37. Wcale nie był taki mały.
Najgorsze było to, że wcale nie był taki mały. Kiedy stał, trudno było go gdziekolwiek schować. Pod tymi obcisłymi, elastycznymi kąpielówkami odznaczał się każdy, najmniejszy bodaj, szczegół anatomiczny mojego urządzenia.
Basen był duży, otoczony niezbędną infrastrukturą w postaci natrysków i szatni. Tak, jak w każdym innym miejscu tego typu, obowiązywał tu regulamin. Tak więc, żeby wejść do wody, trzeba było się najpierw wykąpać. Nie zmoczyć, ale wykąpać.
Teraz jest to dla mnie zupełnie zrozumiałe, kiedyś było nieco dziwne. Tak, czy siak, jeżeli nie chciało się skorzystać, trzeba było robić, co kazali. Zresztą, nie narzekałem. Szatnie były duże i ładnie wyposażone. Wygodne szafki, zamykane na szyfr, zajmowały prawie całą ich powierzchnię. Były też ławki, na których można było usiąść, by zdjąć buty. Oczywiście, podzielone były na męskie i żeńskie, odseparowane od siebie długim korytarzem. Po lewej stronie znajdowały się dla chłopaków, a po prawej te dla dziewczyn. Tuż za szatniami znajdowały się natryski, także podzielone na dwa rodzaje.
Tak więc, przed wejściem trzeba było się porządnie umyć. Chodziło o to, że nie brudzić wody w niecce basenu, bo wymiana sporo kosztowała. Jak to zwykle w takich okolicznościach bywa, nie wszyscy brali to sobie do serca. Naprawdę, rzadko kto wykonywał to poprawnie. Pamiętam, że ogólne przekonanie było takie, że trzeba to zrobić, aby nie doznać szoku termicznego. Zwykle ludzie, po prostu, moczyli się, a nie myli. Myli się dokładnie, kiedy wychodzili, żeby nie pachnieć chlorem.
Pakując się, myślałem tylko o jednym i nie mogłem zapanować nad własnym ciałem. Moje dłonie drżały jak u alkoholika. Jak panna na wydaniu, do ostatniego momentu szukaniem odpowiednich kąpielówek. Miałem kilka par i zwykle z wyborem nie było żadnego problemu. Teraz żadne nie wydawały mi się odpowiednie. Coraz bardziej się zdenerwowałem.
Powód takiego stanu rzeczy był prosty: wszystkie były bardzo obcisłe. Nie wiem, dlaczego tak się stresowałem, przecież to oczywiste, że kąpielówki nie mogą być luźne. Stworzone są do tego, aby trzymać się tyłka, szczególnie podczas skoków ze stopnia. Gorszym wstydem byłoby, gdyby mi w tym momencie spadły.
Wszystko ładnie i pięknie, tyle tylko, że w tej chwili był jeden, mały problem. Pytacie jaki? Odpowiadam: mój penis. Co ja się będę tłumaczył. Już podczas kolacji, a właściwie cały dzisiejszy dzień… och nie, jeszcze dłużej… od momentu, kiedy ją poznałem, praktycznie w ogóle nie opadał. Sterczał jak głupi bez przerwy. Kładł się tylko wtedy, kiedy chciało mi się siku, albo i nie. Nawet rano, jak wstałem, to już stał na baczność. Jeszcze dobrze się nie obudziłem, a on już sterczał jak żołnierz służby zasadniczej i domagał się swojego. Teraz było dokładnie tak samo.
Jak cholera, miałem ochotę na seks. Jednak czym innym jest sama ochota, a czym innym wprowadzenie tego w życie. Czas uciekał i musiałem na jakieś gacie się zdecydować. Trochę się bałem, trochę wstydziłem. Nie wiedziałem, czy będę potrafił utrzymać swojego ogiera z cuglach podczas tej kąpieli.
Wcześniej, kiedy szedłem na basen z kolegami, nigdy nie było takich problemów. Nawet kiedy moja fujara stanęła pod prysznicem, to i tak opadała w basenie. Teraz bałem się, że może być inaczej. Czułem, chyba nie bezpodstawnie, że mój fiut nie będzie chciał się położyć. Byłby to niefart, iść tak obok laski ze sterczącym kutasem pod slipami. Najgorsze było to, że wcale nie był taki mały. Kiedy stał, trudno było go gdziekolwiek schować. Pod tymi obcisłymi, elastycznymi kąpielówkami odznaczał się każdy, najmniejszy bodaj, szczegół anatomiczny mojego urządzenia.
Miałem nadzieję, że oprócz nas nikogo jednak nie będzie. Miałem ochotę nawet się z tego wszystkiego wycofać w ostatniej chwili. No, ale cóż, słowo się rzekło i trzeba było doprowadzić to do końca. Nie mogłem jej przecież w taki sposób zawieźć. To nie mogło być powodem. Za bardzo mi na niej zależało.
Czułem się jak pieczeń na ruszcie. Byłem podniecony jak cholera. Miałem wrażenie, że płonę od środka. “Raz kozie śmierć”, - pomyślałem. Wziąłem duży ręcznik, szampon, te nieszczęsne kąpielówki, klapki i poszedłem.
Ratownik był już na obiekcie. Jak zwykle siedział na swoim składanym leżaku i od niechcenia obserwował basen. Przez wielką szybę, oddzielającą go od reszty obiektu, widziałem, że z kąpieli korzysta jeszcze trzy osoby. To były dwie dziewczyny i jeden chłopak. Chociaż wydawało się, że za jakiś czas będą się zbierali.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz