64. Więcej widziałem.
Im więcej się przyglądałem, tym więcej widziałem. Aksamitną czernią lśniły tam gęste włosy soczystej cipki. Moje podniecenie znowu wybuchło z niesamowitą siłą. Szarpnąłem się tak, że o mało nie spadłem z łóżka.
Młoda siostrzyczka, schylając się, nieopatrznie wypięła w moją stronę swój kształtny tyłek. Nie wiem, czy o to jej chodziło ale, jej krągłe pośladki wylądowały tuż obok mojej facjaty. Krótki, obcisły fartuch pojechał wyżej, odsłaniając skrawek powabnego zadka. Od razu, przez całe moje ciało przebiegł intensywny, słodki dreszcz. Tym razem, jednak, był on zupełnie innego rodzaju. Odezwał się we mnie prawdziwy samiec, który myślał tylko o jednym.
Powiem szczerze, że byłem w podwójnym szoku, kiedy okazało się, że obsługa szpitala nie nosi majtek. Nie mam pojęcia, czy taki był standard w tamtym miejscu, ale nie miałem powodu do narzekań. W tej chwili, na pewno, nie chciałem składać żadnej skargi do dyrekcji. Jak zahipnotyzowany wlepiłem wzrok między jej uda. Moje serce zaczęło łomotać jak oszalałe. Kutas o mało nie oszalał.
Im więcej się przyglądałem, tym więcej widziałem. Aksamitną czernią lśniły tam gęste włosy soczystej cipki. Moje podniecenie znowu wybuchło z niesamowitą siłą. Szarpnąłem się tak, że o mało nie spadłem z łóżka. Gdyby nie pozostali ludzie na tej sali, pewnie już bym się na nią rzucił i wyruchał we wszystkie dziurki bardzo dokładnie.
-Ach, to pewnie któraś z salowych, - powiedziała, tak jakby absolutnie niczego się nie domyślała.
Wiedziałem jednak, że to nieprawda. Salowe nie nosiły takich fartuchów.
Podniosła odzienie, spokojnie, jakby od niechcenia, wyprostowała się i odwróciła w moją stronę. Sytuacja zdawała się być bardzo napięta. Przez moment przyglądała mi się bardzo uważnie. Moje oczy błądziły jak głupie pomiędzy jej twarzą, piersiami i szerokimi, zgrabnymi biodrami.
Po chwili, zorientowawszy się, co może być powodem mojego błędnego wzroku, jakby trochę zawstydzona, szybko poprawiła swój, zbyt krótki, uniform. Zdaje się, że ten mały niefart uratował mi dupę.
-No cóż, - odezwała się po jakimś czasie, - jutro i tak dowiemy się, do kogo to należy, a teraz postaraj się zasnąć. Dobrze?
Czułem się jak małe, wystraszone dziecko, ale jednocześnie nie mogłem dać sobie rady z własnym podnieceniem. Pokiwałem głową, a ona się nachyliła i szepnęła.
-Wdzięczna bym była, gdybyś dzisiaj, nie miał już tych strasznych koszmarów.
Wiedziała o wszystkim. Zastanawiałem się, w którym momencie się domyśliła. Myślałem, że wyjdę z siebie. Czułem się taki rozpalony. Dojrzałem na całym ciele, jak mały szczeniak. Tymczasem ona, odwróciła się i energicznie skierowała do wyjścia.
-Siostro, siostro! - pokrzykiwał na nią mężczyzna z drugiego końca sali. Spojrzała na niego niechętnie.
-Niech pan się uspokoi i nie wzywa niepotrzebnie personelu. To szpital, a nie ośrodek wypoczynkowy, proszę pana, - powiedziała stanowczo.
-Eee… ale kiedy tam, naprawdę, ktoś był, - próbował tłumaczyć zdezorientowany pacjent.
-No i co, rozwiał się w powietrzu? - rzuciła ironicznie i jeszcze raz spojrzała na mnie.
W jej oczach nie dostrzegłem nic, co kazałoby mi czuć się w jakiś sposób zagrożonym. Czułem, że ona, po prostu, wie, ale i tak nie zamierza nic z tym zrobić.
Po chwili już jej nie było. Obrażony dziadek mamrotał coś jeszcze pod nosem. Słychać było jego ciche przekleństwa.
Nie wiem, czy stała po drugiej stronie i słuchała, ale po dwóch minutach, drzwi do sali ponownie się otworzyły i zobaczyłem w nich jej głowę.
-Wie pan co, jeśli pana to tak bardzo zbulwersowało, to dlaczego pan zwlekał tyle czasu?! - powiedziała grzecznie, ale bardzo dobitnie.
Starszy pan zdenerwował się jeszcze bardziej.
-To jakieś żarty?! Jak pani śmie?! - wydarł się.
-Niech pan tak nie krzyczy, bo każę pana związać w kaftan bezpieczeństwa i zamknąć w izolatce, - dodała zamykając drzwi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz