłębowisko węży. Jej ramiona odpowiadały w podobny sposób, a z ust wydobyło się przyciszone charczenie:
-Rżnij mnie, och rżnij mnie, aż zdechnę!
Poruszała swoim tyłeczkiem do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, po jakimś czasie na boki. Coraz mocniej drżała. NIe było już odwrotu.
Roślina coraz szybciej i gwałtowniej podnosiła ją i opuszczała. Cipka samiczki z wielkim trudem przyjmowała pomarańczowego grubego fiuta. Śliniła się i była rozciągnięta do granic możliwości. Ogromny kutas właził w nią głęboko, gwałtownymi pchnięciami robił sobie miejsce. Elastyczne wargi ustępowały pod jego naporem, wpuszczając do samego dna.
-Ooooch, ooooooch, ooooooch!!! - rozbrzmiewały coraz głośniejsze jęki i westchnienia.
Lewitując w powietrzu, czułem coraz większy związek z tym kłębowiskiem lian. Zdawało mi się, że wiem, co ono czuje. Działo się coś, czego bardzo chciałem. Stopniowo zaczynałem odbierać jego doznania. Wrażenie było rozmyte jakieś dalekie, ale czułem, że przyjemność jest wszechogarniająca wręcz trudna do opisania. Pragnąłem zjednoczyć się z tym czymś.
Nagle, jakby na własne życzenie, poczułem, że coś zaczyna ściągać mnie w dół. Jeszcze byłem zawieszony w powietrzu, ale już coraz bardziej wnikałem w tą istotę. Wszystkie doznania stawały się coraz wyraźniejsze i coraz bardziej ostre. Miałem wrażenie, że ktoś podkręca kontrast we wszystkich moich zmysłach. No i stało się.
W pewnym momencie zrozumiałem, że jestem właśnie nią. Czułem każdy pęd, każdą łodygę. Postrzegałem wszystko całym swoim, roślinnym ciałem. Mimo to wciąż jeszcze patrzyłem z góry. Takie podwójne intensywne doznania powodowały dezorientację. Po jakimś czasie nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.
Nagle, kompletnie niespodziewanie, dosłownie w jednej sekundzie doznałem powalającego, odbierającego świadomość orgazmu. Rozkosz była jak ostatnie tchnienie: bezkompromisowa i bezgraniczna. Nie wiem ile mogło to trwać. W końcu zapadła kompletna ciemność, kompletna cisza, brak czegokolwiek, nic.
Otworzyłem oczy. Leżałem w jakiejś jamie pod korzeniami drzewa. Byłem brudny, mokry i przeraźliwie przemarznięty. Bolało mnie wszystko, cokolwiek mogłem poczuć swoim ciałem. Ledwie żyłem. Wiedziałem, że muszę wyjść, coś zrobić, cokolwiek, ale nie miałem sił. Walczyłem. Jeszcze raz zapadła ciemność.
-Wstawaj, słyszysz, wstawaj?! - usłyszałem głos kolegi.
Ktoś ciągnął za moje ręce.
-Co się stało? - mamrotałem, ledwie słyszalnym głosem.
-Stary ciesz się, że żyjesz? Ledwie cię znaleźliśmy w tym gównie! Kurwa, w coś ty się wpakował?!
Co tak naprawdę się stało? Ola, ta śliczna dziewczyna, która tak bardzo mnie oczarowała, okazała się być, poszukiwaną listem gończym, niebezpieczną psychopatką. Najpierw uwodziła swoje ofiary. To nie było trudne, zważywszy na jej młody wiek i bardzo atrakcyjną powierzchowność. Później, wabiła w jakieś ustronne miejsce i, po podaniu silnych narkotyków, żywcem zakopywała w lesie. To cud, że koledzy jednak nie wyjechali i, dowiedziawszy się, kim naprawdę jest dziewczyna, rozpoczęli poszukiwania.
Jak się po kilku dniach okazało, moje konto całkowicie opustoszało. Zresztą nie tylko moje. Moich rodziców także. Zniknął też mój motocykl i wszystkie rzeczy, jakie ze sobą miałem. Mimo to, cieszę się, że żyję.
KONIEC

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz