Szukaj na tym blogu

20 grudnia 2019

Wujek.


1. Nie trzeba było być detektywem. 

Iwona doskonale wiedziała, jakie wrażenie na mnie wywarła. W tym miejscu nie trzeba było być detektywem. Uniosła głowę i obdarzyła mnie najbardziej serdecznym, najczulszym uśmiechem, jaki, kiedykolwiek widziałem. 

To jest ciekawa historia, historia którą niejeden wolałby zatrzymać na dnie swojej pamięci i ukryć przed całym światem. No cóż, ja zdecydowałem się o tym opowiedzieć. Może dlatego, że miało to dla mnie szczególne znaczenie. Kurczę, przecież każdy tak mówi. Tak, czy inaczej, trudno mi o tym zapomnieć. Chociaż, no cóż, być może chodzi o to, żeby przestrzec przed takim postępowaniem innych. Chociaż, czy ci inni, w jakichkolwiek sposób mnie posłuchają? Nie sądzę. Każdy idzie własną ścieżką w swoim życiu, każdy tworzy swoją własną historię, każdy uczy się na swoich własnych błędach. 
Wiedziałem to od samego początku, od momentu, w którym ją poznałem. Wiedziałem, że ten niepozorny pączek rozwinie się w cudowny kwiat. Miałem świadomość, że ten kwiat zostanie kiedyś zerwany i poświęcony temu jednemu mężczyźnie. Wiedziałem, że w końcu nadejdzie ten dzień. No i stało się.
Iwonka szła do ołtarza. Moja mała Iwonka miała stanąć na ślubnym kobiercu z nim, a nie ze mną. No cóż, takie jest życie. Byłbym głupcem, gdybym sądził inaczej. Wiedziałem, że muszę się z tym pogodzić, a jednak. Jednak tak trudno było to przełknąć. Nadszedł kres z tym cudownym, niby przypadkowym, spotkaniom. 
Zastanawiałem się tylko, czy nasze intymne relacje pozostaną na takim samym, gorącym poziomie, czy może się zmienią? Czy może jednak nasze potajemne schadzki będą odbywały się dalej, a jeśli tak, to w jakiej formie? Czy nasza kilkuletnia, gorąca przygoda zakończy się tak samo nagle, jak się zaczęła? 
Bzdura. Przecież to nie miało sensu. Ja: czterdziestoletni, żonaty, mający całe mnóstwo dziwnych przyzwyczajeń facet. Ona: dwadzieścia lat młodsza, piękna, dopiero wkraczała w dorosłe życie. Czy mogłem żywić nadzieję na cokolwiek, na choćby odrobinę? I tak, i nie. Już wtedy zaczęły pojawiać się oznaki, że tak dziewczyna nie pozwoli, tak łatwo, zamknąć się w pieleszach domowych. O nie, tego nie dało się z nią zrobić.
Bardzo dokładnie pamiętam nasze pierwsze, wspólne Święta Wielkanocne. To był cud natury. Byłem oszołomiony jej młodzieńczą, niepowtarzalną urodą. Drugiej takiej ze świecą szukać.
Te jej ciemne oczy. Boże! Na początku byłem przekonany, że są brązowe lub czarne, ale one były niebieskie, ciemnoniebieskie, prawie granatowe. Na dodatek zmieniały swój wygląd w zależności od padającego światła. Dodatkowo ta ciemna oprawa, długie rzęsy i dobrze zarysowane brwi. 
Och Iwonko! Na wspomnienie tego jeszcze dziś drży mi serce, a kutas staje dęba. Na jej nosie zawsze spoczywały nierozłączne okulary w metalowych, błyszczących oprawkach. No i te jej usta… och! Doskonale ukształtowane, niespotykane. Sprawiały wrażenie, jakby same prosiły o gorący, mokry pocałunek. 
To, co najbardziej mnie w niej intrygowało, to spojrzenie. Jej głowa zawsze była lekko pochylona. Sprawiała wrażenie małego, zaciekawionego zwierzątka. Kiedy na mnie patrzyła, przenikał mnie dreszcz, jakby chciała zajrzeć w głąb mojej duszy. Była elektryzująca. Kiedy do mnie mówiła, stawała bardzo blisko, bez lęku przenikała mnie na wskroś swoim wzrokiem.
-Iwona. Na imię mi Iwona, a tobie? - powiedziała bez skrępowania. 
Odwróciła się bokiem, odsłaniając doskonały profil, łabędzią szyję i podniecające ucho. Z wrażenia zatkało mnie.
-No, co jest z tobą?! Nie umiesz się zachować? - szturchnęła mnie w bok żona.
-Eee… co? Że co? - wyrwało się z mojego gardła.
-No, przedstaw się, idioto, - usłyszałem obok swojego ucha, głos mojej drugiej połowy.
Czułem, że moje nogi robią się sztywne. Z trudem przełknąłem ślinę.
-Karol, - wydukałem.
Iwona doskonale wiedziała, jakie wrażenie na mnie wywarła. W tym miejscu nie trzeba było być detektywem. Uniosła głowę i obdarzyła mnie najbardziej serdecznym, najczulszym uśmiechem, jaki, kiedykolwiek widziałem. 
Boże, zdawałem sobie sprawę, że to jeszcze dziecko. Dziecko, bo jak inaczej określić coś tak delikatnego. Była moją muzą, natchnieniem i, zdawałoby się, nieosiągalnym marzeniem. Co takiego w sobie miała? Była młoda, pełna niespożytej energii i naturalnej świeżości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...