Szukaj na tym blogu

16 grudnia 2019

Wakacje, seks i potwór.

74. Dowód rzeczowy.

Podniosła ubrania z podłogi tak, jakby były jej do czegoś jeszcze potrzebne. Może chciała wziąć je jako dowód rzeczowy, nie wiem. Zbliżyła do swojej twarzy i powąchała. 


Zatopiłem w niej swoją głowę i przestałem istnieć. W jakiś niewyjaśniony sposób stałem się nią. Do życia potrzebowałem jedynie wody, słońca i ciepła. Miałem doskonałe rozeznanie w tym, co dzieje się dookoła. Widziałem, słyszałem i czułem, chociaż może w nieco inny sposób. 
Nie byłem tutaj bezpieczny. Odnosiłem wrażenie, że znajduję się w jakimś obcym sobie miejscu, w nieznanym, wręcz wrogim, środowisku. Co prawda, nie widziałem przedmiotów w sposób dosłowny, jednak doskonale wyczuwałem wszystko, co znajdowało się w najbliższym otoczeniu: meble, ściany, okna, a nawet to, co było poza nimi. 
W pewnym momencie mój niepokój wzrósł jeszcze bardziej. Uświadomiłem sobie bowiem, że zbliża się do mnie ktoś jeszcze. To był człowiek. Człowiek? Dlaczego miałbym bać się ludzi? Wpadłem w panikę. Wiedziałem, że muszę gdzieś się schować i to szybko. 
W tej właśnie chwili stało się coś jeszcze, coś czego nie potrafiłem zrozumieć, coś czego w żaden sposób nie potrafiłem objąć swoim umysłem. Każda próba określenia tego i nazwania, wymykała się mojej woli. Wiedziałem, że jestem kimś innym, niż ta roślina, ta monstrualna, można powiedzieć, nawet przerażająca roślina. Nie byłem nią. Nie byłem też sobą, nie byłem nawet istotą ludzką. Byłem, natomiast, czymś niematerialnym, czymś w rodzaju niewidzialnej mgły, unoszącej się swobodnie w powietrzu. Mogłem być dosłownie wszędzie, przenikać przez ściany i poruszać się tam, gdzie chciałem. Jednak to nie był koniec. 
Byłem też wszystkimi tymi istotami na raz. W jakimś sensie, mogłem odczuwać to, co one, a jednocześnie być gdzieś indziej. Widziałem z góry, jak ogromna roślina chowa się pod łóżko. Wpełzła tam, zmieniła swoje ubarwienie w taki sposób, że przestała być widoczna dla ludzkiego oka i czekała. 
Tymczasem drzwi do pokoju otworzyły się i stanęła w nich dziewczyna. To była pielęgniarka w białym fartuchu i czepku. Takim sam miała na sobie moja ukochana w momencie, kiedy jeszcze była sobą. No właśnie… trudno powiedzieć, kto tutaj był kim. 
Tą pielęgniarkę widywałem dość często. Przychodziła do mnie do sali. Podobała mi się. Miała ciemne, długie włosy, łagodnie opadające na plecy, zgrabną sylwetkę, duże jędrne pośladki i wydatne sterczące piersi. Najwyraźniej była zaintrygowana. 
-Co jest? Co się tutaj dzieje, do jasnej cholery?! - powiedziała z nieukrywaną złością. - Czy nie można mieć trochę spokoju w tym szpitalu?! Czy zawsze coś musi się dziać?! 
Włączyła wszystkie światła i stanęła oniemiała. 
-Co jest? Przecież wyraźnie słyszałam jakieś odgłosy?- powiedziała. 
Dopiero teraz spostrzegła, że na podłodze znajdują się prześcieradła, w które ubrana była Ola. Leżała tam też moja szpitalna piżama. 
-Aha, w ten sposób sobie pogrywacie, cwaniaczki, - odezwała się. - Seksu wam się zachciało. No, no… znaleźliście sobie dobre miejsce, ale nie ze mną te numery. Nie zrobicie mi takiego kawału. Jak was znajdę, pożałujecie. 
Podniosła ubrania z podłogi tak, jakby były jej do czegoś jeszcze potrzebne. Może chciała wziąć je jako dowód rzeczowy, nie wiem. Zbliżyła do swojej twarzy i powąchała. W pierwszej chwili w ogóle nie wiedziałem, po co to robi. 
-Aha, jeszcze ciepłe. No dobrze, czyli gdzieś tu musicie być. Na pewno nie uciekliście zbyt daleko. 
Zaczęła chodzić po całym pomieszczeniu i zaglądać w każdy kąt w poszukiwaniu sprawców domniemanego zamieszania. Zajrzała za łóżko, później otworzyła jedną szafę, następnie drugą, zerknęła za biurko. Tam też nikogo nie było. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...