76. Roślina pieściła jej piersi.
Roślina pieściła jej piersi, które za każdym dotknięciem nabrzmiewały coraz bardziej. Jedno z odrośli przesunęło się po jej brzuchu, kolejne gładziło jej plecy, jeszcze inne masowało pośladki, co chwilę wsuwając się między uda.
W oczach pielęgniarki widać było prawdziwe przerażenie. Zaczęła się szarpać, potrząsać nogą, chcąc jak najszybciej pozbyć się niechcianego, niebezpiecznego balastu. Niestety, nie było to jednak wcale takie proste. Roślina trzymała mocno i pewnie. Powoli ciągnęła ją do siebie, co chwilę zmieniając barwę swoich kwiatów i łodyg, których zdawało się być coraz więcej i więcej.
-Nie, nie, nieeee!!! - krzyczała ofiara.
Wszystko wskazywało na to, że na jakąkolwiek ucieczkę było już za późno. Być może, miała jeszcze jakąś nadzieję na wyjście z tej sytuacji bez szwanku. Walczyła o własne życie i, na pewno, nie zamierzała się poddawać do samego końca.
Chwytała dłońmi wystające przedmioty, ale roślina była silniejsza. Ciągnęła powoli i nieubłaganie w swoją stronę, nie dając jej żadnych szans. Metr, po metrze dystans się zmniejszał.
-Och, nie! Boże, nie! Nie chcę! Ja nie chcę! Proszę! Co to?! Jezu, co to?! - krzyczała, mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy.
Dokładnie w tym samym momencie jedna z lian wsunęła się w jej usta i swoją grubością wypełniła całą ich powierzchnię, uniemożliwiając wydawanie jakiegokolwiek głosu. W oczach kobiety było coraz większe przerażenie. Szarpała się coraz mocniej, jednak do uchwytu na kostce, już po chwili, dołączyły kolejne: na drugiej nodze, w okolicy uda, na ramiona i tułowiu. To był koniec.
Teraz była niczym w sieci pajęczej, opleciona i bez żadnych szans na jakikolwiek ratunek. Nie poddawała się jednak, dzielnie walczyła, szarpiąc się i szamocząc najmocniej, jak tylko mogła. Wkrótce ciało dziewczyny zostało uniesione jakiś metr nad podłogę i tak zawisło, podtrzymywane dziesiątkami mniejszych i większych, zielono-żółtych łodyg.
Przyglądałem się temu wszystkiemu obojętnie, a nawet, odczuwałem pewną satysfakcję. Przede wszystkim, byłem zafascynowany, ten widok mnie podniecał.
Monstrualna roślina rozkwitała coraz bardziej i czerwone kwiaty wkrótce okryły już całą łodygę. Niektóre z nich były nieco większe, a ich barwa bardziej intensywna. Szczytowy kielich rozchylił się i wyprostował. Następnie, powoli zbliżył się do jej twarzy. Patrzyła w jego wnętrze, nie wiedząc, co za chwilę się stanie.
Tymczasem spomiędzy żółtych pręcików wysypał się złoty pyłek, który niewielką chmurką okrył jej twarz. Zakrztusiła się, jej głowa opadła bezwładnie, ciało zwiotczało, a oczy stały się szkliste, bez wyrazu.
Wkrótce wszystkie łodygi rozpoczęły jakiś dziwny, falujący taniec, dotykały jej ciała wsuwały się pod fartuch. Guziki samoczynnie rozpinały się, odsłaniając aksamitną skórę ud. Już po chwili odkryły brzuch i piersi.
Odzienie spadło na podłogę, dziewczyna była zupełnie naga. Opleciona zielonymi lianami, zawieszona nad dziwną istotą, która pieściła każdy centymetr jej ciała, wyglądała intrygująco.
Wkrótce oszołomienie pyłkiem minęło, lecz ofiara nie szarpała się. Teraz poddawała się wszystkim zabiegom. Prężyła i wyginała swoje ciało pogrążając się w coraz większej ekstazie.
Wszystko zmierzało do jednego celu. Roślina pieściła jej piersi, które za każdym dotknięciem nabrzmiewały coraz bardziej. Jedno z odrośli przesunęło się po jej brzuchu, kolejne gładziło jej plecy, jeszcze inne masowało pośladki, co chwilę wsuwając się między uda. Przypadkowo uchwyt wokół jej głowy rozluźnił się, przez co jej jęki i westchnienia stały się wyraźniejsze.
-Ooooch, oooooch, oooooo!!! - co chwilę wydobywało się z jej gardła.
-Ooooch, oooooch, oooooo!!! - co chwilę wydobywało się z jej gardła.
Dopiero teraz górny kielich przysunął się do jej twarzy, jego pręcik złożył się na kształt ust, które powoli dotknęły rozgrzanych warg i całowały. Robiły to delikatnie, lecz namiętnie. Była w transie. Spontanicznie objęła kwiat ramionami i przycisnęła do siebie, jak głowę kochanka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz